wtorek, 29 marca 2016

Jestem kobietą czyli zakupy

Od miesiąca szukam sukienki.
Jedyna, która mi się podobała była od tego tam, z dziwnym imieniem i po przecenie kosztowała tyle, co pół, średniej klasy, samochodu. Przepraszam, ale nie!
Koniec końców kupiłam (tak, tak, przewidziałam to jeszcze przed wyjazdem do P.) garnitur. Jest genialny, wyglądam w nim świetnie,(matko, powiedziałam to !) do niego mam cudne szpilki i od dzisiaj bluzka, w odjechanym kolorze, dopełnia całości.
Aż tu nagle, w drodze do domu zobaczyłam w sklepie sukienkę. Czarno-białą. Leżała idealnie, podkreślała to, co trzeba i wyglądała bajecznie. Pewnie bym ją kupiła, bo mam też żakiet w podobnym stylu, gdyby nie to, że na zakupach byłam z Młodą.

Stoję więc w przymierzalni, jestem sobie zadowolona a ona na to:
- Podobasz się sobie?
- Chyba tak. Sukienka dobrze leży. Żakiet mam, buty też się znajdą. Jest dobrze.
- No nie do końca- wali między oczy Panna Czepialska.
- A co tobie się nie podoba?- pytam zaczepnie.
- Ma niezły krój, ale to nie wszystko, wiesz co o tobie mówi?
- ??? - w odpowiedzi unoszę brew zdziwiona, że kiecka, którą mam na sobie od trzech minut, już jej zdążyła coś o mnie nagadać.
- Mówi 'jestem kobietą ale chyba nie wiem, dlatego pokażę ci jaka jestem zgrabna, a że może jestem też dziewczyną, to dla zabawy sobie na niej pierdyknę motylki'. Nie kupuję tej ściemy. Zdejmujemy to.
Nie przegadasz projektanta, a jak do tego jest on socjologiem, to umarł w butach.
Dobrze, że byłam z Młodą, bo gdybym ją kupiła, wdziała na tę ważną imprezę, a ona sprzedałaby mi tę opowieść o motylkach przed wydarzeniem, wypaliłyby mi france znamię na d... :)

Jak tam po świętach?
Żyjecie?
Czas wrócić do normalnego odżywiania i treningu.
Od jutra koniec z sernikami i mazurkami.
Dobrze, że już po... :)


czwartek, 24 marca 2016

Zmasowany atak

... wiosny sprawił, że bezczelnie oraz nie bacząc na piętrzące się setki rzeczy do zrobienia, poszłam na spacer.
Szłam sobie gapiąc się na wystawy sklepowe, zające w nich i kurczaki, piórka i bukszpany i było mi zupełnie fajnie.
Nie pamiętam, kiedy w środku dnia miałam czas na taką rundkę.
Od jutra zabiorę się za przygotowanie świąt.
Będzie szybko i bez napinki.
Nie zamierzam szaleć, gdyż imperatyw...
I dlatego mam brudne okna i firanki nieuprane, Trochę kurzu tu i tam i dobry nastrój.
Posprzątam, jak mnie najdzie chęć.
Święta najdą mnie zaraz dlatego, żeby nie ucierpieli na tym moi bliscy, zrobię coś pysznego do jedzenia, zadbam o stół i siebie i... mam zamiar cieszyć się czasem wiosny, świąt i odpoczynku.

Życzę Wam Kochani spokoju, dobroci i pięknie spędzonego świątecznego czasu.

Znikam bo przyjeżdża Młoda i mamy zamiar dobrze się bawić, czego i Wam życzę.

poniedziałek, 21 marca 2016

Small talk w drodze

- Dlaczego przedtem jechałeś 120, jak mogłeś 140, a teraz 140, kiedy możesz 120?
- Bo tu mam z górki.

Pokrętna jest logika faceta.
Nie tylko my, kobiety, jesteśmy nierozsądne i nielogiczne.

poniedziałek, 14 marca 2016

Jakośtak nieświątecznie, niewiosennie, nijaaak...

- Zaraz święta- rzucił luźno Ted.
- No i... - dopomniałam się o ciąg dalszy wypowiedzi.
- Nic, trzeba pomyśleć o menu, bo muszę dobrać wino.
- Upiekę wam kaczkę, więc dobieraj do kaczki, ale będzie też indyk, żebym i ja przeżyła, Młoda zrobi pisanki, coś tam sklecimy na śniadanie, upiekę wam mazurka, sernik i białą kiełbasę
To tyle w kwestii świąt.
Nie mam siły na porządki.
Nie mam pomysłu na dekoracje.
Nie ma wiosny jeszcze.

Milczę, bo nie mam ochoty wdawać się w pyskówki polityczne.
Patrzę i opada mi wszystko.
No niby to wiek, ale nie tylko jednak.

Paulinka na zajęciach wymachuje nogami, radośnie brudząc ścianę.
- Niech pani popatrzy, jakie piękne, złote!- woła- Mama przywiozła mi z Nowego Jorku!
No co ja mam powiedzieć? Identyczne widziałam w 'żółtej stopie' na wystawie (gdyż z natury nie wchodzę do środka), za 29,99.
- Mam nowy głośnik- jara się Duży- jak wali basem na korytarzu w szkole, to z gabinetu wyłania się Dyr,
Nowe telefony lądują na stole, za każdym razem, kiedy jest się czym pochwalić, są i próby z tabletami i ski passami po powrocie z nart w Alpach. Gonię, jak Burka każdego, kto szpanuje. Na blacie stoją pojemniki z długopisami, ołówkami, gumkami, z boku kredki i flamastry. Targowisko próżności nie u mnie.

I tak sobie dochodzę z wolna do wniosku, że to, co gdzieś kiedyś przeczytałam to prawda święta jest.

Kiedyś ludzi kochało się lub szanowało, a rzeczy się używało, dzisiaj popierdoliły pomyliły się definicje zdecydowanej większości. Dlatego mamy to, co mamy, a patrząc na tych, co po nas, nie mam już na nic nadziei i nawet nadchodząca Wielkanoc tego nie zmieni, chociaż podobno to właśnie takie święto...

czwartek, 10 marca 2016

To z kim śpisz...

definiuje również ciebie- cisnęło mnie się do twarzy rzez cały czas rozmowy z Małgą.
Małga nie dzwoni, nie ma już czasu.
Jak rozstała się się z facetem, jak ten ją, z przeproszeniem, walił po rogach znała adres, numer telefonu, pamiętała, gdzie pocieszają płaczących.
Teraz ma nowego męża, nowy dom i w dupie.
Gdyby nie miała interesu, nie odezwałaby się.
Miała.
Nie spodziewała się.
Zakpiłam z niej, zamykając jej usta.
Zrobiłam to bez satysfakcji, na pełnej obojętności.
W końcówce, jakże krótkiej rozmowy, padło imię obecnego dostarczyciela kasy.
- Wiesz, jesteśmy dorośli, nie mogę brać odpowiedzialności za to, co mówi on- broniła się żałośnie.
O tym, jak bardzo mi lata, niech świadczy fakt, że nie podjęłam tematu.
Wiem jedno, gdyby mój nowy mąż obraził moich wieloletnich znajomych, zareagowałabym dosyć ostro.
No ale to przecież on jest dostarczycielem kasy na konto, trzeba stać u jego boku w milczeniu, bez względu na okoliczności.
To z kim śpisz, definiuje również ciebie, dziewczyno.
Z przyjemnością nie wypiję już z tobą żadnej kawy, a moje ciasto drożdżowe może ci się ewentualnie przyśnić.

Nie tylko dzieciakom zacierają się wartości.

niedziela, 6 marca 2016

Ciąg dalszy bajki o...

Dawno, dawno temu- czyż nie tak powinna zaczynać się bajka?
Dawno, dawno temu, kiedy po ziemi chodziły jeszcze dinozaury, albo Mojżesz, jak kto woli, Rodzice nauczyli nas co jest ważne, a co najważniejsze, co można olać, a czego nigdy, przenigdy nie należy.
Rodzice nauczyli się tego od Dziadków, a Dziadkowie od swoich Rodziców. Potem, z nieznanych nikomu przyczyn, a w zasadzie, za sprawą tego, co życie miało nam ułatwić, łańcuszek przekazu został przerwany.
Teraz ważne jest to, żeby na portalu społecznościowym wylansować się przed hotelem na Kanarach, przed nową furą, jachtem, w hipsterskiej knajpie, albo chociaż pochwalić eko-śniadankiem i treningiem z trenerem personalnym. Ważna jest kasa, kasa, kasa, a potem lans i... chwilami tlen. Taki sam wzór Rodzic-Lanser przekazał swoim potomkom. Dlatego też selfie w kiblu stało się tak samo ważne, jak zaliczenie sprawdzianu z matmy, tyle, że selfie robi się o własnych siłach, a sprawdzian zalicza na ściągach. Liczy się efekt, wrażenie, liczy się cel, nie droga, nie powód, dla którego w nią bezrefleksyjnie rusza stado... Wszyscy lezą, co co tak sam tu będę siedział?

Bajka jest o miękkiej fai.
Faja okazała się dzieckiem Rodziców-Lanserów.
W międzyczasie Ktoś (wiem kto, bo mnie o tym fakcie uprzejmie poinformował) napisał pod moim tekstem 'przyznaj się tchórzu, bo przez Ciebie nie będzie Wielkiej Bitwy'. Chciał się nawet podpisać, ten ma jaja, faja, przeczytała i nic.
Nie zaskoczyło mnie to.
W poniedziałek w miejscu, gdzie pojawiają się wszystkie ogłoszenia ogólne powieszę kartkę z tekstem:
'W związku z tym, że twórca "dzieła" nie miał odwagi się do niego przyznać, z przykrością informujemy, że zmuszeni jesteśmy odwołać czerwcową Wielka Bitwę.'
Padło pytanie co będzie, jeżeli faja przyzna się po terminie.
Już nic.
Faja miała czas do piątku. Ament.
Jeżeli rodzice moich uczniów nakładając na nich karę, zapominają o tym po dwóch dniach, to ich problem. Ja OBIECAŁAM i DOTRZYMAM SŁOWA. Obiecuję rzeczy dobre i pamiętam, dlaczego miałabym zapomnieć o karze?
Konsekwencja- tego też nauczyli mnie Rodzice i Dziadkowie.
Trzeba umieć przyjąć na klatę odpowiedzialność za własne czyny.
Wiem, że faja się tego nie nauczy i zapomni o tym najszybciej z nich wszystkich, ale jeżeli coś zrozumie chociaż jeden z nich, będę wygrana.

wtorek, 1 marca 2016

Marzec...

zaczął się, kuźwa, z przytupem.
Akcję zapoczątkowała mama Kuby smsem 'Kuba jest chory, nie będzie go dzisiaj'.
Potem posypały się kolejne i z dziewięciu zaplanowanych na dzisiaj godzin zostały mi CZTERY.

Zimo, zdecyduj się kurwa, póki jeszcze trwasz w kalendarzu!
Przyjdź, pierdolnij i wybij wiruchy, bo się wszyscy wykończymy!
Błagam!!!

Zośka przyszła w czwartek chora.
- Co ty tu robisz Zosiu, przecież ty nie wiesz, jak się nazywasz- ja jej na powitanie.
- Mama mówi, że mam nie udawać, tylko wziąć się w garść- Zofia na swoją obronę.

W poniedziałek na zajęciach nie było kilku dzieciaków z klasy Zośki, wszyscy padli powaleni grypą.
Werka, jedna z niewielu jeszcze walczących, radośnie mi obwieściła:
- Wie pani, że Zosia w weekend wylądowała w szpitalu? Od piątku miała 40 stopni gorączki.

Patrzcie Państwo, jak się dziewczyna zapędziła w udawanie.
Głupota niektórych ludzi odbiera mi wiarę... we wszystko i nadzieję... na cokolwiek.