niedziela, 26 sierpnia 2012

summertime czyli laska na wszystko

Człowiek na stresie może pojechać daleko, ludzka wytrzymałość bowiem jest potężna.
Jest jednak jej granica, po przekroczeniu której, siada człowieku zdrowie, psycha i te, no... relacje z innym ludziem mu siadają.
I się rozwodzi człowiek, rzuca we wir stosunków dziwnych, a potem stres mija i człowiek patrzy w lustro. To, co wówczas widzi sprawia, że paw ciśnie mu się do twarzy... a pawia nie chcieliśmy mieć nigdy.

Zatem, żeby ominąć wyżej wymienione następstwa stresu postanowiłam, na przekór faktom i temu, że nie mam w tym roku urlopu, wywalić na wszystko laskę (jak to mówi nasze dziecię oraz jej kumple).

I tak moje postanowienie zaowocowało myślami iż:
Za rok, będę z tego dumna, że mi nie odbiło.
Za czas jakiś poszczycimy się, jako rodzina, że wyleźliśmy z kolejnego kryzysu.
Zaraz to wszystko ogarnę, w zasadzie to dzieje się już.
Praca uszlachetnia, a w moim przypadku przynosi zaje...fajne pomysły na to, co poprawić u siebe.
Picie wina w plastikowych kubeczków nie umniejsza winu.
Lubię ludzi, a najbardziej zwierzęta pomijając pawie w twarzy oczywiście.
Jeszcze se tydzień popracuję i do Was wrócę full of energy.
One of these mornings you're gonna rise up singin'
I'm gonna znaczy.
Nie usłyszycie tego, gdyż Was lubię.

Paczajcież.
Ludź pracy też swoje prawa ma.








sobota, 11 sierpnia 2012

Trzeba, to trzeba... :o)


Dostałam 'zielony placek' od Ewy i Niki.
W zasadzie dostałabym go również od Akulara, ale wiem, gdzie mieszka i dlatego nie ryzykowała :o)))
Ewa i Nikuś zrobiły to nieświadomie, gdyż nie bywały na moim poprzednim blogu ;o)

Placek wstawiam, bo lubię mieć klapę, jak ruski generał i to wszyscy wią.

Myślę sobie, co napisać, czego nie wią.



Piję kawę i jem kanapkę z pomidorem i ogórkiem małosolnym. Uwielbiam ten zestaw. Czekam na czas, kiedy można wyprodukować słój ogórków małosolnych i ścigam się z 'potworami', żeby wszystkich nie zeżarły, podczas, gdy jestem w pracy.

Słucham Możdżera. To kolejną rzecz, którą uwielbiam. Przemycam go czasem na bloga. Dzielę się tym, co najlepsze.

W tym roku nie mam urlopu. Te foty z poprzedniej notki, to zlot żaglowców. W końcu mieszkam nad morzem, co uwielbiam, ale tylko poza sezonem.

Jako antidotum na totalny blamaż naszych działaczy sportowych, którzy nie zadbali o dobre przygotowanie naszych olimpijczyków (dwuletni program przygotowań to obciach, kiedy wszyscy inni na świecie przygotowują się w cyklach czteroletnich) piekłam ciasto. Dobrze, że igrzyska już się kończą, bo rodzina podobno już odczuła wyniki w pasie ;o)))

Nie powinnam pić wina (tylko nie mówcie tego Tedowi). Moje nerki tego nie lubią w przeciwieństwie do mnie ;o)))

Uwielbiam Karaiby, nie wiem którą z wysp najbardziej... chyba Puerto Rico. Tęsknię za spokojem jaki miałam w głowie, kiedy jeszcze tam bywałam. Chyba dopiero potem zaczęło się 'życie' (czyt. cały ten bajzel z dorosłością związany).

Chciałabym mieć psa. Wczoraj wpadła do mnie, do pracy jedna z moich uczennic z młodym malamutem. Dickens zeżarł mi i wymięgolił obie dłonie. Wyglądam, jakbym wpadła w krzaczory malin ale i tak go kocham. Sama nigdy nie będę miała zwierzaka (alergia na kurz) i mimo, że nawet zniosłabym sierść w talerzu (już kiedyś znosiłam) i permanentne zapalenie zatok, moim zdrowym rozsądkiem jest Ted. Nie piszcie, że są psy, których sierść ma strukturę włosa ludzkiego, mój pies nie może mieć 30 cm wzrostu :o))) 

Jest siedem tych tam ciekawostek?
Odpękane ;o)

A teraz pojawi się standardowe zdanie w takich sytuacjach.
Na mnie kończy się ta zabawa. Sorry ;o)))


P.S.
Kochani, Wasze wizyty na naszej stronie i na blogu dały taki efekt, że w lipcu mieliśmy tyle wejść, co w kwietniu, maju i czerwcu razem. Baaardzo Wam dziekujemy. Wpisane w wyszukiwarkę hasło 'prezentacja sommelierska' wyświetla nas na pozycji drugiej (!!!) :o)))
Jesteście wielcy!
Muza dla wytrwałych. ( z tęczą w tle)

niedziela, 5 sierpnia 2012

Pobobno obraz ma wartość...

tysiąca słów.
Milczę zatem, muza gra, a Wy paczajcież ;o)