poniedziałek, 5 grudnia 2016

Blink

Jak ostatnio mrugnęłam- był piątek i kończyłam pracę.
Dzisiaj, poobijana weekendowym galopem, przeciągnęłam się i, z bólem dupy oraz innych części ciała, poszłam do pracy.
Co to się kuźwa wydarzyło i dlaczego tak szybko przemknęło?
Sama zastanawiam się, dlaczego  ja to jeszcze lubię.
Co mnie gna?
Jak długo jeszcze tak pociągnę?

Ludzie biegali po dużym mieście w poszukiwaniu prezentów.
Pili kawę pierniczkową, kupowali ciasteczka korzenne.
Jesooo.

Dlaczego my biegliśmy pod prąd?
Dlaczego nie było zakupów?
Dlaczego zamiast przedświątecznie zwolnić, my zawodowo przyspieszamy?
Przecież bardziej się nie da.

Teraz siedzę w pracy i marzę.
Od 27 grudnia do 1 stycznia będę miała wolne.
Skończy się świąteczna zadyma, zamknę drzwi, zrobię sobie kawę, obłożę się książkami i nie odbiorę żadnego telefonu.

Taaaaa
Marzenia, dobra rzecz.

Na moim nieistniejącym adwentowym wieńcu nie zapłonęła już  druga świeca.
Jest plan, żeby Wigilia dobyła się zgodnie wyznaczoną datą, ale nikt sobie za to ręki nie da obciąć.

5 komentarzy:

  1. W sumie... co za różnica? Z wigilią czy bez... jednakowa chujnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarno po Twojej stronie Frau. Jest jakaś iskierka nadziei, że nie jest tak źle? Na świętach świat się nie kończy, może znajdziesz coś innego, co Cię uśmiechnie?

      Usuń
  2. hmmm i ja się zastanawiam czemu pod koniec roku, kiedy człowiek raczej wykonczony z każdej strony, czemu własnie wtedy musi przyspieszać?? nienawidze tego, zamiast cię cieszyć przygotowaniami do swiąt, zamiast się delektować...
    zamiast. i jeszcze same święta bywaja dość stresujące, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku mam takich Gości, którzy robią różnicę. Poruszają się po kuchni w moim rytmie, przywożą żarło swoje- pyszne. Nie będzie stresująco, gdyż MatkaZ przy nich nie śmie... :D Ten wir, w którym się znaleźliśmy trzeba przeczekać, bo, wbrew pozorom, dobrym wirem jest :D

      Usuń