wtorek, 28 lipca 2015

Nowa fascynacja?

Laptok mi pada.
Nie mam już do niego cierpliwości i dlatego nie bywam. Przepraszam.
W biurze nie chce mi się siedzieć, gdyż w perspektywie mam spędzenie tam następnych dziesięciu miesięcy ciurem.
Do końca sierpnia zatem zajmuję się własną d...
To dziwny stan.
Mam czas dla siebie, na czytanie, gotowanie, trening.
O tak, trening.
Podobno potrzeba 30-tu dni, żeby wyrobić w sobie nawyk.
Mój jest już starym, 75-cio dniowym, nawykiem.
Jest mi z nim dobrze.
Początkowo musiałam, teraz chcę.
Na liczniku (stan z niedzieli) mam minus (MINUS!!!) osiem kilogramów.
Nie obyło się bez kryzysu.
Kryzys musi być, to normalne, tak usłyszałam.
Ogólnie jednak idzie gładko.
Doszłam ostatnio do wniosku, że skoro mam być zdrowsza i lżejsza, nie mogę być ciągle wkur... zaczęłam zatem szukać słodyczy, które nie zaburzą sposobu mojego odżywiania.
I znalazłam.
Wegańskie.
Teraz do przymiotników lżejsza i, mam nadzieję, zdrowsza  mogę dodać jeszcze jeden: szczęśliwa, gdyż ja jednak lubię słodycze i wcale nie zamierzam z nich rezygnować.
Oraz nie myślałam, że to kiedyś powiem:

Dbanie o siebie może być lekkie, łatwe i przyjemne, a nawet fascynujące...




...czego i Wam życzę, wracając do 'Kąpania Lwa' z Jonathanem Carrollem.

wtorek, 21 lipca 2015

Weekend w strugach deszczu skończył się...

... w poniedziałek wieczorem.

- Jedźmy gdzieś!- rzucił Ted- mam wolną niedzielę i poniedziałek.
- Jedźmy!- podjęłam tę grę.
Szybkie decyzje zapadły i destynacją okazał się Poznań, gdyż tam, w tym roku, wakacje (z racji obowiązków 'służbowych' ;) spędza Młoda.
- Hej, mam dla Was niespodziankę- wieczorem do telefonu zaćwierkała Młoda- będę w domu na weekend.
- Weź sobie tu coś zaplanuj- jęknął Ted.
- Słuchajcie, szykuje się piękny weekend, może byście wpadli do nas, zrobimy grilka, posiedzimy, pogadamy- zaraz potem, z  propozycją zadzwoniła Tedowa Bratowa, czym wydatnie poprawiła mu nastrój.
- Jasne- ucieszył się, żądny podróży.
I pojechał. Pojechaliśmy.
W strugach deszczu, z wichurą szalejącą nad głową i w korku po horyzont, bo wszyscy wiali znad morza, gdzie pieprz rośnie.
Potem jednak było już tylko przyjemnie, strugi deszczu się wyczerpały, a my jedliśmy borówki, maliny, porzeczki wszelkiej barwy i włóczyliśmy się po alejkach, na błoniach, leniwie popijając kawę i piwko.

I jeszcze zostało nam to



Było tego tyle, że udało nam się obdarować kilka osób ;)


P.S.
Frau masz u mnie zimne lody nad zimnym morzem :*

niedziela, 12 lipca 2015

Small talk wieczorny

Sobota, późny wieczór.
Ted po pracy, zmęczony usiadł na sofie.
Zamknął oczy i odetchnął głęboko.
Pogłaskałam go w swoim stylu.
- Nikt tak nie głaszcze, jak ty- westchnął.
- Ej, a kto cię jeszcze głaszcze?
Uniesiona jedna powieka...
- Nie spier... tego momentu.

Mistrz nastroju, prawda? :D

czwartek, 9 lipca 2015

Small talk

Teda wyraźnie cieszy mój upór w dążeniu do utraty zbędnych kilogramów.
Już mówi o dumie.
Wczoraj zaczęłam zaczepnie:

- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że jestem gruba, jak krowa?
- Mówiłem, że może powinnaś uprawiać jakiś sport.
- Za delikatny byłeś.