piątek, 25 lipca 2014

Wielkie wietrzenie

- Muszę ogarnąć szafę, bo nie mogę się odnaleźć we własnym pokoju- orzekła Młoda- następnie wpadam do waszej- zagroziła zaraz potem.
W nadziei na mega lenia, nie oczekiwałam trzęsienia, ale Młoda skonsekwentniała przez ostatni rok i... stało się.
Wczoraj.
Nie pamiętam, kiedy tak dobrze się bawiłam podczas sprzątania.
Komentarze młodego projektanta, rzucane pod adresem producentów odzieży, własnego gustu i mnie 'bo mi na to pozwoliłaś', dopropwadzały nas do spazmatycznych ataków śmiechu.
- Co ja miałam w głowie?- pytała retorycznie Młoda, oglądając swoje byłe, ulubione wdzianka.
- Kto to, kuźwa, projektował, i jaki miał w tym cel, żeby utrudnić życie noszącemu?
- Jesoo, ja się w tym pokazywałam ludziom???!!!
- Stylóweczka!
Szafę Młodej opuściło kilka worów...
Przeszłyśmy do nas.
W garderobie Teda jest porządek, gdyż Ted nie jest odzieżowym zbieraczem.
Natomiast ja... miałam mnóstwo ciuchów 'bo schudnę', 'bo zgrubnę', 'bo lubię', 'bo mam sentyment' i zpupełnie nie mieściły mi się te, które powinny wisieć w szafie, 'ponieważ w nich chodzę'.
- Marzyłam o tym!- napawała się Młoda wyrzucając kolejne żakiety i bluzki, które kiedyś się nadawały...
- Mogę?- z satysfakcją dołączył do akcji Ted, wyrzucając moją ulubioną, zielona spódnicę i kilka par spodni.
- Co to, kuźwa, jest- zapytała Młoda, biorąc w ręce moją, bardzo fajną, beżową, jeansową, pasiastą spódnicę.
- Spódnica- odpowiedziałam, zgodnie z prawdą.
- Dlaczego?- jęknęła Młoda i gdybyście zobaczyli ten ból na jej twarzy, zrobiłoby Wam się jej żal.
Ja się popłakałam. Ze śmiechu.
Ale...
Mam prawie pustą szafę.
I przekonanie, że Młoda wie.
Dużo.
A będzie wiedziała jeszcze więcej, bo właśnie dostała się na wymarzoną specjalizację.
Mam w domu projektanta, nie martwi mnie więc pusta szafa.
To pole do popisu.
Dla niej.
Ja się dostosuję ;)))

wtorek, 22 lipca 2014

Jak będę miała...

... osiemdziesiąt lat, kupcie mi kwiaty.
80 sztuk.
Róż.
Czerwonych.
Razem kupimy chleb i wino.
Usiądziemy i pogadamy.
Do rana.
Pośmiejemy się.
Do bólu.
Uściskamy przybyłych.
Wspomnimy nieobecnych.
Pośpiewamy z Ryniem R.
Żeby było chociaż w połowie tak pięknie.
Jak w niedzielę.



czwartek, 17 lipca 2014

Nadchodzący weekend...

będzie trudny.
Boję się go trochę.
Z kilku powodów.
Po pierwsze nie jestem pewna, jak zniosę wielką fetę na cześć.
Po drugie, spotkam się z ludźmi, którzy jeszcze się ze mną nie widzieli od... i będą mieli misję, złożenia mi wyrazów.
Po trzecie, jak przyjmie nasz wyskok Mama Teda.
Obchodzi okrągłe urodziny.
Uknuliśmy intrygę.
Pościągliśmy ludzi z różnych stron.
Zarezerwowaliśmy piękne miejsce i zamówiliśmy kosz z mnóstwem kwiatów.
Miała być zadyma.
Powiem więcej, będzie.
Tylko planowanie było przed...
A w niedzielę się wszystko stanie.
Tyle, że ja jestem inna.
Niegotowa.

Prześaduje mnie myśl.
Że Jej już takiej imprezy nie urządzę.

Kuźwa, a już wszystko było poukładane!

wtorek, 15 lipca 2014

Przyjaciel

Nie pyta.
Wie.
On wiedział.
Kiedy przyszła chwila próby, po godzinie od wyjścia do pracy, był już z powrotem.
Nie wiem, co powiedział.
Zastał mnie siedzącą w tym samym miejscu, w którym mnie zostawił.
Nie skomentował.
Wziął za rękę i przeprowadził przez dzień.
Potem kolejny.
I następny.
W tym najtrudniejszym, zwyczajnie za mną stał.
Trzymając rękę na ramieniu, był.
Nie potrzebował słów.
Jego cierpienie, Jego choroba, zeszła na dalszy plan.
Liczyłam się tylko ja i Ona.

Ted- Mąż, Przyjaciel, Facet (muza w tle to dźwięk połączenia, kiedy do mnie dzwoni)




środa, 9 lipca 2014

Po co nauczycielowi uczeń?

Odpowiedź nasuwa się sama... chociaż spróbujmy, czy mamy podobne skojarzenia:
 W praktyce (z relacji bezpośrednich moich Tygrysów):
- żeby go wqoor... ;)
- żeby miał poczucie, że są tacy, którzy wiedzą jeszcze mniej
- żeby zawsze był ktoś pod ręką, kogo bezkarnie można potyrać

W teorii (kuźwa, tu się łapię ja, teacher teoretyk, heh):
- żeby mógł spełniać się w zawodzie
- żeby mógł zajmować się tym, co go pasjonuje
- żeby razem mogłi odnosić sukcesy

Z tym ostatnim podpunktem związanych jest kilka wydarzeń, które mnie niedawno spotkały.
W piątek 27 czerwca, dzień po odejściu Mamy moi maturzyści odbierali wyniki. Zupełnie nieświadomi, że u mnie rozgrywa się jakiś dramat, w 100% zameldowali się z punktacją.
- 87% jestem wielki
- 98% jest Pani ze mnie dumna?
- 69% szkoda, że nie dociągnęłam do 70, ale i tak Pani dziękuję, Pani jedyna potrafiła mnie czegoś nauczyć
Wszystkie w podobnym tonie.
Obok mnie siedziała mama Teda i ze wzruszeniem patrzyła, jak odbieram kolejne wiadomości.
I jeszcze wiadomość z fb, z wczoraj:
- Pani Dreamu, kocham Panią!!! Dostałem stówę napiwku. Gość powiedział, że mówię po angielsku lepiej niż dziewczyny z recepcji.

Nie wiem, do czego innym nauczycielom potrzebni są uczniowie.
Mnie potrzebni są do pełni szczęścia, mimo, że są wakacje.

A skoro było o wyznawaniu miłości, to niech będzie i muzycznie ;)))

niedziela, 6 lipca 2014

Beksa

Dreamu nie płacze.
Twardzielem jest.
Raczej kopnie w szafę, niż się rozbeczy.
No chyba, że wkurw jest już tak zenitalny, że kopniak zaboli.
A dzisiaj...
Aż Dreama zatchło z wrażenia.
Kilka dźwięków sprawiło, że dreamowe oczy wyprodukowały morze.
Dodam, że miejsce było, delikatnie mówiąc, publiczne.
Dobrze, że dreamowa alergia chwilowo wyklucza makijaż, bo byłoby jeszcze śmieszniej.
Te dźwięki są TU, ja tam nie wejdę, bo znowu się pobeczę (dajcie znać, gdyby link nie działał).
Ta muzyka, ten głos, ten język... to było wszystko, co kochała Ona.
Tylko dlaczego ja beczę?
Ktoś mi powie ile to potrwa i co mnie jeszcze zaskoczy?
Głupio tak,  jak coś cię atakuje znienacka, wywołuje lawinę, a ty nie masz pojęcia, jak to zatrzymać.

sobota, 5 lipca 2014

Forward march!

Ku mojemu zdziwieniu, wczoraj, chodząc po mieście, stwierdziłam, że świat nie zatrzymał się w ubiegły czwartek. Życie toczy się dalej, truskawki się kończą, a wiśnie dojrzały.
Ludzie roześmiani chodzą ulicami.
Wakacje w pełni.
Tak, jak sobie obiecałam, dołączam do nich małymi kroczkami.
Zaczęłam od fryzjera.
Pozbyłam się 30 centymetrów z długości i pierwszy raz, od wielu lat, nie wyprostowałyśmy ich.
Mam teraz na głowie wakacyjny 'nieogar'. Co jakiś czas, któryś niesubordynowany kosmyk spada mi na twarz i... zupełnie mi to nie przeszkadza.
Ted zachwycony postawił na swoim.
Uwolniłam loki.

Loki lubią być wolne.
Idę zjeść truskawki.
Z wolna wraca spokój.
Jest też kandydatka do przeboju lata, (głośniki na full!!!) bo jęczeć już nie zamierzam. Dla Niej.

środa, 2 lipca 2014

New reality

W nowej rzeczywistości jestem... sierotą.

Dzisiaj pierwszy raz zostałam sama.
Ted musiał wrócić do pracy.

Myśli galopują.

Pytanie: 'po co to wszystko?' kołacze się po głowie.

Obiecałam sobie, że na przekór wszystkiemu i wszystkim, dla Niej, będę szczęśliwa.
Żadnych czerni.

Chwilami potrafię już przechodzić z rozpaczy w spokój.
Chwilami.
Trzeba odrzucić egoizm.
Ona już nie cierpi i tylko to się liczy.

Stare brzozy szumią Jej do snu.