poniedziałek, 18 marca 2013

Baba smok czyli kobieta marynarza

Mam kilkoro nowych uczniów.
Wpadli nagle i... zostali.
Troje z nich to rodzeństwo.
Starszy chłopak przychodzi sam, maluszki dowozi mama.
Zanim spotkałyśmy się po raz pierwszy, ucięłyśmy sobie półgodzinną pogawędkę przez telefon. Pomyślałam wówczas, że mama jest zainteresowana, komu oddaje dzieci. Chce wiedzieć, czy w dobre ręce. Czy w swojej głupocie nie palnę czegoś, czego ona by sobie nie życzyła.
W piątki, przychodząc po większego z krasnali, zostawała chwilkę, żeby pogadać. Jedno zdanie, drugie... piąte.
W miniony piątek dowiedziałam się w końcu o co chodzi.
Mama ma troje dzieci i jest z nimi sama, bo mimo posiadania męża czuje się tak jakoby go nie było. Facet pływa. Zarabia ciężką kasę i, kiedy jest w domu, jest dla niej dodatkowym dzieckiem, a nie wsparciem.
Kolejnymi ciuchami do uprania, kolejnym talerzem do umycia...
- Mój mąż też pływał... przez dwanaście lat, ale poczuł, że musi to rzucić, żeby być z nami - powiedziałam.
- Mąż widzę to mężczyzna z zasadami, może pani na niego liczyć, zazdroszczę- odpowiedziała- mój jest zbyt wygodny. Tak mu dobrze. Ja odpowiadam za wszystko, on za pieniądze. Za stara już jestem, żeby walczyć o miejsce u jego boku. Teraz traktuję go już tylko, jak źródło, dzięki któremu moje dzieci mogą się rozwijać.
Zrobiło się gorzko.
Stała przede mną eteryczna, piękna  kobieta, mająca w oczach żar, a w sercu... kuźwa, nie jestem pewna, czy w zwyczajowym miejscu nie było garści popiołu.
A potem, kiedy już biegłam na kolację naszła mnie refleksja. Mój Facet też zaczął się oddalać od szarości tego świata. Od kupowania chleba, robienia porządków, od bycia tu i teraz.
I miał jaja, żeby to przerwać.
Uratował mnie przed garścią popiołu w miejscu serca.
Dzisiaj, kiedy jeszcze jest nam ciężko, bo przecież 'tamtych łatwych pieniędzy' już nie ma, walczy, żeby wróciła równowaga.
Jak lew walczy.
Po niemiecku, chociaż biegle to On raczej po angielsku.
I wygrywa.
Dla siebie, ale i dla nas.
Nie ma już wielu takich.
Jeden wyszedł dzisiaj z naszego domu... i tu wróci wieczorem.

Mój Facet.

32 komentarze:

  1. Pięknie..
    Widzisz, mój nie pływał, a było jeszcze gorzej...
    I wiesz co jest fajne? Że doceniasz to, co Twój facet zrobił. Nie każdego na to stać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz dlaczego doceniam? Bo On docenia mnie i to, co robiłam, kiedy pod Jego nieobecność byłam tu Nim i sobą jednocześnie.

      Usuń
  2. I to najważniejsze - dbanie o miłość;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli w zwyczajowym miejscu jest odpowiedzialność, współczucie i lojalność to tam jest "coś" czy to już tylko popiół?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzysz i widzisz energiczną, uśmiechniętą kobietę ale jeżeli słyszysz 'dwa miesiące jego pobytu w domu wytrzymam, choćby z zaciśniętymi pięściami'- to chyba jest już tylko popiół. Kidedy wyjeżdżał Ted na chwilę gasło słońce.

      Usuń
    2. Znaczy popiół mam.............

      Usuń
    3. Kutwa, może jednak nie...

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Nie zazdrość :o) Uwierz, że było i czasem nadal jest ciężko.

      Usuń
  5. Żal mi tej kobiety jak cholera. Żal mi tej rodziny i jej dzieci.

    A Ty dzięki takim rozmowom możesz jeszcze bardziej docenić to, co masz teraz...i dziękować Bogu za to, że masz serce a nie popiół, bo Ted miał jaja...

    Ściskam Was serdecznie, Całą Trójkę :o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też jest jej żal. Fajna kobietka, wspaniałe dzieciaki i brak kogoś, kto to doceni :o)
      Buziak Piter ;o*

      Usuń
  6. mój nie pływa a odszedł... i już za późno na powrót, zresztą on zgubił drogę powrotną... dbajcie o siebie wzajemnie :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli znalazłaś swój skarb! I dobrze wiesz, że Ty też jesteś takim skarbem, prawda? Inaczej nie byłoby o co walczyć. Nie wspominając o posiadaniu jaj ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurna, Ty chyba wiesz najbardziej, jaka była cena wtedy i jaka zrobiła sie po powrocie. Prostujemy ścieżki, cały czas, bo warto.

      Usuń
  8. wooow cóż można dodać, chyba tylko to, że większość takich wyginęła jak dinozaury.. masz szczęście.. z drugiej strony tak patrząc, czy kobiety nie przyzwyczajają mężczyzn do bezczynności?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście,że przyzwyczajają 'ja to zrobię kochanie' na początku, a potem 'wszystko na mojej głowie'. U nas od początku była umowa 'robi ten, kto może', dlatego Ted nie ma problemy, żeby coś wyprasować, posprzątać, czy przygotować pranie- tyle, że włączenie pralki już jest straszne ;o))) I muszę dodać, że uwielbiam wracać z pracy, jak On robi spaghetti :o)

      Usuń
    2. dokładnie, 80% tego co mamy fundujemy sobie same, a wiadomo, jak się człowiek do czegoś przyzwyczai, to później problem, 10 lat była wszechstronna, a teraz jej odbiło.. myła gary, teraz nie chce, robiła zakupy, teraz psioczy.. itd.. no i ogólnie wychodzi, że to zła kobieta była;-)

      Usuń
    3. Bo gdyż trzeba się komunikować. Facetowi wystarczy 'zawsze mogłam, ale dzieij nie mogę, pomóż'

      Usuń
  9. i ja nie wyobrażam sobie bycia z facetem, który obecny jest tylko w moich myślach...
    chyba bym tego nie uniosła, takiego związku na odległość.
    dobrze, że Twój Facet wybrał to, co ważne, kiedy trzeba było wybrać:))

    oraz zapraszam po wyróżnienie:))

    OdpowiedzUsuń
  10. poruszająca notka. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. No. I teraz jest dobrze.
    Tego, co ma ta kobieta, nie chciałam w życiu za skarby świata. To już lepiej nie być z nikim. Przynajmniej jest wolność, niezależność, perspektywy, nadzieja. Bycie w klatce... do bani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro było patrzeć, jak gorycz leje się z jej ust. Ale olśnienie, że ja też tak mogłabym wyglądać było porażające. Jesoo, jaką ja jestem szczęściarą ;o)

      Usuń
  12. No, nie nazwałbym pięniedzy z pływania łatwymi, ale i tak wielki szacun dla Teda za jego ruch. Ja sam moge się co najwyżej pochwalić, że nigdy nawet nie próbowałem wypłynąć. Jestem mężczyzną? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś i doskonale o tym wiesz ;o)

      Usuń
  13. No niemal się wzruszyłam... I wiesz co? Jak to ktoś powiedział - wiele zależy od kobiety, żeby nie "zezwoliła" na takie wyręczanie się nią we wszystkich drobnych codziennych rzeczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Tygrysu, to się dzieje samo. Faceta nie ma- robisz wszystko sama, potem wraca, pracował pół roku bez dnia wolnego- odpoczywa, a potem... on nie chce przeszkadzać, Ty nie prosisz bo przecież potrafisz poradzić sobie ze wszystkim...

      Usuń
  14. ta mądrość przychodzi z wiekiem, niestety nie u wszystkich.
    Na szczęście jest jeszcze kilku facetów, którzy przekładają bycie razem nad posiadaniem. I to bycie w każdej mozliwej formie, nawet w codziennych czynnościach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to bycie najprostsze, bez zadęcia, bez fajerwerków, jest najtrudniejsze, ale i najpiękniejsze.

      Usuń