piątek, 13 grudnia 2013

Dzieci nie lubią Świąt czyli testowane na Młodzieży

Zdziwieni?
Ja też.
Lata rozmów z dzieciakami, w oczekiwaniu na święta i przemycania czegoś więcej niż 'jingle bells', uzmysłowiły mi bolesny fakt.
Dzieciaki szybko zaczynają rozumieć, że prezenty nie równoważą konieczności siedzenia przy stole z ludźmi, którzy na codzień nie mają dla nich czasu. Potrzeba bycia z nimi wyparowuje gdzieś między poniedziałkiem i piątkiem i nie niweluje jej zupełnie niedzielny obiadek na siłę spędzany z babcią, ciocią, wujkiem (niepotrzebne skreślić).
Mojego smutku z racji ich podejścia do świąt nie umiałam ukryć.
Zaczęły się więc wyjaśnienia.
- Proszę pani, ja nie jadam nic z tego, co pojawia się na wigilijnym stole- mówi Jedna Taka- moja rodzina o tym wie, że kolacja będzie dla mnie masakrą, a jednak muszę usiąść do stołu... dla nich. A co oni robią dla mnie? Nawet nie zawalczą o prezent, który mnie ucieszy. Dostaję kasę, bo tak jest łatwiej.
- Może nigdy nie powiedziałaś im czego chcesz?- pytam.
- Powiedziałam, ale słuchawki to głupie, a nowy strój do pływania jeszcze głupsze. Wiedzą lepiej...
Inna dodaje:
- Muszę spróbować każdej cholernej ryby, chociaż, jak jest w piątek ryba na obiad, ja jadam jajko sadzone. Mój młodszy brat patrzy, więc w Wigilię, w nagrodę, żrę tę rybę i rzygać mi się chce ale muszę, bo nie dostanę prezentów. Zaczynam mieć w dupie prezenty, jak mam płacić taką cenę.
- Zastawiają się tradycją- dorzuca Facet- ale ona kiedyś też pojawiła się pierwszy raz i wcześniej nią nie była. Nie lubię zupy grzybowej, ale lubię barszcz. Na klasową Wigilię dziewczyny robią barszcz z uszkami, dlaczego moja mama nie może dołożyć barszczu do listy tego, co szykujemy na kolację, choćby z papierka, przecież i tak robi te uszka do grzybowej?
- Nie jadam słodyczy- dorzuca kolejna Dziewczyna- a oni z uporem maniaka wpychają do prezentów wypełniacze w postaci koszmarków z czekolady i batoników oraz worków z pomarńczami. Pomarańcze są w Biedronce, jak będę miała ochotę, poproszę. To nie komuna. Pomarańcza nie jest prezentem. To tak, jakby w prezencie dać pomidora.
- Tradycja? Jest potrzebna, ale chyba  można ją zmieniać- kontynuje następny Nastolatek. U mnie w domu nikt nie lubi karpia w galarecie, ale taka jest tradycja i mama uparła się, że musi być i już. Wszyscy lubią pstrąga pieczonego, ale musi być karp. Po świętach się go wyrzuci.
- Ze wszystkich potraw wigilijnych lubię tylko ziemniaki od śledzi z cebuką od pierogów. W domu jest coroczna tradycyjna jazda z tego powodu- dorzuca następna Dziewczyna- tradycja przede wszystkim.
- Sama Wigilia jest OK, ale potem jest komisyjne otwieranie prezentów i udawanie, że jesteśmy zachwyceni, że dostaliśmy skarpetki w paski z Rossmana. Kilka lat temu byłam główną atrakcją takiego otwierania- dodaje kolejna Młoda Dama.- Wiedziałam, że w pudełku jest bielizna Triumph, o którą poprosiłam rodziców. Przy stole głupi kuzyn, wujkowie, ciotki, babcia i dziadek, a ja mam zrobić show, może jeszcze przymierzyć? Odmówiłam współpracy. Była ogólnorodzinna afera, bo tradycja musi być. Nikt się mnie kurna nie zapytał, jak ja się czułam. Łatwiej było zrobić szopę.
- Kurcze- dorzuca swoje trzy grosze kolejny Facet- dlaczego nie mogę spędzić kilku godzin z przyjaciółmi. Tworzymy zgraną paczkę. Zawsze robimy sobie małe głupie prezenty. Musimy spotkać się po świętach, bo w Wigilię, rozumiem, że nie ma jak, ale w święta po południu trzeba u babci pilnować Kevina, żeby nie rozpieprzył połowy Nowego Jorku.

Uff, jeżeli jeszcze możecie, pogadajcie z Dziećmi. Może tradycja nie musi stać im kością w gardle. Może jeszcze można uratować te święta, nie zmuszając ich do jedzenia karpia, skoro lubią łososia i
za cenę ziarenka tradycji przywrócić magię świąt.


45 komentarzy:

  1. Przepraszam Dreamu, pierwszy komentarz był zbyt impulsywny:)
    Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku. Obie strony powinny być wyczulone na swoje potrzeby i oczekiwania. I miło, gdy wszyscy przykładają się do budowania fajnej atmosfery, czasem nawet kosztem przełknięcia kawałka ryby. Bez ości;-)
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że prawda leży gdzieś pośrodku, tyle tylko, że spostrzeżenia moich 'dzieci' takie jakieś gorzkie są, w stosunku do nas, dorosłych, nie sądzisz?

      Usuń
  2. powiało grozą. i smutkiem.
    nie zawsze jest bajkowo i na 100%. ale żeby aż tak ??
    smutne.
    pozostaje mieć nadzieję, że dzisiejsza młodzież będzie w przyszłości wspaniałymi rodzicami :-) i stworzy w swoich domach inny klimat świąt :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobre i mądre dzieci, mam nadzieję, że jednak wrócą do tradycji wspólnego stołu, bo to chyba najważniejsze.

      Usuń
  3. Oto obraz naszych czasów.
    Rodzina, życie rodzinne zostało rozpieprzone na drobne kawałki. A kto je rozpierzył? MY SAMI - DOROŚLI.
    Dla młodego człowieka najlepszym kompanem, z którym chce przebywać , jest komputer, internet i komunikacja poprzez owe media.
    Mają wszystko, więc prezenty ich nie cieszą. Są znudzeni i rozgoryczeni.
    Czują,że to wszystko fikcja. Brak wiary, brak więzi rodzinnych, brak...
    ***
    Wyobraź sobie taki czas, kiedy nagle zabraknie świąt.... Z powodu.... kataklizmu, wojny, lub jeszcze czego innego. Nie będzie znienawidzonego karpia, pomarańczy, grzybowej. Będzie brakowało chleba. ... Ciekawa jestem, co wówczas mówiliby ci mlodzi ludzie, dla których podtrzymywanie więzi rodzinnych jest teraz katorgą? Zadaj i to pytanie. Ciekawa jestem ich odpowiedzi.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DD mówisz o sytuacjach ekstremalnych, których mam nadzieję, nikt z nas nie doświadczy. Niestety ten stan rodziny generalnie jest naszą winą i, chociaż moja Młoda uwielbia święta i toleruje nawet fochy babci, jest to przykry, ale prawdziwy fakt.

      Usuń
    2. Oby.... Jakoś czarne okulary wdziałam.

      Usuń
  4. Do tradycji też trzeba podchodzić elastycznie, u mnie nikt nie lubi karpia, więc na wigilijnym stole zamiast karpia są inne filety z ryby, po co kupować przyrządzać i wyrzucić, natomiast cały czas tradycyjnie pilnujemy, że w Wigilia jest dniem postu, nie jestem zbyt mocno wierzący, ale lubię te atmosferę wigilijnej kolacji, zwłaszcza po całodziennym poszczeniu :) A prezenty no cóż w czasach mojego szczenięctwa cieszyła każda pierdoła otrzymana pod choinkę, bo w każdej materii były braki słodycze, zabawki, ubrania, teraz młodzież tego nie odczuwa, nie wie co to znaczy że pomarańcza kojarzy się z Bożym Narodzeniem, że jedna czekoladę dostawało się na cała trojkę dzieci w domu. Myślę, że istotnym jednak jest, aby prezent był elementem miłego zaskoczenia. I nie przesadzaj lata rozmów z dzieciakami, sama ledwo odrosłaś od ziemi, a uważasz się ho ho za wielce dojrzalą ehhhh :0
    Oraz dobry wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Cię Desper oraz znowu masz rację ;D

      Usuń
  5. Moje dziecko uwielbia święta i wszelkie inne rodzinne imprezy! Uwielbia, jako i ja to czynię i inni czynili przede mną. Myślę, że to kwestia atmosfery. U nas jest wszystko, co najważniejsze: dużo ciepła i swobody oraz mordercze poczucie humoru, które zamienia każde spotkanie w zbiorowe sikanie po nogach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Młoda, wsiadając w niedzielę do pociągu powiedziała tylko 'pamiętaj, poczekaj na mnie z pierniczkami'. Ona też uwielbia święta, to Ona wprowadzila tradycję głupich bilecików do prezentów. Poczucie humoru ratowało nas, jak Teda nie było w domu i spędzałyśmy święta w samochodzie drąc się 'all I want for christmas is youuuuuuu'. Teraz też bez głupawki nie ma świąt. Nawet babcia się dostosowała.

      Usuń
  6. wydaje mi się,że są ludzie pozytywnie i negatywnie nastawieni do świata bez względu na wszystko.....i dzieci tez to dotyczy:) jesli ktoś jest małym malkontenten to z drugiej strony tez nic nie zrobimy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz, że one nie mają racji, ale tak z ręką na sercu.

      Usuń
    2. Ale potem wiele z tych elementów hołubią same. Dlaczego? Nastolatki się nastawiają, pamiętam po sobie. Ciężko im zrezygnować ze swoich sprzeciwów. Pamiętam po sobie. Co nie znaczy, że wszystkie ze wszystkim nie mają racji. Ale też widzę rację w wypowiedzi Gosi. Bo przecież co człowiek, to przypadek.
      Ciekawa jestem, jak oni urządziliby i jak będą urządzać święta? I co powiedzą swojemu potomstwu?;-) I dlaczego?;-) I dlaczego ich rodzice robią pewne rzeczy?;-)
      Nam się kiedyś święta podobały? Guzik;-) Z tych samych powodów na ogół. I co? Że zapomnieliśmy? Każdy pozmieniał to wszystko, co negował?;-) Dlaczego nie?;-)

      Jak zwykle nie umiem popatrzeć schematycznie i rozciągam wywód, a miało być jedno zdanie.

      Usuń
  7. Pamietam te tradycje jeszcze z czasow dziecinstwa, niestety bardzo czesto sie czulam jak Twoi rozmowcy. "I Star nie zapomnij sie usmiechac do wuja Edzia, a jak bedzie ci skladal zyczenia to nie przewracaj oczami". Przewracanie oczami chronilo wuja Edzia przed odgryzieniem mu glowy, tak go serdecznie nie lubilam. Podobnie jak nie znosilam karpia, od ktorego w domu rodzinnym bylam zwolniona, ale jak Wigilia byla u cioteczki to "no wiesz Star nie musisz duzo, ale chociaz troszeczke, tak dla tradycji". To jest naprawde znecanie sie nad dziecmi:)))
    Owszem mam ciagle tradycje, tradycja jest ZAWSZE bialy obrus w Wigilie, tradycja jest zaczynanie kolacji o 18tej punktualnie. Tradycja jest choinka, barszczyk z uszkami, sledzie w oleju, tradycja jest rozpoczecie kolacji od Bog sie Rodzi i oplatka. I na tym sie konczy moja tradycja, jemy to co lubimy, ale nie ma miesa, a wiec tez tradycyjnie:) Nie ma prezentow, bo uwazam, ze to zupelnie zbedny dodatek w rodzinach gdzie nie ma dzieci i kazdy moze sobie kupic cieple skarpety czy tez krawat sam lub bez okazji, naprawde czy do tego trzeba az swiat.
    Swieto to moim zdaniem ma byc radosc przebywania razem, na szczescie jest nas tak malo i ciagle sie lubimy, ze o te radosc nie jest trudno:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zmodyfikowałam część dań, bo Ted nie lubi karpia. Młoda również nie. Karp w galarecie jest dla Babci, bo lubi, a ja lubię sprawiać jej przyjemności. Reszta dań, żywcem zdjęta ze stołu moich dziadków pasuje wszystkim, więc są. Są prezenty, bo nas bawią, a opłatek jest zawsze z miodem ;D Ale tylko dlatego, że nikt nie jest przeciw.

      Usuń
  8. nie lubię tej świątecznej gonitwy i padania na nos przy stole. co roku modyfikuję nieco zestawienie dań, bo doszliśmy do wniosku, że człowiek nie musi i nie chce tyle jeść, tylko po to by utrzymać tradycje. po co mam wywalać po świętach albo katować się nieświeżym? w tym roku doszliśmy tez do wniosku, że prezenty tylko dla dzieci, bo to bez sensu wymyślać nikomu niepotrzebne podarunki. dlatego tylko dzieci dostaną, bo to dla nich frajda. generalnie lubię święta, ale bez szaleństwa i zajeżdżania się na siłę. żal mi tylko tradycji, ale kiedy staje się męcząca, to może warto odpuścić. tylko nie a bardzo, żeby nie umarła zupełnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dawno przestałam się zajeżdżać na śmierć. Ma był miło, przyjemnie, rodzinnie, bez padu na twarz.A to, co mówią dzieci jest gorzkie właśnie dlatego, że ktoś gdzieś nie potrafił zrezygnować z mycia okien na rzecz rozmowy z dzieckiem.

      Usuń
    2. podepnę się pod Polly, bo u mnie jest tak samo. Dania są robione pod kątem smaku, ale bez zajeżdżania się. Wszyscy dostają na świąteczny stół to co lubią, żeby było miło. Prezenty tylko dla dzieci. A od kiedy stwierdziłam, że nerwy przed Świętami szkodzą samym Świętom staram się nie szaleć i oczywiście staram się jak nejlepiej przygotować dom na Święta, ale jeśli zostanie jakaś lampa nie umyta to nie jest to żaden problem. Szkoda, że są dzieci, którym tak źle się kojarzą Święta ... to powinna być ogromna przyjemność... szkoda

      Usuń
    3. Lampy umyję na wiosnę, teraz robię Kartki dla Nieboraczków ;D Są rzeczy ważne i ważniejsze.

      Usuń
  9. Parę lat temu, w wigilijny poranek, Synuś podszedł do lodówki, pogrzebał i stwierdził: -nie ma kabanosów!!
    -no nie ma, ale dziś Wigilia, wiec po co ci?
    -jak to po co??? A co będę w tajemnicy wyżerał?? Zniszczyłaś mi tradycję!!!
    Odtąd kabanosów nie bunkruję w zapasowej lodówce. Ale też nie znikają. Tradycja wyżerania kabanosów była fajniejsza niż same kabanosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tradycja musi być, Zantu, ale czasem ta nieformalna jest fajniejsza. wiążą się z nią wspomnienia, a potem... staje się tradycją właściwą. Ale mam wrażenie, że Rodzice 'moich dzieci o tym zapomnieli'.

      Usuń
    2. Dreamu, oczywiście i wiele osób u Ciebie, w komentarzach o tym powiedziało. Mogę tylko dodać, że nie zrobi się nic na siłę. Nie można, moim zdaniem, stawiać niczego jako "musi być i koniec", a ty jesteś gówniarz i póki trzymasz nogi pod moim stołem itd, itp. Nie uważam również, że hasło "musisz podtrzymywać tradycję" jest dobrą metodą i przynosi skutek. Im bardzie starzy będą naciskać tym szybciej młody człowiek, gdy z domu wyjdzie, przekopie wszystko do góry dupą i pierwszą rzeczą, którą zrobi to w Wigilię pojedzie na narty w Alpy albo obejrzeć Wyspy Kanaryjskie pod koniec grudnia. Po prostu metoda "bo tak" nie ma prawa trwać przez pokolenia. Rodzice wyegzekwują co najwyżej Święta wg własnego wyobrażenia, ale zadziałają przeciw podtrzymywania tradycji. Zresztą, jeśli muszą się uciekać do przymusów, to już jest ich porażka. Niech nie złoszczą się na dzieci, dla których najważniejszy jest komputer. Coś jest nie tak, skoro młodzież nie umie wysiedzieć przy wigilijnym stole i kombinuje jak tu odpalić Internet.

      Usuń
    3. Wiesz, mam teraz takie dwa maluszki. Mama zalatana, tata takoż, a one przylatują do mnie, żebym pomogła odrobić im lekcje z angielskiego. Tak bardzo potrzebują akceptacji, wysłuchania, poklepania o wszystkim. Myślę sobie, że w takim domu rodzi się stan, ktory osiągnęli dzisiaj ci starsi. Masz rację, jeżeli trzeba zmuszać, jeżeli jest nakaz, tradycja umrze z chwilą, kiedy jako dorośli wejdą w swój świat.

      Usuń
    4. Przy czym, powiem uczciwie, nie wiem jak to zrobić. Córcia moja ma niesamowitego rapla świątecznego. Byłaby nieszczęśliwa, gdyby coś Jej zabrało barszcz, pierogi, choinkę i prezenty. A wcześniej zawody, czyja choinka piękniejsza. Wydawałoby się, że Synuś ma większy dystans. I ma do tych celebracji. Dla Niego co innego jest w tym ważne (poza kabanosami rano;-))))), np. jakby kogoś zabrakło przy stole albo świadomość, że ktoś w ten dzień jest całkiem sam.
      Dwoje ludzi, z tego samego domu ceni sobie Gwiazdkę, ale bierze z tego co innego. Jedno i drugie wyszło mimochodem. Na pewno mamy w tym udział, ale nie umiałabym powiedzieć co trzeba robić.

      Usuń
  10. I naprawdę nikt z tych młodych nie wspomniał, że kazda wigilia kończy się ogólnorodzinnym pijaństwem a później wszyscy nawaleni idą do koscioła na pasterkę???? Nie ma u was takiej tradycji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesoo, Grzesiu, chyba nie ma. No u mnie nie, ale u mnie z musu jest wino ;) Oraz może, jak u nich jest, to się do tego za cholerę nie przyznają.

      Usuń
    2. W moim rodzinnym domu tym bardziej Wigilia i Święta były wyjątkowo, bo ojciec przenigdy się nie nawalił ;-)))

      Usuń
    3. Matko Zantu, wyczuwam sarkazm ;/

      Usuń
    4. Ale tak było....z perspektywy lat mnie to naprawdę śmieszy. To nie było tak, że się zalewał każdego dnia, ale niespecjalnie się przejmował innymi wydarzeniami typu własna rocznica ślubu. Jednak Boże Narodzenie było świętością.

      Usuń
  11. To co piszesz... straszne jest, przygnębiające...
    Właśnie dlatego w ubiegłym roku podjęliśmy rodzinną decyzję, że nie robimy sobie prezentów. I to jest dobre, bo skoro z musu i tradycji, a nie z serca i prawdziwej chęci..., to się nie liczy.
    Mama gotowała i gotuje tylko to, co każdy lubi i ze smakiem zje. A jak komu coś nie leży, to nie je i nie ma halo z tego powodu.

    I tak ważne jest, żeby pamiętać o sobie nawzajem nie tylko od święta. Zawsze to powtarzam, a teraz już bardzo głośno: dziecko to nie jest dodatek do życia rodzica - to Człowiek, który od najmłodszych lat zasługuje na uwagę i szacunek.
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje ostatnie zdanie my- rodzice powinniśmy wstawić sobie na tapetę na komórce ;D

      Usuń
    2. Bóg jeden wie, jak często ja je sobie powtarzam...
      Bo w życiu różnie jest, ale staram się pamiętać i trzymać tego, co najważniejsze - mimo wszystko.
      :*

      Usuń
  12. Oj, ile w tym widzę podobieństw do świąt z mojego dzieciństwa! Nigdy ich nie lubiłam, bo zawsze zjeżdżała się masa fałszywych gąb, które musiałam oglądać (niby parę godzin, ale wlokły się całą wieczność). Siedźmy przy jednym stole i udawajmy, że się lubimy. I te życzenia odbębniane, żeby tylko było. Najbardziej nie lubiłam łamania się opłatkiem. Odetchnąć można było dopiero po kolacji, kiedy każdy wracał do swoich zajęć. Dziś święta to dla mnie czas odpoczynku - wolne od pracy, sklepy pozamykane, nawet nie ma za bardzo gdzie wyjść. Marzy mi się zimowy wyjazd gdzieś w ciepłe miejsce, pobyczyć się na plaży czy coś w tym stylu. Może kiedyś to stanie się moją/naszą tradycją? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Uwierz mi, święta w tropiku wyglądają wyjątkowo głupio. Trzy kolejne odpękałam i ... nigdy więcej. Ale może Tobie się spodobają. Kendziu, kolejny raz Cię proszę, się mi zgubił kluczyk do Twojego bloga. Wpuść mię, pliiiiiz ;D

      Usuń
    2. Dreamu, czepiasz sie:)
      Swieta z lampka wina na lanei i spacerem po plazy sa super.
      I oswietlona palma tez:)

      Usuń
    3. Chciałabym sama się przekonać :))) Może faktycznie mi się nie spodoba, ale kto wie, a nuż się zakocham w tych świątecznych palmach?

      Przepraszam, przegapiłam, zarobionam. Kluczyk poleciał na tego maila, co to się Ci wysyła, jak się na profil blogspotowy wejdzie. Bredzę niemożebnie, ale to dlatego, że siedzę od rana przy komputerze i staram się zmusić do pracy :)))

      Usuń
    4. Olej pracę, idź na spacer ;DDD

      Usuń
  13. uprzytomniłam sobie, że owszem, również obdarowałam mandrynkami, jabłkami i orzechami :-)
    na usprawiedliwienie dodam, że znajomków, czyli ciut starszą młodzież. my z dzieciństwa pamiętamy jaką frajdą są dwie pomarańcze i dwa bobofruty (na dziecko) przed wigilią :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak piszesz, obdarowywałaś tych, którzy doceniali dar. Porównanie z pomidorem było bardzo obrazowe, prawda ;D

      Usuń
  14. kiedy byłam mała, moja Wigilia była typowa, rodzinna, mnóstwo ludzi, choinka, prezenty, Mikołaj, kolędy przy gitarze... wielka szopka. Pięknie. Ale jedyne, co zapamiętałam, to przymus śpiewania przeze mnie piosenek lub mowienie wierszyków. Stres i niechęć... :) pomimo tradycji
    Teraz mam łososia w migdałach i paszteciki z mięsem do barszczyku dla Juniorki, żeby mogła zjeść cokolwiek. Myślę, że tradycja zmienia się wraz z ludźmi, w końcu to my tworzymy tę tradycję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest, Ewuś. Tradycja, to my, więc nie róbmy z jednej kolacji krucjaty ;D

      Usuń
  15. Nie ma sensu robić potraw które nikt nie je,szkoda pieniędzy i zachodu.Z prezentami jest taki kłopot że mamy za dużo rzeczy i z drobiazgów się nie cieszymy,a na naprawdę fajny prezent nie zawsze jest stać.Ja ze swoimi dziećmi staram się ustalać co by chciały,jak jest to rzecz za droga daje pieniądze tak jak jest mnie stać,a resztę dzieci sobie zbierają.Głupie jest kupowanie tylko by zachować tradycje,a później udawanie radości,taki fałsz niczemu nie służy.Zawsze staram się na święta zrobić takie potrawy które smakują domownikom. miki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z natury nie daję kasy. Staram się słuchać, co mówią Moi i wybrać coś, co ich ucieszy i nie zrujnuje mi budżetu. Zawsze mi się to udaje, bo ich zwyczajnie znam. A potrawy? Tak się składa, że wszyscy lubią te świąteczne.

      Usuń