wtorek, 30 czerwca 2015

Z pamiętnika grubasa, podróżnika, imprezowicza albo jakoś tak :D

Eeee, nie będzie pamiętnika grubasa, bo grubasa już nie ma.
Po 47 dniach pilnowania nakazów i zakazów ubyło mnie 6 (sześć) kilogramów.
To rozsądny wynik.
Przybyło mi ciuchów, gdyż nagle mam do dypozycji te, OKtórychMogłamZapomniećNaZawsze.
Kilka mi ubyło.
Spadają  mi z d... moje ulubione jeansy.
Wysuszę je w suszarce, może jeszcze je uratuję.
Mimo jadania w różnych dziwnych miejscach z McDonaldsem włącznie, tydzień i tak zakończyłam na minusie.
 Ostatni tydzień bowiem był dziwny.
Podróż sentymentalna mieszała się w nim z nowością jaką jest możliwość dotknięcia świata sztuki naszego Dziecka i serią imprez z cyklu 'jak dobrze was widzieć'.
Jak rozpakuję torby i odkopię aparat, może pokażę Wam to, co ustrzeliło jego oko.

Teraz idę odpocząć, poczytać, ochłonąć i poczekać na telefon od Młodej, która właśnie leci z Londynu z walizką pełną opowieści.
Pięknie jest spełniać swoje marzenia, jeszcze piękniej jest spełnić je własnemu Dziecku.

wtorek, 16 czerwca 2015

To nigdy nie powinno się zdarzyć...

... ale cóż, taki mamy klimat.
Staram się nie epatować tym, co robię, na blogu, ale tak mnie swędzi... klawiatura, że się nie powstrzymam.
Zacznę jednak od początku.
Wiktorię poznałam w ubiegłym roku, kiedy to, w pierwszym dniu wakacji, stanęła z mamą w drzwiach mojego biura.
- Mamy poprawkę z angielskiego, pomoże nam pani?- zapytały błagalnie.
- Zdajecie sobie sprawę, że musimy zrobić w dwa miesiące to, co w szkole było robione przez dziesięć?- zapytałam kontrolnie, zabezpieczając sobie tyły.
- Tak, chcę powalczyć- powiedziała wówczas Wiktoria- i zdaję sobie sprawę, że nie musi się udać.
Rozpoczęłyśmy walkę i w sierpniu dostałyśmy nagrodę za wysiłek.
Wika zdała i została z nami na dłużej.
Od września ruszyłyśmy do regularnej pracy, co sprawiło, że nie dawała sobie stawiać jedynek. Zdziwienie pani w szkole rosło wprost proporcjonalnie do ilości zaliczanych, na oceny powytywne, sprawdzianów i kartkówek.
Pewnego razu, chyba w marcu, Wika wpadła i od drzwi zaczyna:
- Pani Dreamu, musi mi pani pomóc, bo jak byłam chora, oni mieli sprawdzian i oprócz zadań z unitu 7, ziomka dała do opisania obrazek i zadała trzy pytania do niego. Idę w środę pisać, ale koledzy zrobili zdjęcie tego obrazka, więc jak by mi pani pomogła go opisać, to ja się nauczę, bo oni w większości dali plamę, a za to zadanie była oddzielna ocena.
Opis obrazka i odpowiedź na trzy pytania, to klasyczne zadanie numer dwa na maturze ustnej.
- Opiszemy go razem, nie ma sprawy- zgodziłam się- ale na podstawie tego modelu, zrobisz sama podobne zadanie- zaproponowałam, nie dając Wice szans na protest.

Po kilku dnach wpada rozgorączkowane dziecię i ponownie od drzwi woła:
- Dostałam 4+ ze sprawdzianu i 'lacza' z obrazka.
- Jesteś pewna, że wszystko napisałaś dobrze?- zapytałam zaskoczona.
- Tak- potwierdziła wzburzona- nauczyłam się tego prawie na pamięć! Niemożliwe, żebym aż tak spieprzyła sprawę!
Ustaliłyśmy, że poćwiczymy opis, i dziewczyna pójdzie poprawić tę część sprawdzianu. Potem pani nie było, Wika była chora i ostatnio panią olśniło, że Wika ma 'nagrabione' i jeden niepoprawiony sprawdzian spowodował, że wychowawca poinformował mamę, że panna jest (przy pięciu piątkach, czterech czwórkach jednej trójce i jednej jedynce, za karną kartówkę, za gadanie na lekcji) ZAGROŻONA oceną niedostateczną z języka angielskiego.
- Idź to kurna popraw- zażądałam- bo mnie trafi jasny szlag.

I poszła...

Wraca i... śmieje się od drzwi. P
- Proszę pani, ale wyszedł wałek z tej mojej poprawy, bo pani zapomniała przygotować obrazki dla poprawiających więc ją poprosiliśmy, żeby dała ten sam.
- I co? Dała?
- (hahahaha) TAK! I wie pani co ja zrobiłam? Napisałam jej dokładnie to samo, co ostatnio, bo w książce miałam tę kartkę od pani.
- Znowu dostałaś 'lacza'?
- Nie CZTERY PLUS!!! Pani mnie pochwaliła, że tym razem się przygotowałam (hahahaha). Potem poprosiłam ją, żeby mi pokazała tamten pierwszy, z jedynką. I wie pani co? Tu wszystko było idealnie, tam wykreślone były całe zdania, te same, dla jasności. Bardzo chciałam zrobić dla pani zdjęcie, ale patrzyła mi na ręce.
- Powiedziałaś jej o tym, co zrobiłaś?- zapytałam zaczepnie.
- Nie, bo ja bym, proszę pani, chciała być dopuszczona do matury.

Cóż...
Jajko okazało się sprytniejsze od kury, a kura (jak to kura) okazała się koncertową idiotką.


sobota, 6 czerwca 2015

Sobota do czwartku niepodobna

Leniwe wstanie, bo jednak w piątek była regularna praca.
Śniadanie, kawa i plan.
Zróbmy coś, czego jeszcze nigdy nie robiliśmy.
I zrobiliśmy.
Pojechaliśmy tam, gdzie zwykle chodzimy na spacery, jak nie mamy ochoty na spotkania towarzyskie w stylu 'co tam słychać, gdzie się podziewacie, nie widać was w mieście'.
Tyle, że poszliśmy w przeciwną.
W las.

A tam trasy, jak w Karkonoszach, tylko morze szumiało z oddali.
Prawie trzy godziny szaleństwa.
Marszu w nieznane, po znakach, przed siebie, z górki, pod górkę i wzdłuż bagna.


Park krajobrazowy jak ze snu, 15 kilometrów od nas.
Zaopatrzeni jedynie w wodę, śmialiśmy się, że do wieczora możemy iść, ale potem trzebaby gdzieś zakotwiczyć i dobrze by było jednak nie na plaży.
Mijający nas rowerzyści radośnie nas pozdrawiali, co dawało nadzieję na dotarcie do cywilizacji... kiedyś.
Na koniec znaleźliśmy hotel dla owadów, co utwierdziło nas w przekonaniu, że jak komarom i osom buduje się domki, to i nas, w razie zagubienia, ktoś przygarnie :)


Tak Desper, mam ADHD, więc nie wytrzymałam długo zwisając z gałęzi z sercem bijącym 4 razy na minutę.

Mam nadzieję, że i Was ten długi weekend trochę dopieścił, bo mój się jeszcze nie kończy... ale o tym może później, a może wcale, wszystko w zależności od tego, w jakim stanie skupienia wrócimy :D

czwartek, 4 czerwca 2015

Leniwie, że ekhhh

Leniwie się wstało.
Śniadanie niespieszne, a po nim spacer.
Słońce świeci w twarz, jest dobrze.
Zaraz potem rozstanie, bo to wpisane w nasze życie jest jednak.
Obiad, co z tego, że samotny, ważne, że nadal leniwy.
I czytanie i herbata gorąca.
Muzyka sącząca się w tempie, jak wyżej.
Włosy schną same... eh, nie pamiętam, kiedy ostatnio miały ten komfort.
Leniwie piecze się ciasto drożdżowe z rabarbarem.
I jedzą się truskawki na kolację.
Leniwie, jak nigdy minął mi czwartek.
Dzięki Ci Boże, za Boże Ciało.