środa, 29 października 2014

Tour de...

Logistyka sięgająca trzy tygodnie wstecz i dwa i pół wolnego dnia.
Musiało się udać.
Kilka dni gotowania i pieczenia, całość spakowana w pojemniki i...
Pojechaliśmy dożywić Młodą i Agę.
Mieliśmy dla nich trochę ponad 20 godzin.
Udało nam się kupić kurtkę Adze (bo rodzice jakoś nie byli zainteresowani) i odkurzacz, gdyż dzieci dostawały szału z powodu jego braku (w poprzednim mieszkaniu był na wyposażeniu).
Boże błogosław tym, którzy wymiślili całodobowe hipermarkety.

Potem była szybka jazda za jedyne 24 złote polskie, ale liczył się czas.
Zastaliśmy pomór.
Brat od 2 tygodni chory, bratowa pracuje z połową ekipy, bo jedna pracownica w ciąży, druga na urlopie a jej osobisty małżon od dwóch tygodni ma stan podgorączkowy..
Nie myślałam, że to mnie przypadnie zaszczyt uprzątnięcia grobu mojej Mamy.
A jednak.
Pojechaliśmy z hasłem 'jedź, nie wiem, co tam jest, nie byłem od dwóch tygodni'.
Begonie padły, zastąpiły je chryzantemy.
Stroik zastąpił inny, na świerku.
Nie mieliśmy sprzętu.
Pożyczyliśmy od Pani Natalii i Pana Czesława.
Sąsiadują z Mamą.
Nie protestowali.
Sprzątanie odbyło się mokrymi chusteczkami z torebki.
Partyzantka pełną gębą, ale efekt był powalający.
Miałam wrażenie, że Mama się uśmiecha.
Zawsze lubiła takie spontaniczne akcje.
Jeżeli pogoda dopisze, brat nie musi nic tam robić.
I tak ma robotę.
Trzeba pojechać i uprzątnąć grób naszej siostry.
Wiosną, mam nadzieję uda nam się spełnić wolę Mamy.

Na koniec była uroczystość Małej- główny powód naszej wariackiej wyprawy.
Mała była wdzięczna, że byliśmy.
Bez Młodej, bo przecież poniedziałek.
Byliśmy, a Mała (wcale już nie taka mała, zaraz będzie mogła pracować dla Młodej, jako modelka) uśmiechała się szczęśliwa.
Dostała od nas serducho.
Złote, jak jej własne.
Mała jest altruistką w czystej postaci, w przeciwieństwie do swojej starszej siostry.
Po uroczystości zadzwoniła nasza Młoda.
Pogadały sobie, pośmiały się.
Młoda, naszymi rękami, podarowała jej książkę, dla ludzi kreatywnych, z otwartą głową.
Wyczuwam porozumienie artystów ;) 
Potem zadzwoniła starsza siostra.
Małej do powiedzenia nie miała nic, mamie, że ma kolokwium z biochemii i potrzebuje pomocy.
Nocna jazda do domu i pobity rekord (bo tylko wariaci jeżdżą nocami) zakończyły wyprawę.
Uff.
Nie lubię wracać do realu w taki brutalny sposób.

Ale nie ma co narzekać, pracować czeba ;)

9 komentarzy:

  1. Łał, powiało energią i optymizmem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze,że udało Ci się pojechać. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Powinnaś pisać pamiętniki, bo robisz to znakomicie. Mama na pewno uśmiechała się do Ciebie, jestem, tego pewna. Pozdrawiam najserdeczniej.

    OdpowiedzUsuń
  4. szaleństwo.... :) ale przecież to lubisz... :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. logistyka na poziomie :-)
    super - tour :-)
    powinnaś pękać od dobrych emocji. masz tak?

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam spontany że cho ho cho i zawsze jest to rewelacyjnie spędzony czas .

    macham generalnie za dnia chociaż ćmok zagląda przez rozmazane okna - Gryzmolinda

    OdpowiedzUsuń
  7. powinnaś byc dumna )) ja Ci zazdroszczę takiej Młodej )) i takiej wspaniałej ))
    a ten czas dla mnie ... przykry zawsze i nie lubię... go

    OdpowiedzUsuń