poniedziałek, 29 lipca 2013

Wakacyjny autentyk czyli wymiana myśli młodzieży pracującej

Wszyscy kumple Młodej wiedząc, że dostali się na studia, pracują.
Codzienne wieści z Informacji Turystycznej w stylu 'przepraszam, gdzie jest informacja turystyczna?' nie robią już na nikim wrażenia.
U nas na pytanie, czy w pokoju znajduje się pościel też już nie reaguje się dziwną miną.
Ostatnio Młoda z Tedem spotkali Agnieszkę.
Wrócili zataczając się ze śmiechu.
Potem temat sprzedali mnie, a ja muszę Wam to opowiedzieć.
Rzecz dzieje się w mieście uzdrowiskowym na straganie z gadżetami plażowymi.
Podchodzą starsi państwo, tak na oko 70+. Pan z miłym uśmiechem staje z boku. Pani rzuca się w nakrycia głowy made in China.
To złe, tamto brzydkie, jeszcze inne- okropność.
Agnieszka cierpliwie to znosi.
W końcu pani wybucha, że te kapelusze jakieś za duże.
Agnieszka jej grzecznie na to, że wszystkie są w jednym rozmiarze, ale w środku jest taka tasiemka, którą można ścisnąć. I tu pani starsza rzuca perełką, której pewnie nikt nie pobije:
- Proszę pani, ścisnąć to można PIZDĘ i wtenczas orgazm udawać.
Agnieszka, zwykle wygadane dziecię, miała chęć przywalić pani nie wprost, współczując panu żony.
Ale jako, że oprócz tego, że jest wygadana, jest też kulturalna, odpuściła.

A to podobno młodzi chamscy są i bezczelni

   

czwartek, 25 lipca 2013

Dobry Szef

Wpadł ostatnio do mnie do pracy Ted (nie muszę chyba pisać, że oczarował pokojową i wszystkich gości płci żeńskiej 60+, gdyż innych nie bajeruje, przynajmniej, jak ja patrzę ;o) i zaczął podpuszczać panią pokojową, jakim jestem szefem.
- Przestań, co ma kobieta powiedzieć, jak ja słucham?- stanęłam w obronie pani Marii.
- Nie, dlaczego mam nie powiedzieć?- postanowiła jednak odpowiedzieć Maria- Bardzo dobrym.
- A może pani podać kilka powodów- drążył uparciuch.
- A mogę- załapała konwencję Maria-może mi pan powiedzieć, jaki szef robi swojemu pracownikowi kawę?
- E... - zatkało Teda.
- Pana żonie nie stanowi to, że ona tu  szefuje, dba o mnie, drożdżówki kupuje (tak, tak, kto kupuje? przez Marię się roztyję, bo mnie pasie), o mojego syna dba (no tak szukam mu pracy, bo chłopak mądry, tylko bezczelnie się łokciami rozpychać nie potrafi i pyskować nie umie). Mojemu chłopu pracę znalazła (e tam, numer telefonu przekazałam). Nie lata za mną i nie sprawdza (sprawdza, tylko nie bezczelnie, więc tego nie widać) i szanuje, jak czlowieka.
- No, a jak mam kurcze szanować? Jak psa?- nie wytrzymalam.

I tak mnie to zaczęło zastanawiać, z kim ta Maria wcześniej pracowała i... jakim szefem jest moja koleżanka?
Dzisiaj napiszę Marii CB (muszę ją w końcu wyprostować, że to CV jest), chyba chce poszukać czegoś innego.
Niech szuka, niech jej się wiedzie. Bi sobie poradzi...

poniedziałek, 22 lipca 2013

Ogórki, teatr oraz jak zostać milionerem

Sezon ogórkowy w pełni.
Mnie też się niechciej włączył.
Lubię go.
Pozwala mi pomyśleć, pokombinować...
Pomysł mam fajny.
Chwilowo zajmuję się wstępnie jego realizacją.
Metodycznie.
Jak sobie wszystko poukładam, pochwalę się z dziką rozkoszą, zwłaszcza, że z zupełnie innej bajki jest.
Jako, że o urlopie chwilowo możemy tylko pomarzyć, zrobiliśmy sobie prezent.
Dwa dni, dwa spektakle teatralne. Żaden tam Hamlet. Ojciec Polski - stand up Rafała Rutkowskiego i Szalone Nożyczki Teatru Kwadrat.
Lato jest, na ambicje za gorąco.
Będzie bez recenzji- aczkolwiek mnie się podobało. Lekko gorzki Rafał i zupełnie odjechany Kwadrat z brawurową rolą Jacka Łuczaka były doświadczeniami krańcowo odmiennymi. Tak lubię.
Lubię też rozmawiać z ludźmi.
W  ośrodku mam możliwość.
Gawędziarzy odsiewam, grzecznie, ale jednak.
Słucham historii.
O ratowaniu książek ze szkolnej biblioteki 'za Niemca'.
O nakazie pracy na Śląsku.
O bolesnym powrocie do Polski z wysiedlenia.
O szkole we Francji i Madamme jakiejśtam, która biła trzcinką po małych łapeńkach za brak kołnierzyka z koronką (tylko chłopcy mogli bez).
Czasem mam chęć zapytać 'przepraszam, czy ja to mogę zanotować?'
Wczoraj wdałam się z gościem w dyskusję na temat standardu ośrodka.
W zanadrzu mam zwykle odpowiedź, że jak wygram w totolotka, kupię tę budę i zrobię z niej cacuszko, żeby mogli wrócić za rok i pławić się w luksusie.
- Pani wierzy w wygraną?- zapytał pan Bronisław- Bo z mojego doświadczenia wynika, że wygrywają menele, albo pijusy.
Szanowni Państwo, idę zwiększać swoje szanse na wygraną.
Zacznę od piwa i własnego śmietnika ;o)))

wtorek, 9 lipca 2013

Złamana szczała i podziękowanie

Dreamu należy do tych jednostek, które nie dają się złamać, no... nie od pierwszego kopa.
A jednak ;D
Sobota była dniem, w którym kop numer jeden, wymierzony w dreamowy zad, prawe biodro albo dzieś tam, zlamało Dreama.
Jak se Dreamu przykucła, gdyż jej koszulka przy wieszaniu prania upadla,... już tak została.
Sobota minęła, niedziela minęła, poniedziałek nadszedł nagle i niespodziewanie, a Dreamu padnięta jak była, tak była.
No ale przecież nie z Dreamem takie numery, więc dzisiaj jest już lepiej (czyt. prawie dobrze, ze wskazaniem na dobrze, a nie na prawie). 

Upajam się chwilą... że mnie nie boli, znaczy.

Ale w tym upojeniu pamiętam, żeby bardzo podziękować pewnej bardzo kochanej Dzieweczce.
Na oczy mnie nie widziała, prawie ze sobą nie rozmawiałyśmy, nawet nie wiedziałam, że czytała mojego bloga, ale spełniła prośbę Młodej.
Dostałyśmy od Niej gadżet dla Curly- przekażemy w godne ręce.
Kochana Dzieweczko A. jesteś cudną istotą.
Dzisiaj muza tylko dla Ciebie ;o)))

czwartek, 4 lipca 2013

Mecz tenisowy czyli kabareton

Jestem kibicem sportowym.
Oglądam wybrane dyscypliny. Pasjami.
Od zawsze, czyli od powstania, siatkarską Ligę Światową, lekkoaltletyczną Diamentową, kibicuję FC Barcelonie i oglądam piłkę ręczną oraz mecze tenisa. Od lat byłam wierną fanką Federera, ostatnio, bezczelnie go zdradziłam, gdyż bliższa koszula ciału.
Przepraszam, jeżeli część z Was nie rozumie o czym piszę, już zmierzam do brzegu.
Wczoraj był wyjątkowy dzień. Dwóch Polaków grało o półfinał Wimbledonu. Wygrał ten młodszy, chociaż obaj grali pięknie- odwołałam zajęcia, żeby to zobaczyć.
Komentował Pan Bogdan Tomaszewski i, z całym szacunkiem dla Jego osoby, najpiękniej było, jak milczał, a oni robili swoje.
Jednocześnie toczył się drugi ćwierćfinał i panowie (gdyż Pan Bogdan nie komentował sam) podawali wyniki częściowe. Nasi skończyli w trzech setach i TV pokazała, jak o swoje miejsce w półfinale walczy przeciwnik dla Janowicza.
Cóż to było za doświadczenie! Polecam każdemu.
Nie wiem, co zrobiło na mnie większe wrażenie, to jak Murray wyszedł na 3:2 ze stanu 0:2, czy to, co i jak wygadywał komentator.
Słyszałam go już kiedyś, komentującego mecz Agnieszki, ale wczoraj osiągnął apogeum. Początkowo nas (oglądałyśmy z Młodą) denerwował, a potem zaczęłyśmy się tym bawić.
  • Kort okrył się kołdrą milczenia- to po prośbie sędziego o ciszę, tylko skąd oni wzięli taką wielką kołdrę?
  • Andy zbliża się do ogrodu rozkoszy- nie wiem po co gdzieś łaził, miał przecież grać.
  • Judy wyrzuciła z siebie lawę emocji- czytaj ucieszyła się z dobrego zagrania syna, azbestowa kobieta, normalnie.
  • Andy mieszka dzisiaj daleko od perfekcji- co nas to obchodzi, gdzie mieszka Andy?
  • Skrada się do ogrodu Fernando, żeby skraść mu punkty- moja wyobraźnia mnie kiedyś wykończy, bo ja tego skradającego się Andiego widzę, wygląda, jak różowa pantera.
  • Fernando wznosi się dzisiaj na Czomolungmę swoich umiejętności- a buciki takie raczej nie do wspinaczki...
Ja chcę więcej tego pana!
Dzisiaj.
Jak Agnieszka będzie grała o finał.