środa, 15 czerwca 2016

O uropie słów kilka

Bycie wrednym kapitalistą ma swoje dobre strony.
Nie mam szefa.
Sama sobie jestem sterem i tymi innymi do kompletu.
Ja decyduję z kim i za ile pracuję.
Ale kiedy przychodzi do planowania urlopu, pogodzenie pracy Teda z jego kapitalistycznym ogródkiem, który nie może leżeć odłogiem, i moich obowiązków, kurwica mnie bierze jasna.
I tak, z zaplanowanych dwóch tygodni, zrobił się jeden, a wieści z ostatniej chwili ćwierkają coś o pięciu dniach.
Mam z tego powodu, i kilku innych też, ciśnienie tysiącpięćset na stodziewięćset i w perspektywie duuuuużo wolnego czasu na przemyślenia wszelakie.
Jestem przekonana, że osiągnę pierdolone zen, jeżeli wcześniej nie trafi mnie szlag jasny.
Siedzę w necie i szukam alternatywy dla wyjazdu w góry, bo przecież nie mam czasu bujać się przez kraj nasz piękny, marnując jeden z tych pięciu dni na dojazd i kolejny, na powrót.
Nic mi nie przychodzi do głowy.
Zostaniemy w domu i będziemy chodzili na plażę, jak turyści, jadali rybki na promenadzie, lansowali się pośród gawiedzi i zachwycali się zachodami słońca.
Jesoo!!!
Jakieś pomysły???
I nie zakładajcie, że będzie ładna pogoda, bo z moim szczęściem...

35 komentarzy:

  1. A samolotem w te gory?
    Np do Rzeszowa a potem autem w Bieszczady?
    Albo do Krakowa i w Tatry?
    Albo do Wroclawia i Karkonosze?

    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mieszkam w takim miejscu, gdzie gołębie zawracają, jaki samolot??? :D

      Usuń
  2. Zamień się! Góry mam o rzut beretem, a żadna to dla mnie atrakcja, bo jestem wodolubna, płaskolubna i góronielubna. A w życiu już tak jest, że nawet kiedy mam z górki, to mam pod górkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na też zwykle mam pod górkę, chociaż mieszkam na płaskim. Woda jest OK, wykańcza mnie ten północny gnojek, który sprawia, że jak wszędzie jest 40 stopni, u nas jest 20 :(

      Usuń
    2. To tym bardziej ZAMIEŃ SIĘ!!! Odkąd zrobiło się ciepło, już mam permanentne bóle głowy i ogólnochujowe samopoczucie!

      Usuń
    3. Ja też mam ogólnochujowe i musiałabym zamienić się na życie, bo na pięć dni nie zauważę zmiany :(

      Usuń
    4. Gdybyś się zamieniła na życie, to też nie zauważyłabyś zmiany - ja wyjeżdżam w tym roku na CZTERY dni.

      Usuń
    5. To mnie wcale nie pociesza :(

      Usuń
    6. I tu się z Tobą zgodzę w całej rozciągłości: mnie też nie pociesz!

      Usuń
  3. do Zakopanego nie radzę...my razem jeździmy na Mazury, na 7-8 dni. popływać i pobyć sami ze sobą i z przyrodą, wyciszyć się i być. ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daleko trochę te Mazury, wiesz, że ja w samym kącie, wszędzie mam kuźwa daleko :(

      Usuń
  4. generalnie należę do osób niesamowicie spokojnych , ale mnie by trafił szlak i mały szlaczek .U mnie kilka lat temu był podobny problem (aż na samo wspomnienie mną targa).Mowę końcową miałam ja a brzmiała owa tak : Wędek nie bierzemy ,bo czasu nie będzie na siedzenie z patykami w takim układzie !!!!! Albo jadę w pinechę sama!!!!!!!!!!!
    udało mi się wyżebrać niecałe dwa tygodnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa tygodnie to luksus, którego ostatnio dostąpiliśmy ze cztery lata temu :(

      Usuń
  5. Nie mam pojęcia, gdzie mieszkasz, więc trudno mi coś zaproponować, aby była jakaś odmiana. Mówisz o spacerze po promenadzie - czy mieszkasz nad morzem? Jeśli tak, ja na Twoim miejscu nigdzie bym się nie wybierał, tylko łaził po promenadzie z cudowną świadomością, że niczego nie muszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkam w kurorcie, nad morzem i chodzenie po promenadzie dla mnie, to jak dla Ciebie codzienne oglądanie koziołków :( Sorki.

      Usuń
    2. W takim razie, proponuję zerwanie z rutyną i cywilizacją - jedźcie na biwak nad jezioro. Namiot, grill, ewentualnie ognisko.

      Usuń
    3. Bardzo poważnie rozważam tę opcję :)

      Usuń
    4. Tylko wytłumacz Tedowi, że pod namiot bierze się piwo i nalewki, a nie wino. Taka to już świecka tradycja - znaczy, że jak nam wezmą furę, to muszą nam oddać samolot, czy jakoś tak.

      Usuń
  6. Mazury kochana... Mazury Wam zostały...
    Dobrego czasu :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em, co Ty miałaś z geografii? :) Toż to drugi koniec Polski dla mnie :(

      Usuń
  7. Znajoma była w sanatorium w Połczynie Zdroju. Może pójdź w tym kierunku? Jakieś uzdrowisko w pobliżu, ale w głębi lądu? Las, ścieżki do spacerów z kijami, może spa, inhalacje dla Twoich zatok (z odpowiednim olejkiem na przykład, niektóre mają baseny, choć pewnie bardziej rekreacyjne. Może w pobliżu jezioro. Jeśli uzdrowisko to też knajpki, coś do potańczenia, itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukam czegoś w okolicy, ale nadal mi terminy pływają, nie mogę zatem zrobić rezerwacji :(

      Usuń
  8. serdeczne dzięki , ja jestem zreperowana i ja krewna jestem Tobie Dream przysługę

    macham - Dośka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak się cieszę :D

      Usuń
  9. Nie mam żadnych rad, bo i tak teraz widzę tylko jedno: PLAŻA... Pełen restart, szum fal, piski mew. No i oczywiście "Gooootooowany bóóóóób!" tudzież inna kukurydza ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plaża i restart to dla mnie niestety nie są synonimy. Plaża tu jest w standardzie i dzięki temu wieje mi północny, a przez gnojka ciągle choruję :(

      Usuń
  10. O urlopie w tym roku nawet nie myślę, bo czas remontu to nie jest czas na urlop. Jeśli pojeździmy gdzieś po okolicy na rowerach to będzie wszystko... Ale i tak się cieszę, że ten dom zaczyna być coraz ładniejszy. Jakoś ten urlop sobie biorę po dzień-dwa w tzw. międzyczasie. To nie rada, to moje podejście po prostu.
    Uściski! I zen życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień-dwa jest OK, jak się urlop miało w ubiegłym roku, ale jak on był cztery lata temu, chciałoby się gdzieś usiąść i odetchnąć chwilę dłużej :)

      Usuń
    2. A to zdecydowanie trzeba wyjechać, my mieliśmy urlop w ubiegłym roku, a teraz nowy dom, to nie jest dobry moment na wyjazdy i wydatki. Ale po 4 latach to już absolutnie trzeba wyjechać!

      Usuń
  11. z całego ❤ życzę Ci zen ☺
    a także
    zapraszam do wro ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdę czas na Wro, to i do Karpacza dojadę :D

      Usuń
  12. A rozpatrywałaś właśnie daleko? Jakiś last minute? W Grecji będziecie za 2 godziny. Albo Ty sama poleć, zamiast siedzieć i wypracowywać w sobie zen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Grecji będę za 2 godziny do Poznania dojadę po 3, już już jest pięć ;( Sama nie zamierzam nigdzie jechać, mijamy się w życiu, urlop ma być razem, choćby 5 dni!

      Usuń
    2. Się nieporozumienie zrobiło. Ja rozumiałam, ze Ty masz 2 tygodnie urlopu, ale tylko 5 dni ma równocześnie Ted. Więc z Tedem 5 dni, a reszta Twojego urlopu w Grecji

      Usuń
    3. Ja mam wakacje... w pracy, ale mogę dostosować grafik. Pięć dni Teda to przegięcie, niestety.

      Usuń