wtorek, 21 października 2014

Wzór...

Moja Mama była dla mnie wzorem.
Miłości, ciepła, determinacji, pomysłowości, gospodyni... mogłabym tak wymieniać jeszcze długo.
Choroba ją zmieniła, ale kiedy na chwilę wracała ta, właściwa, patrzyła na mnie swoimi dobrymi, czekoladowymi oczami i mówiła:
- Kocham cię, córeczko.
I ja na chwilę znowu byłam córeczką. Małą dziewczynką, której jeden całus poprawiał nastrój na cały dzień.

Przepraszam, powtarzam się, gdyż mną szarpie.

Moja ostatnie doświadczenia, a raczej doświadczenia moich uczniów, opowiedziane gdzieś w przelocie, sprawiają, że zwątpiłam w instytucję-opokę, jaką w moim pojęciu powinna być matka. Nie, nie piszę tu o Adze i Jej chorej relacji z matką, bo nad tym przeszłam już po porządku dziennego.

- Moje wspomnienie, jako siedmioletniego dziecka- mówi jedna z dziewczyn- to mama krzycząca na ojca, że jest żarłokiem, bo zeżarł jej ulubione cukierki i rzucająca w niego zawartością lodówki.
- Co??? - na żadną ambitniejszą reakcję nie było mnie stać.
- No normalnie, zeszłam na dół w sobotę rano, do kuchni, a tam latały jajka, plasterki sera, wędliny.
- A ja dzisiaj na śniadanie dostałam kanapkę z twarożkiem i pomidorem, a jak zapytałam, dlaczego mój brat dostał z nutellą, usłyszałam, że jestem za gruba (!!!) i już się nutellą w życiu nażarłam.
- Mój młodszy brat- odrzuca kolejna-  dostał na urodziny chomika ze wszystkimi akcesoriami i nowy telefon, a ja 100zł, nawet nie w kopercie i polecenia 'kup sobie co tam chcesz'. Jak zapytałam czy ja też mogę sobie kupić chomika, usłyszałam, że jeden gryzoń w domu jest. Tyle, że to ja, od zawsze, prosiłam o zwierzątko, a dostał je on. Teraz czekam, kiedy chomik Młodego zejdzie na zawał, bo tak go męczy, że jak go w końcu dostanę na ręce, serce wali mu nawet w ogonie.
- E tam- dodaje kolejna- mój brat na urodziny dostał cztery stówy, a ja pięć dych i informację, że mam sobie dorobić, coś tam dorzucić i kupić trampki, jakie mi się podobają. Tyle, że mnie podobaja się Conversy... poczekam jeszcze dwa lata i już je będę miała.
- Moja mama zmusiła mnie do chodzenia do prywatnego gimnazjum! Ludzie tam są okropni! Myślą, że sarkazm, to szczyt, na który każdy musi się wspiąć, a reszta ucieszyć. Jak sobie ostatnio wybiłam palec na WF, dwie dziewczyny do mnie podeszły, myśałam, że chcą mi pomóc się ubrać, a one, jak na amerykańskim filmie, powiedziały 'dobrze ci tak', ucieszyły się i poszły. Dopiero, jak nauczycielka wpadła do szatni 'z twarzą', że ona już skończyła i chce iść i zobaczyła mnie we łzach i z tym palcem, pomogła mi się ubrać.- oczy jej się na chwilę spociły na wspomnienie- Powiedziałam mamie, że nie chcę tam chodzić, chcę do pubilcznego, gdzie chodzą wszyscy moi koledzy, a mama mi na to, że nastolatki takie są i ja pewnie też bym nie pomogła.
- Tak źle cię ocenia?- zapytałam zaskoczona.
- Nie, proszę pani, mierzy mnie swoją miarą- zatkało mnie, dziewczynka ma 13 lat.
- Ja muszę chodzić do szkoły muzycznej- dorzuca kamyczek do ogródka kolejna- mój brat skończył muzyczną, to ja też muszę. A... i jeszcze w liceum muszę iść do klasy medycznej, bo Piotrek też chodzi do 'biochemu'.
- A czego ty chcesz?- pytam.
- Ja już nie wiem. Chcę wybrać to, co mama sobie wymyśliła, bo jak zrobię inaczej, każde potknięcie będzie wypunktowane ze zdwojoną energią. Tańczyłam towarzyski też dla mamy, bo to było jej niespełnione marzenie.
- Ostatnio mama, spiesząc się do pracy, poprosiła, żebym zrobiła bratu kanapkę do szkoły. Zrobiłam. Nawet na nią nie popatrzył tak, jak na śniadanie na stole. Na drugiej przerwie zadzwonił do babci, że jest taki biedny, bo mu nie dałam jeść i poprosił babcię, żeby mu przyniosła pizzerkę, pepsi i czipsy. Jeszcze nie zdążyłam wrócić do domu, a już dostałam taką jazdę, że miałam szlaban na wszystko, na miesiąc do przodu.- opowiedziała kolejna z dziewczyn- Po powrocie do domu zrobiłam zdjęcie kanapek, śniadania na talerzu i zimnej czekolady w kubku. Wysłałam smsem do mamy. Nawet nie usłyszałam 'przepraszam'. Nigdy już smarkaczowi nie zrobię śniadania, niech dzwoni po pizzerkę do babci. I tak dostanę szlaban, ale będę chociaż wiedziała za co.

To tylko kilka przykładów... innych nie chcę pamiętać.
Ludzie!!!!!!!!!
Czy mnie otaczają same kretynki???
Kto im pozwolił mieć dzieci???
Powinnam z każdą z nich pogadać, ale wiem, że wszystko, co powiem zostanie użyte przeciw dzieciom.
Zawsze myślałam, że wzory różnych rzeczy znajdują się w Sevres pod Paryżem.
Teraz wiem, że wzory antymatek ocierają się o mnie w sklepach, patrzą na przystankach, rozmawiają ze mną przez telefon.
Nie mówcie mi, że nam się społeczeństwo stacza.
Nie pytajcie, dokąd zmierza ten kraj.
Rozejrzyjcie się wokół i... odpowiedź dostaniecie na tacy.
Histeryczki, egocentryczne, nieomyle psycholożki- amatorki, niezrównoważone emocjonalnie kobiety zostają matkami.
Zamiast leczyć siebie, mają przyjemność w narzucaniu swojej chorej woli innym, w ich pojęciu, słabszym, głupszym i ślepym oraz bez uczuć, dzieciom.

Ich dzieci będą takie, jak one.
Już ich nienawidzą, marząc, że w dniu 18-tych urodzin wyprowadzą się z domu, ale to dopiero początek.
Kiedy matki się zestarzeją, dzieci będą patrzeć w ich, proszące o szklankę wody, oczy i wtedy nieomylne mamuśki zrozumieją, że przegrały.
Dostaną wodę i tylko tyle...
Albo nic, bo przecież wody w życiu się już napiły...
Taki przekazały wzór.

29 komentarzy:

  1. Po prostu zabrakło mi słów... Wiesz, czasami się zastanawiam, czy na pewno traktuję moje dzieci sprawiedliwie. Mnie matka sprawiedliwie nie traktowała - rodzeństwo miało więcej luzu i uprawnień. Dlatego staram się jak mogę nie popełnić tego samego błędu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój brat też miał więcej luzu, bo jest o osiem lat starszy, ale paczkę groszków dostawaliśmy na spółkę, nie dlatego, że drugiej nie było, tylko, żebyśmy umieli współpracować. Jak ja dzieliłam, on wybierał, podział zatem dokonywał się aptekarsko, a mama patrzyła na to z rozbawieniem. Do dzisiaj dzięki temu dogadujemy sie lot, nawet po wielkim bum.

      Usuń
    2. U mnie było inaczej - ja byłam starsza i ja dostawałam po przysłowiowej dupie. Na rodzeństwo się chuchało i dmuchało, szczególnie na najmłodszego brata, który był oczkiem w głowie mamusi.

      Usuń
    3. Takie oczko w głowie, to chłopiec od niezjedzonych kanapek i pizzerki od babci. Cokolwiek dziewczyna by zrobiła i tak dostanie po dupie, bo Młody odwróci kota ogonem. Od kilku tygodni tata nabiera dystansu, będąc w Holandii. Może jak wróci, otworzy trochę oczy?

      Usuń
    4. heh co do aptekarskiego dzielenia, z bratem (starszym) paczkę groszków rozsypywaliśmy na stole i wybieraliśmy po dwa, wiadomo zaczynało się od największych, wiec zawsze podzielone było równiutko,a jak nie równiutko to i tak nikt nie miał pretensji bo sam wybierał, ale najlepsza jazda była, jak dostaliśmy każdy swoje groszki, a z przyzwyczajenia obie na stół i dawaj wybierać :) długo nam to wypominali w domu :)

      Usuń
    5. :) my do dzisiaj nie bijemy się o ostatni kawałek ciasta, zawsze pada hasło, 'to co? Ty dzielisz, ja wybieram'. Reszta rodziny patrzy w zachwycie ;)

      Usuń
  2. Tola (17 lat) przynosi ze szkoły podobne opowieści!!!!!!!!!!
    Albo nawet gorsze:(
    czasem aż serce pęka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych gorszych nie chciałam przytaczać, ale teksty 'w życiu do niczego nie dojdzoesz, będziesz alkoholiczką, tak jak twój ojciec' tez padają. Krzyczeć mi się chce, bo potem taka mamusia z tipsami i full make up'ie mówi mi z uśmiechem 'dzień dobry' w Kauflandzie

      Usuń
    2. i pewnie masz ochotę przeryć jej ryjek tymi tipsami?
      wychodzi ze mnie jędza!

      Usuń
    3. Kurcze ryć to nie, ale na hasło 'dzień dobry' zawsze mam ochotę zapytać 'dla kogo dobry? dla pani pewnie tak, a zastanowiła się pani, czy dla pani dziecka również?'

      Usuń
  3. uuuuf. nie wszyscy się nadają na rodziców. szkoda, że nie ma mądrej szkoły, jak nim zostać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A powinna być i wydawać certyfikaty powinna. Większość z opisanych mamusiek nie dostałoby certyfikatu nawet na chomika.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. A mnie, jak widać, wręcz odwrotnie ;)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Cóż... teraz już tylko we wspomnieniach.

      Usuń
  6. Zaniemowilam.
    Sama mialam 22 lata jak zostalam matka, zdaje sobie sprawe, ze na pewno popelnilam jakies bledy wychowawcze, ale na tle tego co piszesz to bylam idealna.
    Jak mozna? Wlasnym dzieciom zgotowac taki los?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można? Całkiem spokojnie i zupełnie bez poczucia winy, jak zauważyłam.

      Usuń
  7. Moj Mam byla silna kobieta i takaz mi tez byc kazala.
    Sama stalam sie taka mama dla moich dzieci, jaka zawsze sama chcialam miec.
    Dzieciaki mowia, ze sie udalo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chyba też, bo moje dziecko dzwoni każdego ranka, żeby na dzień dobry usłyszeć mój głos ;)

      Usuń
  8. Tu u mnie większość dzieciaków ma za sobą:"wypier.alaj z domu" i oczywiście tułaczkę kilkudniową po znajomych. I to nie są "patologiczne rodziny"! O wysyłaniu na obwodnicę, żeby sobie zarobić na kosmetyki/ciuchy nie wspomnę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drastyczne teksty pominęłam celowo. A każde z tych dzieci pochodzi z bardzo dobrego domu, żadna tam patologia.

      Usuń
  9. Myślę, że antymatki to nie jest "wymysł" współczesności. Zawsze takie się zdarzały. Może teraz jest ich więcej?
    A jak Wam się podoba zdanie matki skierowane do dorosłej córki: "To nie w porządku, że ty żyjesz, a twój brat nie"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja urodziłąm się tylko dlatego, że rok wcześniej w wypadku samochodowym zginęła moja siostra. Nigdy nie usłyszałam nic na ten temat. Kuźwa, przecież to nie Ty zabiłaś brata, jaka w tym Twoja wina?

      Usuń
  10. Ktoś te dzieciaki urodził, ktoś je wychowuje, daje przykład, lub przymyka oko....To dorośli, od nich trzeba zacząć, nie tylko od samych matek, od dorosłych w ogóle. Co jest dogłębnie przykre. Caffe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytoczone teksty są wypowiadane lub akceptowane przez oboje rodziców. Te dzieciaki nie maja oparcia w dorosłych, pewnie dlatego im się ulewa i wszystko słyszę ja. I to jest przykre....

      Usuń
  11. Ach... cóż tutaj więcej komentować? Smutne, prawdziwe i powszechne. Obrazki z codziennego życia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Amen.

    Czasem sobie myślę, że byłabym o wiele lepszą matką niż takie opisane przez Ciebie, które (chyba) chciały mieć dzieci. Wpadki pomijam. To, że tak myślę, samo w sobie jest smutne, bo powinnam uważać, że każda, która urodziła, nadaje się na matkę lepiej ode mnie...

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytawszy tę notkę, dostałem kolejny powód do tego, aby podziękować Bogu za to, jakich cudownych i w gruncie rzeczy normalnych Rodziców mam. "W gruncie rzeczy" dlatego Myshko, że tylko ja wiem, co się dzieje czasami kiedy się pokłócą. I nienawidzę tego. A kłócą się czasami, bo są normalni - każdy czasami ma gorsze dni, oni też. Żałuję tylko, że zrozumiałem to dopiero będąc nieco starszym. Bo kiedy byłem dzieckiem, miałem ich za chodzące ideały... Ot, błogosławieństwo niewiedzy.To w gruncie rzeczy całkiem normalne chyba, nie?

    OdpowiedzUsuń