wtorek, 30 czerwca 2015

Z pamiętnika grubasa, podróżnika, imprezowicza albo jakoś tak :D

Eeee, nie będzie pamiętnika grubasa, bo grubasa już nie ma.
Po 47 dniach pilnowania nakazów i zakazów ubyło mnie 6 (sześć) kilogramów.
To rozsądny wynik.
Przybyło mi ciuchów, gdyż nagle mam do dypozycji te, OKtórychMogłamZapomniećNaZawsze.
Kilka mi ubyło.
Spadają  mi z d... moje ulubione jeansy.
Wysuszę je w suszarce, może jeszcze je uratuję.
Mimo jadania w różnych dziwnych miejscach z McDonaldsem włącznie, tydzień i tak zakończyłam na minusie.
 Ostatni tydzień bowiem był dziwny.
Podróż sentymentalna mieszała się w nim z nowością jaką jest możliwość dotknięcia świata sztuki naszego Dziecka i serią imprez z cyklu 'jak dobrze was widzieć'.
Jak rozpakuję torby i odkopię aparat, może pokażę Wam to, co ustrzeliło jego oko.

Teraz idę odpocząć, poczytać, ochłonąć i poczekać na telefon od Młodej, która właśnie leci z Londynu z walizką pełną opowieści.
Pięknie jest spełniać swoje marzenia, jeszcze piękniej jest spełnić je własnemu Dziecku.

18 komentarzy:

  1. SZEŚĆ kilogramów w niecałe dwa miesiące?!... GRATULUJĘ!!! i poproszę o zdradzenie przepisu... :))))
    a spełnianie marzeń... dobrze, że chociaż niektórym jest dane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma przepisu. Jest, wyznaczone przez siłę fachową, precyzyjne zapotrzebowanie kaloryczne i się tego trzymanie jest też, uczciwie, jak nigdy wcześniej. Nie ma umartwiania się, jest czasem picie wina i jedzenie słodyczy też i nagroda... w każdą niedzielę po ważeniu :) A jeżeli chodzi o spełnianie marzeń... Młodej, prawie, jak mnie :D

      Usuń
    2. ja także na takiej diecie i też mam podobne efekty 3 mies. - 10 kg i też bez umartwiania się - to działą

      Usuń
    3. Oj działa, działa. Powodzenie w walce :)

      Usuń
  2. brzmi fantastycznie! czekam na więcej relacji z tego niesamowitego tygodnia :)
    i gratuluję dotrzymania rygorów diety :********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relacja będzie... później, a rygor? Nie nazwałabym tego tak, jest luzik i sama przyjemniść, a zaprzyjaźniona pani doktor bardzo mnie pochwaliła :D

      Usuń
  3. Co się stało? Jesteś chora?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale, że minus sześć- to chora? :D Chora to ja jestem na głowę, że pozwoliłam sobie przytyć :D :D :D

      Usuń
  4. Gratulacje - już wiem , gdzie przyszło Twoje sześć kilogramów!!:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie przeszło, proszę mnie w to nie mieszać, to nie ja jestem winna :D

      Usuń
  5. Gratulacje! 6 kilo to świetny wynik. U mnie na razie 4,5m z tendencją spadkową. Dałam sobie trochę więcej czasu, żeby nie było to chudnięcie zbyt gwałtowne, co odczułam po pierwszych 4 kg. Za mną sześć tygodni. Przede mną całe życie w mniejszych ciuchach, bo też już mnie ubyło.
    Ale u mnie to jeszcze nie czas na podsumowania.
    Ciesz się zmianą, rozkoszuj wspomnieniami i przeżyciami.
    Gratuluję z całą mocą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chudnę zgodnie z planem siły fachowej, nie wolno mi zrzucić więcej, niż kilogram tygodniowo i tego się trzymam. To jeszcze nie koniec, ale jako, że również intensywniej się ruszam, przybywa mi masy mięśniowej i to akceptuję w pełni. Bawię się tak, jak mi polecono i cieszę się efektami. Jeszcze nigdy chudnięcie nie było tak łatwe i tak skuteczne. Fajnie jest mieć mądrych byłych uczniów :) Trzymam kciuki za Ciebie Iwuś, a Ty trzymaj za mnie :*

      Usuń
  6. 6 kg w półtora miesiąca? To nie za dość? Ja się na odchudzaniu nie bardzo znam, ale to chyba bardzo dużo. Ale skoro dobrze się czujesz znaczy, że jest dobrze.
    Spełniać marzenia swoich dzieci to jedno z największych szczęść.
    zante

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się nie znam, ale ktoś kontroluje, żeby nie stała mi się krzywda. Kilogram tygodniowo to rozsądny wynik. Tak ma być :D

      Usuń
    2. No to już nie marudzę i przyłączam się do gromkich braw! :):):)

      Usuń
  7. Dreamu, potrafisz zaciekawić...
    czekam na ciąg dalszy :-)

    OdpowiedzUsuń