niedziela, 7 lutego 2016

Bezrefleksyjni?

- Mamo, ten semestr tak nas wykończył, że każdy podupadł na zdrowiu- powiedziała ostatnio Młoda- i posypały się informacje, ten cierpi na zapalenie tego, tamta tamtego, ten ma depresję, tamta ataki paniki...- szczerze mówiąc dziwię się, że ja jestem jedynie wyczerpana.
- Ktoś oprócz ciebie się uchował?- pytam zdziwiona, że Młoda jeszcze nie padła na zapalenie oskrzeli, bo tak kiedyś reagowała na stres.
- Mateusz- słyszę natychmiastowa odpowiedź- on jest jakimś fenomenem, wiesz? Jest poukładany, że aż strach. Przed szkołą siłownia, squash, wieczorem basen. O 9:00 smoothie, potem lekka zupa, wszystko na czas, z zegarkiem. Nie ma opcji, żeby się z czymś spóźnił, gdzieś zawalił, trzeba zapierniczać, to on zapiernicza. Nie chcę go oceniać, ale wygląda na to, że bez refleksji jest łatwiej.

Czy bez refleksji?
Ja też ostatnio działam jak automat.
Dzień dobry. Śniadanie, zakupy, przygotowanie obiadu. Praca, przerwa na obiad, praca c.d. Kolacja. Trening. Powrót Teda. Dobranoc.

Czy w tak ułożonym dniu jest czas na refleksję?

Tak, tyle, że nie ma czasu na pierdoły:
Na jęczenie, że ciężko i źle.
Że ktoś ma mnie w dupie.
Jak to będzie, jak nowa miotła zamiecie wszystko.

Jest czas na marzenia, jak to będzie, jak zwolnię.
Jak będzie pięknie i co fajnego zrobię w sobotę.
Jakie zioła i kwiaty posadzę wiosną.
Kiedy i dokąd pojedziemy razem na urlop.

Nie mam czasu na dzierganie chust i szali.
Nikt w tym sezonie nie dostał ode mnie nic własnoręcznego.
Nie mam czasu na pisanie i odpowiadanie na komentarze, co pozbawia tlenu mojego bloga.
Mam jednak chwilę na odkrywanie nieodkrytego.
Potrafię takie rzeczy, o jakie się nie podejrzewałam.
Może nawet o tym kiedyś napiszę.
Działa to na korzyść moją i mojej rodziny.
Nawet Ted, ku mojemu zaskoczeniu, podchwycił tę grę.

Refleksja w takim kieracie przychodzi w międzyczasie.
Muszę być dla siebie dobra, jeżeli mam tak jeszcze chwilę pociągnąć.
Muszę zdrowo się odżywiać i uprawiać sport.
Muszę się wysypiać.
Muszę nauczyć się inaczej odpoczywać.

I tak oto refleksja dotyczy tylko mnie.
Ale to dobra refleksja.
Kiedyś na starym blogu miałam w ramce taki cytat: 'zanim otoczę się murem, muszę zdecydować, co zostawiam wewnątrz, a od czego się odgradzam'.

Mateusz nie jest bezrefleksyjny.
On zdecydował.
Ja też.


13 komentarzy:

  1. A co to jest ten tam, o 9.00? Pani, ja z prowincji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki koktail z sezonowych owoców zmiksowanych na papkę, dopełniony czymś wrednie zdrowym :)

      Usuń
    2. O. Z owoców brzmi dobrze. A to wrednie zdrowe, to co jest?

      Usuń
    3. Zielona herbata, mleko kokosowe, migdałowe, herbatki owocowe (byle nie czarna), ziołowe i inne takie okropności, plus imbir, cynamon oraz inne skarby. Może być zwykła woda też :D

      Usuń
    4. Łojezu.
      A na cóż to paskudzić owoce takimi syfami?!

      Usuń
    5. Po pierwsze dlatego, że to jest modne, a po drugie dlatego, że podobno zdrowe. Piszę 'podobno', ponieważ nie doprawiam dobrego lepszym, więc organoleptycznie tego faktu nie stwierdziłam :D Nie, no świeży imbir dodaję do koktailu z cytrusów, jak jestem przeziębiona i to akurat działa.

      Usuń
  2. zapierniczanie od rana do nocy i jeszcze w nocy, wyjazdy na festiwale, taniec, bieganie, siłownia, basen, zmeczenie i zakwasy ...ale gdy sie zatrzymałam, bo byłam zmuszona to odkryłam, wiele nowych rzeczy i że wszystko będzie nadal działac beze mnie i już nie miałam takiej spinki w dupie po powrocie a wyprowadzka na wieś pozwoliła złapać równowagę... ja jednak nie potrafię tak żyć z zegarkiem w ręku )))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam wyboru T. Jak się pracuje od i do z kalendarzem w tle, samo tak wychodzi. Przed szaleństwem ratują mnie weekendy, ferie i wakacje.

      Usuń
  3. ... ale wygląda na to, że bez refleksji jest łatwiej... - ma rację. Bez refleksji ( tych negatywnych) jest o wiele łatwiej. Cały dzień mam wypełniony z zegarkiem w ręku, ale tylko dlatego, aby znaleźć czas na to, co lubię i co sprawia mi przyjemność, dodaje skrzydeł, uczy. Od jakiegoś czasu przewartościowałam swoje życie. Uświadomiłam sobie,że świat beze mnie się nie zawali, więc pewne sprawy mogę odpuścić - debilne imprezy, głupie konkursy itp... wyścig do nie wiadomo czego za nic.... Niechaj inni biegną. Ja teraz chcę robić to, co mnie się podoba i tak, jak mnie się podoba. Wówczas refleksje są bardzo pozytywne.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pokładzie witamy kolejną odważną, która wybrała :)

      Usuń
  4. Slowem: nic nie musze, wszystko moge!
    Witaj w klubie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak do końca, muszę robić różne rzeczy, pracować na ten przykład muszę, ale poza pracą to ja wybieram czym się przejmuję :)

      Usuń
    2. Oczywiscie, ze musisz pracowac, ale czy to nie jest tak, ze praca sprawia Ci radoche i nie musisz udowadniac roznych glupot? Czy jeszcze musisz?

      Usuń