poniedziałek, 21 września 2015

Podsumowując epitetem pierwszy tydzień pracy...

... mogę tylko napisać 'kurwa mać'.
Przez pierwsze dwa tygodnie września misternie układałam plan zajęć.
Przychodząc w poniedziałek do pracy, nie miałam już planu.
Jakiś idiota (gdyż od uczniów dowiedziałam się, ze Pani A.D., która zwykle układała plan jest na urlopie zdrowotnym) w renomowanym liceum zabłądził w rubryczkach i piąty, tak PIĄTY, raz zmienia plan.
W piątek nie miałam w planie żadnych zajęć z jedną maturzystką rozszerzoną, a dzisiaj od rana nie mam z następną. Ja wiem, że trudno jest ułożyć taki plan, ale może trzeba było zacząć w połowie sierpnia, dzisiaj już by działał. Przecież te dzieciaki maja też szkoły muzyczne, zajęcia sportowe i inne zajęcia, których terminy również trzeba dopracować.

- Pani Dreamu- dzwoni jedna mamusia- dlaczego moja córka dostała się do słabszej grupy na angielskim?
- No i co ja mam odpowiedzieć?
Może kurwa za dużo ma zajęć i pisała test w biegu, bo pędziła na kształcenie słuchu w szkole muzycznej, do której chodzi realizując pani chore ambicje? Z najlepiej poinformowanego źródła wiem, że nienawidzi grać na flecie, bo marzyła o fortepianie. Może rozdrabnianie się na chemię, matematykę i taniec to dla niej zwyczajnie za dużo? Czasem ze zmęczenia płacze i nie jestem w stanie prowadzić zajęć, ale jak mówię, że zadzwonię i porozmawiam z mamą, prosi, żeby tego nie robić.

Ludzie, jeżeli Wasze dzieci chodzą na zajęcia dodatkowe, upewnijcie się, że realizują swoje pasje, a nie Wasze ambicje!!!

I żeby nie siać defetyzmu...
Pierwszy tydzień pracy utwierdził mnie w przekonaniu, że zmiana sposobu odżywiania, to już nie tylko kaprys, to nawyk. Powrót do pracy nic nie zmienił ani w rytmie dnia, ani treningu.
Jest dobrze oraz jestem z siebie dumna.
Dobrze jest do tego stopnia, że żakiety, w których pracowałam jeszcze w czerwcu muszę zostawić w szafie, gdyż wyglądam w nich jak mały powstaniec.
Moja koleżanka na fb napisała ostatnio, że jak w nic się nie mieści, kupuje nowe ciuchy.
Ja też muszę, ale wolę w ten sposób ;)

13 komentarzy:

  1. To ilu Ty się kilogramów pozbyłaś? Mały powstaniec mnie rozwalił ;-))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. epitet nie rokuje ;-)

    natomiast
    zmiana ciuchów... bardzo :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Generalnie to kurwa mać. Niekoniecznie jako komentarz do Twojego tekstu. Tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być bez defetyzmu ;D

      Usuń
    2. Toteż jest bez. Wyraziłam tylko realną, obiektywną, adekwatną do rzeczywistości ocenę tejże.

      Usuń
  4. taaaa podpisuje sie czterema kopytami...

    OdpowiedzUsuń
  5. Podkreślone to święte słowa. Ciekawe czy taki rodzic choć raz pomyślał, że w przyszłości dziecko niekoniecznie będzie mu wdzięczne za rozciąganie doby i spełnianie cudzych marzeń...

    OdpowiedzUsuń
  6. Taki jestem z Ciebie dumny Myshu! Radzisz sobie w szkole i z własną sylewtką - byle tak dalej :D

    U mnie też sporo się dzieje ostatnio i nie mam pojęcia co z tego będzie... Zechcesz mi towarzyszyć na "nowej ścieżce", którą od jakiegoś czasu podążam? https://zyciecelta.wordpress.com/2015/09/24/nowa-sciezka/

    Ściskam Cię serdecznie! Pozdrówka dla Teda i Kitki ;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana! Już kiedyś pisałam, że Cie podziwiam, oraz, że chciałabym, żebyś uczyła Gzuba?Wiem, że to niemożliwe, ale za marzenia nie karają;))(nie poprawiać!)
    Poza tym zaimponowałaś mi i osiem kg, które mi dały sterydy postanowiłam tez puścić w niebyt - żebym nie wyglądała jak ludzik michelin;) - się pochwalę -skasowałam 3 kg:)))
    Buziole

    OdpowiedzUsuń
  8. Współczuję tym dzieciakom, pewnie nie wyobrażają sobie, żeby odmówić rodzicom...
    Dopasowanie nowego sposobu odżywiania do pracy to kolejne wyzwanie, u mnie przy pracy u klienta nie zawsze możliwe do wykonania, ale przez większość dni absolutnie wykonalne. Gratuluję, że Ty zmieniasz żakiety, bo na Tobie wiszą.
    Ostatnio też zaliczyłam gigantyczne porządki i chyba jeszcze nie wszystko wyrzuciłam, ale najpierw muszę dokupić trochę nowych rzeczy, żeby się poczuć jeszcze lepiej.

    OdpowiedzUsuń