środa, 28 stycznia 2015

Small talk

Poranek, po wczesnej pobudce.
Nieprzytomni siedzimy przy stole.
Każde, zajęte swoimi myślami, albo wręcz odwrotnie.
Nagle podnoszę głowę i patrzę na Niego.
W Jego oczach widzę te charakterystyczne iskry.
- Co jest?- pytam średno przytomnie.
- Śpij kochanie, śpij- uśmiecha się pobłażliwie.

Budzę się wybuchem śmiechu.
Tak lubię.
Teraz mogę zacząć dzień.

I muza, energetyczna.
Dobrego dnia!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Poranna wizyta mamusi

Ponieważ Ted późno wrócił z pracy, a dzisiaj miał zacząć dopiero o 17:00, posiedzieliśmy wczoraj dłużej.
Wstaliśmy dzisiaj leniwie, zjedliśmy spokojnie śniadanie i w chwili, kiedy ja zaczęłam zagęszczać ruchy przed pracą, zadzwonił dzwonek domofonu.
- Mama- poinformował mnie, zbaraniały, Ted.
I żebyś Czytaczu Szanowny nie zastanawiał się skąd baran na twarzy Teda, spieszę temat rozwinąć.
Mamusia nie bywa u nas, chyba, że ma powód. Powodem może być święto któregoś z nas, tyle, że wtedy mamusię trzeba zaprosić oficjalnie. Najlepiej osobiście. Innym powodem są święta i w tym wypadku jest to, tylko i wyłącznie, wynik jej braku sił, na przygotowanie imprezy u siebie. Niestety musi się wówczas powstrzymać od krytyki wszelakiej, gdyż... hehehe.
I nagle taka siurpryza!
Imaginuj sobie Czytaczu taką oto sytuację. Ja w łazience, szykująca się do pracy i Ted otwierający drzwi.
Wpada mamusia i w dłonie wciska mu zawiniątko, mrucząc:
- Nie przyjchodzisz do mnie, to ci (!!!) przyniosłam ciasto drożdżowe do kawy.
- Ale ja wczoraj byłem w pracy, Dreamu mamusi mówiła.
- No ale mogła przyjść sama, po co ja to ciasto piekę?
No kurwa nie mogłam. Jako, że nie ma zimy, moja zatoka obrywa cały czas, a ja z nią. Do tego TE dni zatrzymały mnie wczoraj pod kocykiem i cieszyłam się zwyczajnie, że nic nie muszę.Mamusia doskonale o tym wiedziała.

I zanim wyszłam z łazienki, Ted zamknął za nią drzwi.

Kurwa!
Kim trzeba być, żeby tak traktować swoje własne dziecko???
Nie wiem, czy Ted przełknie chociaż kawałek z tego ciasta.

Ręce mi opadły.
Zrobiło mi się przykro.
Za Niego.
Nie wyobrażam sobie, że wpadam do Młodej, rzucam w nią czymś do żarcia i wychodzę, zostawiając ją z poczuciem winy.
No kurwa NIE!

Przepraszam, się uniosłam.

piątek, 23 stycznia 2015

... and the Oscar goes to... czyli chwila prawdy

Nie wiem, czy mam się cieszyć, że jednak nakłamałam, jak dzika, czy smucić, że mój obrazek nie pasuje Wam do tego, w Waszej wyobraźni :)
Otóż:

1. Mam burzę długich kręconych włosów z przyczyn absolutnie praktycznych. To coś na mojej głowie żyje własnym życiem i gdybym je obcięła, nie wyszłabym każdego ranka z łazienki, przed upływem godziny. Przepraszam wszystkich, których wkurwiłam oraz cieszę się Nit, że spełniłam Twoje oczekiwania :)

2. Zdawałam maturę z języka francuskiego, mimo, że teraz posługuję się głównie angielskim. Języki jakoś się do mnie kleją. Mówię po hiszpańsku (chociaż nie czytam i nie piszę), oraz z nieznanych mi powodów (może to ta Babcia Wielkopolska śpiewająca mi kołysanki po niemiecku?) rozumiem niemiecki.

3. Nie znoszę zespołu Lady Pank i nie zmieni tego nawet fakt, że jedną z piosenek napisał dla nich Grzegorz Ciechowski (którego uwielbiam). Byłam nawet kiedyś na koncercie panów LP, wówczas to doceniłam profesjonalizm Jana Borysewicza i kolegów instrumentalistów oraz upewniłam się, że Janusz P. zaniża poziom zespołu na każdym polu, wokalnym, werbalnym, wizualnym i... trzeźwościowym :) Ponieważ wokalista jest wizytówką zespołu, LP mówię stanowcze NIE.

4. Mój Tato był najważniejszą osobą w moim życiu. Nigdy nie pogodziłam się z Jego stratą.- uważni czytelnicy zauważyli, że o Mamie tak, o Tacie raczej nie pisałam nigdy. Nie dlatego, że noszę w sobie jakąś zadrę albo przeżyłam traumę. Kiedy ja zaczęłam rejestrować rzeczywistość, Jego już nie było. Czasem myślałam sobie, zwłaszcza, kiedy byłam mała, jakby to było mieć Tatę- pilota wojskowego, ale nigdy mi go nie brakowało. Może dlatego, że mój brat jest o osiem lat starszy, a może z powodu tego, jak Wyjątkową Osobą była Moja Mama. Zdecydowanie, to Ona była Najważniejszą Osobą w moim życiu. Poza tym rozkminianie życia w stylu 'dlaczego ja' nie jest w moim stylu.

A teraz, wraz z podziękowaniami dla Matki Whitney Huston, spieszę donieść, że Oscars go to:
Thunder- za ryzyko
Miśka- za nadzieję, że jednak nie
Moja Ameryka- za uważne czytanie

Po nodze od Oscara dostają
Fry i eM, za to, że punkt 4 nie dawał im spokoju :D

Dziękuję za wspólną zabawę oraz, życząc pięknego weekendu, zostawiam Was z muzą ( tak, to są WOKALIŚCI).

czwartek, 22 stycznia 2015

Kiepsko mi idzie w tym względzie... ale mus, to mus

czyli odpowiadam na wyzwanie Kate. Wiem, że niektórzy się zdziwili :)
... i dlatego, mimo, że mam ferie stwierdziłam, że bardzo poważnie muszę przygotować się do rzuconego mi wyzwania, a to wymaga czasu.
Mam napisać o sobie cztery rzeczy z czego jedna ma być wierutną bzdurą.
No i bąź tu mądra Dreamu i wymyśl coś, na co wszyscy się nabiorą, jak większość z Nich zna cię, jak  łysego konia z adresem lub numerem telefonu włącznie.

Zaczynam.
Będzie ciężko.
Dam radę.

1. Mam burzę długich kręconych włosów i część moich znajomych, patrząc na nie mówi, że 'życie nie jest fair'.

2. Zdawałam maturę z języka francuskiego, mimo, że teraz posługuję się głównie angielskim.

3. Nie znoszę zespołu Lady Pank i nie zmieni tego nawet fakt, że jedną z piosenek napisał dla nich Grzegorz Ciechowski.

4. Mój Tato był najważniejszą osobą w moim życiu. Nigdy nie pogodziłam się z Jego stratą.

Nooo, Kochani, co jest kłamstwem? Obstawiajcież.
Jak zwykle już, do gry nie nominuję nikogo, chyba, że ktoś ma się ochotę pobawić 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Bez radia ani rusz...

Blue Monday odcinnął swoje piętno już rano.
Jako, że nie posiadamy w domu radia, a jednak go słuchamy, wykorzystujemy do tego kino domowe pewnej odjechanej marki, Ted gadżeciarz zarządził ;)
I dzisiaj rano, kiedy miało być tak pienknie, bo niedzielę spędziliśmy razem, ja dzisiaj zaczynam ferie, pracuję w niepełnym wymiarze godzin (a jakże!:), kiedy na 'dzień dobry' chciałam zagrać nam Radio Swiss Jazz, sprzęt odmówił współpracy.
Po śniadaniu rozeszliśmy się do swoich obowiązków, ale wiedziałam, że ja wrócę pierwsza.
Chrzanić tiwi, które dźwięk też emituje przez kino, ale wrócić do domu, gdzie będzie tak bezmuzycznie?
No nie.
Już kombinowałam, żeby wieżę z biura zatarmosić do domu, ale to nie był dobry pomysł, jutro w pracy byłaby cisza.
Knułam, jak grający sprzęt z pokoju Młodej zanieść do salonu, ale to nie ten dźwięk.
Rozpieszczona pańcia, heh.
Dźwięk stereo jej przeszkadza :)
No przeszkadza.
Od czego jest jednak internet?
Wiem już, co nas boli.
Nie pytajcie, jak to się nazywa, bo nie pomnę, ale zanim zupełnie pożegnamy się z tym czymś na K,  sprawiłam, że muza już gra. We wszystkich pięciu głośnikach.
Ha!
Ale się Ted zdziwi :)))
Jak gra, to niech gra i TU :)))

Blue Monday prawie się kończy. Mam nadzieję, że był dla Was łaskawy.



piątek, 16 stycznia 2015

Zwierzenia człowieka skurwiela


Śniadanie.
Gdzieś w tle lecą wiadomości.
Kolejne protesty górników.
- Szkoda mi tych ludzi- rzuca Ted znad kanapki z czedarem i pomidorem.
- A mnie nie- odpalam szybko.
- Jak to- dziwi się Ted- ty, taka pełna empatii?
Oj, podniosło mi się ciśnienie i rozpuściłam język.
Wyszedł ze mnie człowiek skurwiel.
- A kto żałuje ciebie?- zapytałam zaczepnie. Kto żałował ciebie, jak będąc dyrektorem hotelu (btw należącego do jednej z kopalń) nagle dowiedziałeś się, że powstaje twoje wymarzone osiedle, a ty w banku nie dostaniesz kredytu hipotecznego? Kto przejął się tym, że rzuciłeś wszystko, zostawiłeś nas i pojechałeś bujać się po morzach i oceanach? Przypomnij mi, do kogo wyciągnęliśmy rękę, jak mając dwuletnią Młodą, podjęliśmy błędną decyzję finansową i zostaliśmy bez środków do życia, a smutny pan upierdolił ci prąd.
- Do nikogo- odpowiedział Ted, zaskoczony moim wybuchem.
- A do kogo ja lezę protestować, że w tym miesiącu pracuję tylko 10 dni, bo dzieci miały ferie, a zaraz potem będą miały kolejne? Może pójdę do MOPRu i poproszę o zapomogę, bo mamy dziecko na studiach?
- Eeee, no OK - zareagował Ted na moje wywody.
- Eeee, no nie OK. Ty walczyłeś, ja walczyłam, a oni żądają. Łatwiej wyciągnąć łapę, niż zmienić coś w swoim życiu.
- Ale to nie jest łatwe- Ted bronił jeszcze, średnio, słusznej sprawy.
- No nie jest, masz rację. Sam chyba o tym wiesz. Powinieneś jeszcze pamiętać, jak piąłeś się po kolejnych szczeblach drabiny w firmie PC, a potem CCL, a zamiast balować z kumplami po pracy, siedziałeś w książkach, żeby dzisiaj umieć to, co potrafisz. A jak czułeś się, kiedy przestałeś pływać, ryzykowałeś wszystko, zakładając firmę i jednocześnie zacząłeś pracować? Przypomnij mi, kuźwa, w jakim języku pracujesz teraz? A w jakim pracowałeś przez poprzednie dwanaście lat? Kurwa, żaden z nich nie jest językiem polskim. Nie mów mi, że TO jest trudne.
- No fakt- przyznał Ted, akceptując argumenty człowieka skurwiela- nie jest, jak się ma motywację.
- Ergo, oni jej nie mają. Chcą robić to, co zwykle, nie chcą zmian i rozwoju. To się kurwa nazywa wygodnictwo.

Nie wiem, jak biedny Ted będzie dzisiaj spał, mając świadomość, że obok śpi człowiek skurwiel. Mam nadzieję, że dobrze, bo jutro znowu będzie musiał mierzyć się z niepolskim językiem, a to wymaga wypoczętej głowy.

Trafia mnie szlag, jak słyszę o kolejnych żądaniach. Jak ja nie miałam pracy, to gryzłam biurko, żeby ją mieć. Teraz mam w mieście 'nazwisko', nie dlatego, że protestowałam, ale dlatego, że jestem skuteczna i podjęłam kiedyś wyzwanie żeby robić coś, czego wcześniej nie robiłam.

sobota, 10 stycznia 2015

Nawalona na trzeźwo czyli niekarnawał

Niech to się już skończy!
To, co się kuźwa przetacza nad moją głową.
Orkan pier...
Kręci deszczem, wiatrem oraz gradem napier... w okna.
Te, meniskiem wklęsłym do domu się pchają.
Wczorajszy ciąg dalszy walki o zęba odbył się po pokonaniu trzystu metrów w poziomie prawie.
Droga powrotna była równie upojna.
Rozkopana twarz dokłada swoje pięć groszy do, i tak choo..., nastroju.
Jesoo, nie mam na nic siły.

Ted mi herbatę przyniósł piękną.
Pachnącą jabłkiem, cynamonem, miodem i rodzynkami.
Nie pomaga.
Czuję się, jak po ciężkiej imprezie.
Ja mogę cierpieć za to, że balowałam... ale cierpienie bez, jest nie fair.

Czy karnawał nie kojarzy nam się z zimą?
Albo przynajmiej powiniem się kojarzyć.
Nawet czytać nie mam siły i dziarać też nie, chociaż zamównienie rozkopane czeka.
A'propos czytania.
Pytam wczoraj moje Orzełki (klasa IV) z czym kojarzy im się słowo odpoczynek (in English, of course).
- Z graniem na komputerze
- Z graniem na playstation
- Z oglądaniem telewizji
- Z zabawami na dworze (!!! dopiero na miejscu czwartym)
- A z czytaniem? Odpoczynek nie kojarzy wam się z czytaniem?- rzucam, jak pierwsza naiwna.
- O nie!- protestują gorąco Orzełki- Czytanie to nauka(!!!)

I tak, zbita jeszcze bardziej, idę sobie czekać w milczeniu, aż się temu orkanu znudzi i pójdzie napier... w Maskwu.

czwartek, 1 stycznia 2015

Sylwester solo II

Decyzja, żeby spędzić Sylwestra solo, w roku ubiegłym, została na mnie wymuszona.
Takie jest życie.
W tym roku decyzja była zupełnie świadoma.
Tak, spędziłam tę noc sama.
Nie uwierzycie, ale było świetnie.
W ostatni wieczór roku byłam dla siebie dobra.
Aromatyczna kąpiel.
Maska na włosy.
Maska na twarz.
Tarta z brokułami, szynką parmeńską i serem dojrzewającym, na kolację.
Wino białe Birchmore Chardonnay Premium Cuvee, wybrane przez Teda.
I tylko czasu na jedzenie nie było.
Telefon, stale na ładowarce, rozgrzewał się do czerwoności.
Spędzałam tę noc na odległość razem z tymi, którzy też nie bardzo mogli się bawić.
Jedni w Łodzi, drudzy z Zielonej Górze, świat jest taki mały ;)
W prezencie, z okazji rocznicy, ślubu dostałam piosenkę magiczną.
Nie znałam jej, może dlatego tak bardzo mnie wzruszyła.

Nie było podsumowań i postnowień, no może z wyjątkiem tego małego, że muszę ruszyć d... bo siedzący tryb życia zrobi ze mnie babcię, zanim się zestarzeję ;)

A dzisiaj było leniwe śniadanie, leniwy spacer (o! pierwszy dzień realizacji postanowienia ;) i... znowu zostałam sama.
Nie wiem tylko, czy chcę, żeby w najbliższego Sylwestra coś się zmieniło, bo jest dobrze.
Nowy Roku, bądź dla nas dobry, proszę.
Ty wiesz, czego nam trzeba.