wtorek, 30 grudnia 2014

Z Nowym Rokiem

Jeszcze w końcówce starego roku zawitał do nas Anioł.
Anioł jest ranny w skrzydełko.


Opatrzyliśmy i zaopiekowaliśmy się Gościem, bo tak trzeba.
Tak jest dobrze.
Anioł w nagrodę obdarował nas uśmiechem.
Najszczerszym.
Czy to znaczy, że nadchodzący rok będzie dobry?
Mam nadzieję.
Ten odchodzący był obfity w wydarzenia, dawał radośnie i zabierał boleśnie.
Takie jest życie.

Stary Roku, dziękuję Ci, że byłeś.
Nowy Roku, bądź dla nas dobry.
Czego i Wam życzę oraz czego tam sobie zamarzycie najbardziej.
I żeby muzycznie było ślicznie.

niedziela, 28 grudnia 2014

Magiczne Święta

Magiczne święta zaczęły się, a jakże, trzęsieniem ziemi.
Trzy dni przed świętami zepsuła się pralka. Białe pranie, w tym służbowe koszule Teda, ugrzęzły nieodwirowane, łazienka zalana, następne prania zaplanowane przed przyjazdem gości, a tu dooopa.
Dostaliśmy zatem pod choinkę nową.
Następnie, trzeba było nadrobić stracony czas.
Ciężko było.
Puściły nerwy.
Daliśmy jednak radę.
Zawsze dajemy.

A potem było już tylko pięknie.
Mnóstwo ludzi przy stole.
Fura pyszności na stole.
I prezenty...

Jeszcze nigdy nie dostałam takich niesamowitych.
Wiem, muszę się przyzwyczaić, ale jeszcze nie potrafię.

Na początek było spełnienie moich dziecięcych marzeń.
Wśród słodyczy zagościła piernikowa chatka, prosto z Torunia.
Tym bardziej zaskakująca, że zupełnie nieoczekiwana.


Potem było jeszcze bardziej niesamowicie.
Może dobrze, że Ted był w pracy i swoje prezenty rozpakowywał kilka godzin po mnie, bo i tak wzruszenie odebrało mi mowę. Gdybyśmy zrobili to jednocześnie, mogłabym się rozbeczeć.


 Po lewej krawat jedwabny, farbowany ręcznie techniką shibori. Po prawej apaszka z jedwabnego muślinu, farbowana ręcznie. Oba te cuda uszyte/zrobione przez nasze Dziecko.



Duma, tak mogę podsumować te prezenty. Nie wiem, czy kiedykolwiek założę apaszkę.

O umagicznieniu Świąt niech świadczy fakt, że dzisiaj (niedziela), pierwszy raz od 23 grudnia, włączyłam telewizor.
Były kolędy chóralne, opowiadanie głupot i gry planszowe.
Były kalambury i 'jaka to melodia' wyta i gwizdana. I śmiech, i ból brzucha i mięśni twarzy.
Byli goście pobytowi i wpadający na kilka godzin.

- To były najpiękniejsze święta od czasu, jak byliśmy mali- powiedział mi brat na pożegnanie.

Jestem szczęśliwa.


poniedziałek, 22 grudnia 2014

O trzech kolędach, których już nigdy nie usłyszę

Pierwsza odeszła wraz z odejściem mojej Babci Wielkopolskiej.
Pamiętam, jak nuciła sobie cichutko po niemiecku:
O Tannenbaum, o Tannenbaum
Wie treu sind deine Blätter 

Nie potrafię zaśpiewać ani słowa więcej, ale melodię doprowadzę do końca, i właśnie ta, w języku zupełnie mi obcym, kolęda ma swoje najcieplejsze miejsce w moim sercu.

Kolejną, która w takiej formie już nigdy się nie przydarzy, jest Bracia patrzcie jeno.
Obdarzona genialnym słuchem, nie dostałam w darze głosu. Wydarcie twarzy z kuchni w Wigilię rano tekstem 'braaaacie patrzcje jenoooo' powodowało zawsze odpowiedź mojej Mamy, obdarzonej dla odmiany głosem wybitnym 'jaaak niebo gorejeeee'. I tak obwieszczałyśmy rodzinie, że to już.
Dzisiaj, krojąc cebulę, przypomniałam sobie o tym. I dobrze... że ją kroiłam.

I jeszcze ta, kojarząca mi się z Pasterką w ogromnej bazylice, w moim mieście rodzinnym.
Tam, mała Dreamu stawała na paluszkach, żeby zobaczyć Aniołki w szopce, a, że była za mała, zostawało patrzeć na te, u sufitu, w misternych, złoconych sukniach.
Pod koniec, za swoją cierpliwość mała Dreamu  dostawała nagrodę.
Już wtedy słyszałam, że chór śpiewa fatalnie, ale wybaczałam każdemu wibrującemu sporanowi, rozklekotanemu altowi oraz mocno wiekowym tenorom i basom. Bo śpiewały moją ulubioną kolędę. Nie ma już Dreama w tamtym miejscu, pewnie nie ma też tego chóru, ale jest najpiękniejsza chyba pieśń bożonarodzeniowa.

Zostawiam ją Wam wraz z życzeniami:

Żeby Wasze Święta były dobre, jak chleb,
Spokojne, jak najcichsza noc
I ciepłe, jak płomień świec.
Wszystkiego pięknego.

sobota, 20 grudnia 2014

Skończyła się Robótka

... zaczyna się robota ;)
Niniejszym Robótkę 2014 uważam za zakończoną.
W tym roku było to zupełne wariactwo na okoliczność absolutnego braku czasu.
Ale powiedziałam A, trzeba było być konsekwentną.


Teraz udaję się na, z góry upatrzoną pozycję, do kuchni w celu upieczenia ciasteczek korzennych (ponieważ nie chce mi się piec pierniczków) oraz ustalenia planu pracy na najbliższe dni, gdyż działam sama, wszyscy zjadą się na ostatnią chwilę, a Ted jest w pracy... oraz w Wigilię i pierwszy dzień świąt.
Taki lajf...
Spadam.
Trzymajcież się.
A muzycznie TAK... już TAK ;)

niedziela, 14 grudnia 2014

Przepraszam Drogi Pamiętniczku

Całą niedzielę przepracowałam.
Myłam okna i lampy.
Prałam i prasowałam firany.
Odkurzałam ściany.
Robiłam bigos.
Wszystkie te straszne rzeczy robiłam w duecie, więc odpowiedzialność i kara powinny dzielić się na dwa, prawda?
Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać jedynie, że w duecie było zabawnie i znacznie szybciej.

Nie dałam się porwać świątecznemu szaleństwu jednakowoż.
To tyle porządków w temacie.
Odbyły się tylko dlatego, że policzyłam, kiedy ostatnio myłam okna i wystraszyłam się, że nie zobaczę pierwszej gwiazdki ;)))

:Na wieńcu adwentowym zapłonęła trzecia świeca.

Jutro jedziemy po wino do grzańca.
To, przeznaczone na święta, już dumnie czeka.
Nalewki zlane.

To już prawie...


wtorek, 9 grudnia 2014

Czy tylko mnie

... to przeszkadza, że wszystkie telewizje promują świąteczne chamstwo?
Nie wiem, jak obchodzi się święta w domach bossów naszych 'wielkich' telewizji, ale zgoda na emisję rekalmy tępego niedźwiadka, który puszcza bąki na świeczkę, z której to płomień podpala choinkę, jest wysoce niestosowna.
Mnie święta kojarzą się z opłatkiem, choinką i muzyką, o której napiszę bliżej świąt.
Spokojem, błogością i smacznymi potrawami.
U mnie w domu nikt nie robi 'takich numerów'.
Zakładam, że u Was też nie.
Dlaczego my się godzimy, żeby ktoś nam wciskał takie niesmaczne obrazy?
Dlaczego nie napisaliśmy jeszcze zbiorowo do kogo trzeba, żeby sobie odpuścili, bo nie chcemy tego oglądać?
Chyba, że chcemy...
Ja, jednak nie.
Oraz moje święta nie będą miękkie i puszyste, wcale nie z powodu braku śniegu.
Znowu nie napięłam mięśni w porę i dostałam w miękkie.

Kuźwa, powalczę, bo co mi zostało?

niedziela, 7 grudnia 2014

Mikołaj musi być...

... mimo wszystko.
Pęd oraz galop nas odczłowiecza.
Ucybordza... albo jakoś tak.
Dlatego bardzo doceniliśmy, że z okazji Mikołajek w prezencie dostaliśmy wspólny, wolny weekend.
Kto nas zna, ten wie, że taki prezent nie zdarza nam się często.
Pół w zasadzie, bo ja jednak musiałam rano trochę popracować.
Popołudnie jednak było już jednym wielkim prezentem.
Najpierw był wspólny obiad, potem kino, a następnie leniwa kawa i brownie, i szarlotka.
Jeszcze później było muzycznie, a na koniec odezwał się mój ząb, co to go w piątek kolega Piotr próbował uciszyć, ale okazało się, że to fighter jest.
Dzisiaj nie wytrzymałam i ściągnęłam Piotra do gabinetu, a raczej on mnie ściąnął.
Ma być lepiej.
Podobno.
Bo nie jest i mam wrażenie, że jestem na ciągłej bani.
To nie jest zabawne, ponieważ muszę skończyć zamówione chusty i zacząć myśleć o świętach.
Trzeba się uporać z zaległościami, żeby myśleć do przodu jednakowoż.


I jeszcze Maksowi jedną czapkę udziarać, bo ta Mikołajowa bardzo przypadła do gustu jego Mamie i, kurka, chcą następną.
I kartki dla Nieboraczków dokończyć.

No, to pędzę się uporywać, pozdrawiając Was ciepło.