sobota, 30 listopada 2013

Tłumacz potrzebny od zaraz

Nie, nie dlatego, że mi nagle wyparowała wiedza językowa.
Potrzebuję kogoś, kto, w logiczny sposób, wyjaśni mi pewne zjawisko.
Cóż bowiem kierowało osobą, która rozjebawszy na części niedokurwazłóżenia dobrze funkcjonującą rodzinę (moją rodzinę), wysyła mi teraz życzenia imieninowe?
Może to jest informacja 'jestem ponad to'- ale ponad co?- ja się kurwa uprzejmie pytam.
Może, 'jesteś nadal dla mnie ważna', tylko po co była ta cała szopka, że mnie nie lubi i nie życzy sobie przebywania w moim towarzystwie.
Może, 'zrobię to dla ciebie mężu'- no ale komu ona składa te życzenia?- komuś kogo odstrzeliła z życia męża forever?
No i najważniejsze, życzenia, wysłała mi w dzień imienin, więc przyszły lekko po czasie. Jak zatem mam interpretować ten fakt? 'Mam cię w dupie, bo zapomniałam, ale se jednak przypomniałam to ci wyślę, znaj chamskie serce'?

Już myślałam,  że mam to za sobą, ale widzę, że się nie odpieprzy i będzie, od czasu do czasu, obracała tym widelcem, który mi zamontowała w oko, żeby nie przestało mnie boleć.

Wiem zdziro, co to ból, wbiła mi się kiedyś drzazga w palec.

Przepraszam za ten mało relaksacyjny wpis z epitetem na epitecie.
Ufff, już mi lepiej.

Ja już to chyba grałam, ale tak mi się jakoś kojarzy, nieodmiennie.

wtorek, 26 listopada 2013

Jesień...

delikatnie daje do zrozumienia, że to już koniec.
Północny wiatr goni chmury, jak oszalały.
A jeszcze tydzień temu było tak pięknie.







Ale może to tylko dlatego, że szło się łapka w łapkę, uśmiech w uśmiech...

Skńczyłam moją terapię kręgosłupową.
Na imieniny dostałam matę do ćwiczeń.
Od Marii zestaw wygibasów codziennych, zaplanowanych specjalnie dla mnie.
- Ja wrócisz w grudniu, będę wiedziała, czy ćwiczyłaś- zagroziła na pożegnanie.
Ekhhh, jutro zaczynam, no bo co mam robić? ;DDD

sobota, 16 listopada 2013

Ogłoszenie takie

Wiem, że dostałam nagrodę, dzięki Polly ;D (reszta się śmieje).
Na odbiór nagrody w swoim stylu i żeby tradycji stało się zadość, potrzebuję czasu, którego nie mam, niestety.
Tak sobie pomyślałam, że podzielę się z Wami swoją inspiracją na ten czas. Bo mimo, że cytują mnie, jak klasyka jakiegoś, wolałabym jednak cytować lepszych (co nie znaczy, iż uważam, że mój cytat był gorszy ;D).
Et voila

*
 obrazek pochodzi z TEJ strony.


Zaraz się ogarnę, co nie znaczy, że uspokoję.
Zapierniczam, bo jak pracuję myśli mi się lepiej...
A myślenie ma przyszłość, albo jakoś tak.

*Natchnienie istnieje, ale kiedy przyjdzie, musi zastać cię zapracowanym- to oczywiście bardzo dowolne tłumaczenie ;D

piątek, 8 listopada 2013

Spotkanie drugie...

czyli naprawy mnie ciąg dalszy.
Jako, że mój prezent imieninowy ma charakter długofalowy, wczoraj skonsumowałam jego kolejny kawałek.
Wszystko, co dotychczas robiłam, żeby sobie pomóc (za radą wykwalifikowanych służb medycznych nawiasem mówiąc), okazało się o dupę potłuc, bo nie z kręgosłupem mam problem.
Wszystkim moim plecowym (plecnym... jakoś tak) dolegliwościom winne są, excusez le mot, przeprosty.
Moje pierwsze spotkanie z Panią Marią miało na celu nie wystraszyć mnie, wczorajsze już leczyć.
Leczenie było, delikatnie mówiąc, inwazyjne.
Niby nic się nie działo, ale jak wsiadłam do samochodu, Ted popatrzył na mnie i zapytał, czy wszystko jest OK.
Nie wiem, czy było.
Nadal nie ma efektów w postaci fajerwerków, ale wiem, co mam zrobić, jak pracując długo, czuję dyskomfort. To, co robiłam wcześniej, tylko mi dopierniczało.
Pozostając z niezmiennym wnioskiem, że człowiek uczy się całe życie, udaję się do pracy.
Oraz nadal uważam ten prezent, za najpiękniejszy w życiu, chociaż wczoraj nie byłam tego taka pewna ;D

wtorek, 5 listopada 2013

Awaryjnie z dedykacją


27.10.2010r. na moim starym blogu pojawił się ten oto tekst. Dzisiaj, po trzech latach mogę powiedzieć, że ‘to działa’. Przekazuję go wszystkim, którzy go potrzebują, a najbardziej...
Ty, Marudo wiesz, że to dla Ciebie ;D
Taka muzyczka skojarzyła mi się, na temat.

Nowy sport zaczęłam uprawiać.
Sport ten jest o tyle dziwny, że chodzi w nim o to, żeby czegoś nie robić.
W jeździe na rowerze, chodzi o przyjemność jazdy.
W pływaniu, o ruch w wodzie.
We wspinaczce skałkowej o tę satysfakcję na górze.
W moim sporcie trzeba czegoś zaniechać.
To dobry sport.
Dla leniwych. 
Robisz NIC.
Chciałabym podzielić się z Tobą jego nazwą.
Ale on nie ma nazwy.
No bo można powiedzieć biking, swimming, climbing i jak tu się wyrazić...?
Niejęczajting?
Chodzi o to żeby nie jęczeć, znaczy.
Myślisz, że to łatwy sport?
A gów...  wcale nie!
Ileż to razy trzeba gryźć się w język, żeby nie wyjęczeć.
Pięść zaciskać, żeby nie myśleć jęcząco. ( nie jęczę! )
Sportem nazwałam sobie niejęczajting, gdyż sport, to zdrowie.
A niejęczenie przynosi same korzyści.
Dla głowy.

NJ- trening pierwszy

Na początek muszę zastrzec, że nie jestem fachowcem w tej materii  i piszę jedynie o swoich doświadczeniach, żeby nie było, że zbawiam świat, czy jakoś tak.
Na pierwszy trening wybieram dowolny dzień.
Nie musi być słoneczny.
Parasol nie przeszkadza
Idę przed siebie.
Umysł ludzki już tak ma, że nie zadowala się pustką. 
Kiedy idę moje myśli biegną do ostatnich wydarzeń, jakichś wspomnień,  może planów.
Myśl niepilnowana zaczyna fikać koziołki.
Przynosi obrazy, których pamiętać nie chcę.
Krąży wokół wydarzeń, które źle się kojarzą.
I... tak nakręca się kobieta , Panowie.
W głowie toczę rozmowę, zamiast milczeć...
Kłótnię prawie.
Stop!
To miał być trening.
Jeszcze raz.
Umysł ludzki nie znosi pustki. 
Nie można dopuścić, do szalonego biegu myśli.
Trudne?
A czy ja mówiłam, że będzie łatwo?
Zajmuję głowę...
Mój Gur powiedział mi kiedyś:
-W twojej głowie żrą się dwa psy, czarny i biały, jak myślisz, który wygra?
- Nie wiem- nie wiedziałam ;o)
- Ten, którego lepiej karmisz.
Karmię białego psa...
Jak ogarnąć myśli, żeby były jego pokarmem?
To już Twój problem.
Ja myślę o tym co otacza mnie dobrego.
Jak się tak dobrze rozejrzeć, jest tego sporo.
Są powody do dumy i wdzięczności.
Uśmiecham się do tych myśli.
Dziękuję za to, że jest się z czego cieszyć.
Biały pies jest syty.
Trening skończony...
Ale pamiętaj, jak zostawisz pole czarnym myślom, czarny pies podniesie łeb.
Czy ja pisałam, że to sport dla leniwych?
Kłamałam :o)
Orkę uprawiam, jak na kamienistym polu pod lasem.
Są tacy, którzy mnie pilnują ;o)
Nie jęczę.
Dziękuję.
Za uwagę też ;o)))

P.S.
Wybaczenia upraszam za przydługość, ale spakowałam tu dwie notki.
P.S.2
Ciągle jeszcze nie jestem fachowcem, ale każdy dzień zbliża mnie do celu ;D

niedziela, 3 listopada 2013

Tak się nagle zrobiło

... melancholijnie.
Złoto-rudo.
Wilgotno w powietrzu.
Dym z nagrobnych zniczy jeszcze szczypie w oczy.
W tiwi żegnają Wielkiego Człowieka.
I żeby nie wiem co zabawniego o Nim mówili, zrobiła się jesienna zaduma.
Młoda pojechała.
Przez chwilę w domu znowu było Jej pełno.
Tu smokowany żakiet, tam rysunki, jeszcze gdzieś worek 'skarbów' z lumpa.
Każdy fatałaszek zaraz dostanie nowe życie.
Nową jakość.
Ted w pracy.
Kubek herbaty jabłkowo-figowej grzeje dłonie.
Swiss Jazz sączy się z głośników, a ja zapadam się w czekoladowy brąz.
Jesień jest dziwną porą roku.

Nastrojową, jak muzyka. 


P.S.
 Dla Frau i innych, których to zaciekawiło, Młoda posłużyła się techniką z obrazka. Mam tylko wrażenie, że na aksamicie wyszło jakoś ładniej, albo Ona jest bardziej wprawiona.


piątek, 1 listopada 2013

Myśli biegnące

... wstecz zajmują moją głowę w takim dniu, jak ten.
I staję się nagle dzieckiem.
Uśmiecham się, chociaż po chwili łza po policzku.
I wiem jedno.
Czas leczy rany ale potęguje tęskonotę.
I tylko nie wiem do końca, czy tęsknię za bezpieczeństwem ramion.
Uśmiechniętymi twarzami?
Czy beztroską dzieciństwa?
Nie mogę zapalić Im światełka, ale pamiętam zawsze.
Nie tylko dzisiaj,.