niedziela, 30 czerwca 2013

Dzień dobry

- Dzień dobry, Dniu- powiedziała Dreamu zaraz po wstaniu, trochę po dziewiątej. Pierwszy raz od dwóch miesięcy mogła pozwolić sobie na tak długi sen.
- Dzień dobry, Dreamu- odpowiedział Dzień- kawy?
- Jeszcze nie, dziękuję, na początek piję wodę.
- Jakieś plany na dzisiaj, jakieś życzenia?- zapytał Dzień.
- Może odrobina słońca... - wyraziła życzenie Dreamu.
- Nie mogę obiecać.
- Brak deszczu chociaż...
- Nie mam wpływu- Dzień był wyraźnie niepocieszony.
- Muzyka?
- To możesz załatwić sobie sama- uśmiechnął się, zerkając na pilota, leżącego na ławie.
- Dobre śniadanie.
- W zasadzie też ty... i obiad, wiem, że plany są sympatyczne, aczkolwiek mało wyrafinowane- uśmiechnął się łobuzersko Dzień.
- To nie moja wina, że oni tak lubią młodą kapustę- tłumaczyła się Dreamu.
- Ty się nie tłumacz- powstrzymał ją rozbawiony rozmówca- wszystko co sprawia, że będę przyjazny leży w twoich rękach. Ja jestem, ty działasz. Widzisz to?
- Widzę- odpowiedziała, zaskoczona tą prostą konkluzją, kobieta.
- To do roboty- roześmiał się dzień- co na początek?
- Na początek prysznic, potem obudzę Młodą i zrobimy pyszne śniadanie. Potem gdzieś się powleczemy zanim nam luniesz deszczem.
- O przepraszam- zaprotestował Dzień- ja nie działam w branży wodnej!
- Sorki, zanim nam lunie deszczem- poprawiła się Dreamu, żeby rozmówca nie poczuł się urażony- potem ten nieskąplikowany obiad, już z Tedem, i chyba pójdziemy do babci.
- Baaabcia- rozmarzył się Dzień.
- Młoda studentka musi się pochwalić wynikami matury z piątku i tym, że zanim je jeszcze ujrzała, już widziała, że dostała się na wymarzone studia.
- Wyczuwam łzy wzruszenia- zażartował Dzień.
- Ja też i... ciasto z rabarbarem.
- To co, ja pomalutku zmykam, a Ty robisz wszystko, żebym był dobry- Dzień niechętnie podniósł się z fotela.
- Znowu wszystko, kuźwa, na mojej głowie.
- Nikt tak, jak ty nie wie, co zrobić, żeby było pięknie, uwierz mi.
- ... w zasadzie masz rację.
- W zasadzie wiem... -odpowiedział i pomału ruszył na zachód.
Dreamu siedziała jeszcze chwilę na sofie ze szklanką wody w dłoni.
Nagle zdała sobie sprawę, że już nigdy nie spotka tego Gościa.
- YOLO Dreamu zaszemrało gdzieś za oknem.
- ???- Dreamu nie zrozumiała.
- You Only Live Once*- wyjaśniło zza okna.
- No tak!- poderwała się Dreamu i mrucząc do siebie o tym, że między wszystkimi obowiązkami musi zrobić coś, żeby nie zawieść Gościa, a przede wszystkim siebie, poszła wziąć prysznic.





Frytce dedykuję

*żyjesz tylko raz

czwartek, 27 czerwca 2013

Podróż sentymentalna w obrazach









Na jedną magiczną chwilę w drodze z punktu A do punktu B, udało nam się wpaść do świata z mojego dzieciństwa. Ted i Młoda, bardzo cierpliwie znosili moją potrzebę pogładzenia orzecha zasadzonego przez mojego Dziadka, gruszy, której życie uratowała Babcia i lipy, która każdego lata, swoim szumem usypiała małą Dream.   
Zapach strychu, ciągle ten sam ukoił zmęczoną podróżą głowę, a 'mój' pokój otulił wspomnieniami, jak szalem.
Kilkanaście godzin spędzonych pod tamtym dachem naładowało mi akumulatory, jak dwutygodniowy urlop.
 - Lubisz tu być- stwierdziła fakt Młoda- to widać.
Lubię i jeszcze tam wrócę. Tego lata...
 


środa, 26 czerwca 2013

Sie kręci oraz abc*

Pędzę.
W pełnym biegu umyka mi... wszystko.
Nie ma czasu, żeby przysiąść, się ucieszyć.
Była chwiła na oddech-mikro chwila.
Na chodzenie boso po trawie, jedzenie brudnych truskawek z krzaka.
Będą zdjęcia...
Była na walkę.
Wróciliśmy na tarczy, żeby w dniu następnym okazało się, że jednak z tarczą.
Dzisiaj moje Tygrysy kończą edukację.
Bitwą Wielką z czekoladą, czipsami i innymi niezdrowymi świństwami.
Uwielbiamy to.

Czasie, nie zapierdalaj tak, gdyż nie nadążam brać oddechu!!!

*absolutny brak czasu ;D

sobota, 22 czerwca 2013

Taki czas

Sobota.
Ósma rano.
Siedzę bosa, w piżamie, z nogami na ławie.
W otwarty balkon, jak szalone, świeci letnie słońce.
Ktoś kosi trawę.
Pachnie.
W domu cisza.
Ted w pracy.
Młoda śpi, po wczorajszym powitaniu lata.
Lubię takie dni.
Nadchodzące będą mi się kojarzyły z tym obrazem i z tą muzyką.
Zawsze tak jest, nie umiem tego wytłumaczyć.

I nie wqoorwił mnie nawet fakt, że obudziła mnie pani prezes...

środa, 19 czerwca 2013

Ciężka jest praca nauczyciela...

Koniec roku szkolnego.
Lekcje luźne i leniwe.
Wszystko w celu, żeby mówili.
Dżuls skończyła zajęcia.
Wpadły Gusia i Lula.
- Zostaję- zdecydowała Dżuls- teraz ja będę 'ticzerem', mogę?
- Możesz.
- Co możemy zobaczyć w kuchni?- zadaje pytanie w języku właściwym.
Gusia rzuciła się wymieniać noże, szklanki, garnki i inne patelnie.
- A co widzi Lula?- Dżuls sprytnie włącza do zabawy drugą koleżankę.
- Nic nie widzę!- rzuca zaczepnie Lula po angielsku.
- Dlaczego?- drąży Dżuls, która prywatnie jest jej kuzynką.
- Bo... -tu Lulce zabrakło języka w gębie-... bo jestem głupia.
- A to już nie jest mój problem!- wali Dżuls między oczy.
Według Młodej to się nazywa 'czlowiek-skurwiel', według mnie poprawna reakcja językowa.

Jestem z nich dumna.
Mówią płynnie, bez nerwów, czasem jeszcze to, co potrafią, ale za chwilę już to, co sobie tylko zamarzą.
Zapomniałam dodać, że rzecz toczy się  wśród uczniów  pierwszej i drugiej klasy gimnazjum.
A Dżuls na koniec stwierdziła, że praca nauczyciela to ciężka robota jest.
No... kurka wiem, ale za to jaka wdzięczna ;o)))

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Hero

- Źle się czujesz- zapytał dzisiaj Ted po moim powrocie z pierwszej pracy.
- Nie, jestem wściekła- odpowiedziałam szczerze- nie ogarniam tego burdelu z rozliczeniem grup w drugiej pracy. Bi robi to od lat, ja zabłądziłam.
- Powiedz mi o co chodzi, tylko spokojnie i cierpliwie.
Powiedziałam.
On pomyślał i...
Właśnie siedzi w biurze i pisze program, żeby ogarnąć burdel.
Zamiast odpoczywać po pracy...
Za chwilę jedziemy do drugiej pracy, żeby posprzątać to, czego nie widziałam.

Mój Bohater. :o)

niedziela, 16 czerwca 2013

Smutny

Nie będę pytała dlaczego.
Mogę się tylko wściec, że nie widzieliśmy się całe lata.
Cichy, spokojny, lekko zawstydzony.
Odszedł grać i innym świecie.

Ludzie zapamiętają Go TAK- i dobrze.
Mam chęć zakląć, ale powstrzymam się, bo nie życzyłbyś sobie tego.
Byłeś facetem z klasą.
Nie wyobrażam sobie, co teraz czuje Pani Mirosława.

czwartek, 13 czerwca 2013

Dzisiaj jest podobno...

... dzień dobrej rady.
W radiu, albo w radio, jak kto woli, rzucają dobrymi.
W różnych tematach.
To i ja dorzucę.
W mojej ulubionej dziedzinie.
Jeżeli chcesz uczyć się języka obcego, nie licz, że się prześlizgniesz.
Zastanów się po co się uczysz. Najlepszą odpowiedzią jest 'żeby mówić'.
Język jest zazdrosną dziwką, zemści się za każdy dzień, w którym nie poświęciłeś mu chwili.
Ucz się z zajęć, na zajęcia. Po dwóch lekcjach materiału do zapamiętania jest (tadam!) dwa razy więcej.
Słuchaj wiadomości z BBC, CNN lub innej stacji. Początkowo nie będziesz nic rozumiał, ale to mnie.
Pracuj z lektorem. Bez lektora jest dużo trudniej.
Nie lekceważ gramatyki. To ona (recytowana o północy na pełnej bani) będzie podstawą Twoich poprawnych wypowiedzi.
Baw się. Nie uczysz się za karę.
Wyjedź za granicę. Sprawdź się. Przyjemność dogadania się będzie Twoją największą nagrodą.

I jeszcze jedna, najlepsza rada, jaką dzisiaj uslyszałam:

Żyj uczciwie, każdy ma prawo do ryzyka ;o)))

niedziela, 9 czerwca 2013

Ktokolwiek ma ochotę pomóc, zapraszamy do zabawy

Młoda ma przyjaciółkę. Curly.
Pisałam kiedyś o Niej i Jej mamusi.
Curly jest wrażliwcem (kto by nie był z takim rodzicielskim wsparciem).
Tęskni za ojcem.
Rodzice rozstali się, kiedy dziewczyna miała kilka lat.
Mama nie zadbała o dobre relacje z tatusiem, a szkoda.
Kiedyś Curly przyznała się Młodej, że najbardziej tęskni za małym mieszkankiem babci, gdzie jej rodzinka miała wspólny pokój.
Pamięta segment na całą ścianę stary telewizor, kasetowy magnetofon i paskudny dywan na podłodze.
Najbardziej jednak brakuje jej muzyki.
Ta muzyka- to utwory z młodości Jej rodziców, kurcze, z mojej młodości.
Jaki nastolatek słucha dzisiaj Republiki czy Renaty Przemyk?
No dobrze, znam paru, ale tych zaraziła właśnie Curly.

Curly na w lipcu urodziny.
Młoda nie zwróci Jej dobrych relacji z ojcem (chociaż usilnie nad tym pracuje, żeby dziewczyna sama się z nim skontaktowała i przekonała się, jaka jest rzeczywistość), ale może zbudować dla Niej skrzynkę wspomnień.
I tu prośba do Was.
Ktokolwiek ma jakieś drobiazgi z lat świetności Republiki, O.N.A. Manaamu czy Perfectu i chciałby przekazać je w bardzo dobre ręce, proszę o kontakt na maila. Stare winyle, kasety, plakaty, kartki czy przedarte bilety z koncertu i wszystko inne, co z pozoru może wydać się Wam bezwartościowe, a czego  z sentymentu nie wyrzuciliście, znajdzie godny dom.
Nie ukrywam, że Młoda najchętniej przygarnie wszystko w gratisie, ale gotowa jest też negocjować ceny, gdyż baaaardzo Jej zależy.
Sama pracuje nad zawieszkami dekupażowymi (dzięki Niku za inspirację- Młoda połknęła bakcyla) i innymi cudeńkami ale oczywiście chciałaby dać Curly więcej.
Jeżeli możecie, chce Wam się grzebać na strychu, proszę o pomoc. Ja, po 10 przeprowadzkach nie mam już nic z tamtych lat.
Szkoda, bo Curly jest wartościową dziewczyną i, jak nikt, zasłużyła na wszystko, co najlepsze.
Dla niej warto gotować obiad o godzinie 20 ;o)

A jeżeli kiedyś usłyszycie w jakiejś stacji radiowej, miękki damski głos, wybitnej specjalistki od polskiej muzyki rockowej, będzie to głos Curly.
Powiecie wtedy 'mam swój udział w Jej rozwoju' ;o)))

piątek, 7 czerwca 2013

Na ratunek

Jest taki czas, kiedy oddech pelną piersią staje się marzeniem.
Kiedy uśmiech boli.
Kiedy łzy rzeźbią bruzdy na twarzy.

Choroba Dziecka.

Pomożesz czytając i przekazując dalej

czwartek, 6 czerwca 2013

Jak już będę na emeryturze...

Heh, kiedy to będzie?
Ale jak już nastąpi ten czas, będę takim emerytem, jak moi obecni goście w ośrodku.
Wpadli, zajęli wszystkie pokoje i bawią się, jak dzieci.
Rejs statkiem.
Balety.
Tu drink, tam lody.
Spacer po plaży.
Masaże i zabiegi.

Zapewne jest to jeden z niewielu wyskoków, na jakie mogą sobie pozwolić, ale potrafią się bawić.
I robią to z pasją.

Bo cokolwiek robisz, rób to z pasją, wówczas nie będziesz miał poczucia, że jesteś tu za karę.

Muzę sobie grają moje Dziadki.
Jako, że jej nie trawię, postanowilam pokazać ją  w wersji uszlachetnionej.
Voila.

wtorek, 4 czerwca 2013

Marzenia dobra rzecz

Siedzę w pracy.
Tej drugiej.
Za oknem szaro i do bani.
Goście zadowoleni, bo przyjechali odpocząć, mają gdzieś, czy świeci.
Kocham niemarudnych gości.
Kawa na biurku pachnie.
Grzejnik ciepły.
Włączył mi się marzyciel.
W życiu bym nie pomyślała, że właśnie taki.

Jak będę miała chwilę czasu, upiekę focaccię.
Nie, nie w tę sobotę, może w następną...
Zrobię sałatę z tuńczykiem, a Ted wybierze wino.
Może powstanie nowa notka 'dwoje w kuchni'.
Młoda nakryje do stołu, a na deser zrobi affogato z wiśniami z przepisu Jamiego.
Przez chwilę  nie będę się spieszyła...

Ehhhhh

Dzień Dziecka minął jak wiatr.
- Wstawaj kochanie- budzę Młodą- co chcesz na Dzień Dziecka?
- Nic, zasponsorowaliście mi imprezę z okazji zakończenia egzaminów- mruczy w poduszkę.
- Powtarzam pytanie, co chcesz?- dociekam.
- Powtarzam odpowiedź, nic- nadal mruczy.
- Bo ci kupię lizaka- tak wiem, że to szantaż- tatuś mówił coś o płycie...
- No, bo ja nie chcę robić problemu...- otworzyła oko.
- Nie mówiąc, robisz.

Przestała robić problem i od soboty (Boże błogosław Empik i jego godziny otwarcia) w domu zagościła muzyka, co to nikt się nie spodziewał, że smarkula mogła chcieć.

A chciała.
I dostała.
Posłuchajcież.