środa, 25 stycznia 2017

Kiedy On spotkał Ją...

zawirował świat.
On miał za sobą wieloletni związek, który zakończył się z hukiem.
Ona wybierała, przebierała i w efekcie końcowym została sama.
On- zapatrzony w nią, jak w obraz nie widzi, że 'trochę' nim manipuluje.
Ona- przez wiele lat sama teraz myśli 'ja, mnie, dla mnie, ze mną'.
Wszystko miało więc być magiczne, jak z Jej marzeń.
Wspólne, romantyczne podróże, wicie pięknego gniazdka, najpiękniejszy ślub cywilny, a następnie Jego wyjazd, bo ktoś na to wszystko musiał zarobić.
Bardzo Go lubię, więc mam nadzieję, że się dotrą.
Los zaplanował dla nich szorstki start.
Pierwsza ciąża skończyła się za wcześnie, żeby uratować dziecko.
Potem był huczny ślub kościelny, gdyż magia musiała trwać.
Ona ostatnie cztery miesiące spędziła w szpitalu.
Żeby kolejne dziecko donosić.
Maleńtas  przyszła na świat wczoraj.
Z niewydolnością oddechową.
On siedzi przy inkubatorze i patrzy, jak Maleńtas walczy.
Ona leży i martwi się za oboje i chyba pierwszy raz nie jest gwiazdą swojego show.

 Kurcze, jeżeli ktoś z Was marzy o dziecku, nie czekajcie, aż przyjdzie czas idealny.
Nie czekajcie, aż ułoży się Wam kariera, zarobicie na nowy dom, większy samochód, kolejny wyjazd za granicę.

On ma 45 lat, Ona czterdziestkę.
Wszystko miało być idealnie, ale... natury nie oszukasz.
Siedzę teraz i myślę, że dobrze by było, żeby Maleńtas dała radę, bo w najlepszym razie będzie miała problemy z koncentracją, ADHD albo jakieś inne dysy...
O najgorszym razie nie chce nawet myśleć.
 

czwartek, 19 stycznia 2017

Poruszenie w mieście...

wśród pokolenia MatkiZ wywołał news, że do miasta z koncertem przyjeżdża Gwiazda.
Dama polskiej estrady.
Rzuciło się towarzystwo Seniorów do MDK-u, a tam spotkała ich niemiła niespodzianka.
Cena biletów.
MatkaZ i jej znajomi ze smutkiem odeszli od kas.
110 złotych za bilet przerosło ich możliwości.
Tu na scenę wkroczyły dzieci, czyli my.
Wykorzystaliśmy okazję, żeby Ich ucieszyć.
Bilety dostali w prezencie, pod choinkę.
Byli szczęśliwi.
Podekscytowani.
Do ubiegłego tygodnia, kiedy to Gwiazda odwołała koncert, z powodu tego, że nie sprzedała się cała sala.
Uprzedzano Gwiazdę, że bilety są za drogie, że ludzie tego nie kupią.
Nie uwierzyła.

Seniorzy posmutnieli.
Kasa zwróciła pieniądze.
Coś tam sobie kupią na pocieszenie.
My na otarcie łez wysyłamy ich na inny koncert.
Artyści Opery Kijowskiej przyjeżdżają z fragmentami najpopularniejszych spektakli.
Im się opłaca.

Gwiazda, bez mrugnięcia okiem olała tych, którzy kupili bilety.
Tyle, że to oni przez całe lata kupowali jej płyty, głosowali w plebiscytach, stali za nią murem.
Wiem ile za koncert biorą gwiazdy na topie.
Mój kumpel, grał kiedyś spektakl dla dwudziestu niedobitków, którzy przyszli- miasto dało dupy i nie zdążyło z reklamą.
To się nazywa szacunek dla widza.
Zagrałbym nawet dla pięciu- powiedział.

No tak, ale on nie jest przebrzmiałą Gwiazdą.

środa, 18 stycznia 2017

Co to się kuźwa porobiło...?

Oliwia jest mądrym, grzecznym dzieckiem.
Uczy się w szkole muzycznej.
Jest uzdolniona plastycznie.
Uczy się języka obcego... u nas.

Tobiasz jest młodszym bratem Aleksandry, naszej wieloletniej uczennicy.
Aleksandra jest fajną, emocjonalną jednostką.
Tobiasz jest emocjonalny do kwadratu.
Zdolny do bólu, zupełnie w siebie nie wierzy.

Obojgu przydarzył się wybuch...
Emocji.
Nadmiernych.
Ona, doprowadzona na zajęcia przez papę frustrata, nie wytrzymała i popłynęły łzy i słowa.
Co trzeba zrobić dziecku, żeby pod adresem ojca wykrzykiwało epitety w stylu 'chory człowiek, powinien się leczyć, oszołom, wariat, obciach roku'?
Po tym, jak dała upust emocjom, zjadła pół kilograma czekolady, dała sobie wytłumaczyć, że wybuchy taty nie są jej winą, nie są mierzone w nią, tata, jak się uspokoi nie pamięta, co wykrzykiwał w złości, to tata ma problem, to on musi się leczyć.
Uff.
On, nie przyjął na klatę prawdy, że nie przygotował się do zajęć i poprawa to 72 rzeczowniki, które trzeba napisać. Wszyscy byli winni, że nie umiał, nawet koledzy, którzy dzielnie ponosili konsekwencje swojego lenistwa. Usłyszałam, że to moja wina, nie jestem sprawiedliwa, on się stara, a ja nawet nie ruszyłam głową, żeby to zauważyć, jest najgorszy w szkole, w domu, w rodzinie, życie jest do dupy, nie wytrze nosa, bo nie, nie uspokoi się, bo to i tak nic nie zmieni.
Nie dało się do niego dotrzeć. Nie mogłam go uspokoić, Sam się nakręcał. Koledzy patrzyli ze znakami zapytania w oczach.

On wyszedł trzaskając drzwiami.
Ona zapytała, czy jest jedyną, która odstawiła mi taka szopkę- uspokoiło ją to, że nie.
Gdybym spisała wszystko, co  wymyślili rodzice 'moim dzieciom' musiałbym wiać z miasta.

Jesteśmy pokręceni.
Wszyscy.
Nasze dzieci, w związku z naszym pokręceniem, potrzebują psychoterapii.
Albo będą potrzebowały w przyszłości.
Coś o tym wiem.

Bądźmy czujni.
Proszę.

niedziela, 15 stycznia 2017

Powiedz im...


Ludzie plują na WOŚP?
Naprawdę?
Niech staną przed ludźmi z tego filmu i powiedzą im, że WOŚP  to przekręt.
Niech im powiedzą, że nie dadzą ani grosza Owsiakowi.
Niech, widząc serduszko na sprzęcie ratującym życie, powiedzą lekarzowi 'o nie, tym sprzętem proszę nie ratować życia mojego dziecka, wnuka, ojca, babci...'.
Niech się odetną.
Zapieczeni w swoich ciasnych umysłach niech  nie patrzą do przodu, nie patrzą na boki.
To ich sprawa!
Dwadzieścia dwa lata temu Młoda, po bolesnym wyrwaniu Jej z mojego ciała, odzyskiwała równowagę w inkubatorze z serduszkiem.
Zawsze o tym będę pamiętała.
Grajmy, do końca świata...

piątek, 13 stycznia 2017

...

Ktoś mi wczoraj uratował dom.
Może nawet życie.
Banał?
Prawda.
Ktoś zadzwonił po Straż.
Silni i Profesjonalni wpadli ekipą.
Nie potrzebowali pomocy.
Wszystko trwało może godzinę.
Uratowali dom.
Nie zdążyli pomóc sąsiadowi.

Uczucie, które towarzyszyło nam ubranym, z kurtkami w rękach, czekającym na hasło 'zostać' lub 'opuścić' nie jest do opisania.

Nawet nie wiem, komu podziękować.
Silni i Profesjonalni nie czekali na 'dziękuję', my w szoku nawet nie wpadliśmy na to, żeby cokolwiek z siebie wydusić.

Dzisiaj zastanawiam się, czy to się naprawdę wydarzyło i tylko zapach spalenizny utwierdza mnie w przekonaniu, że tak.

środa, 11 stycznia 2017

Dary, dary, dary...

Trzej Królowie pojawili się u mnie z darami.
Przynieśli gorączkę, zapalenie zatok i zapalenie tchawicy :D
Nie ma, jak wejść w nowy rok z przytupem.
A takie miałam plany...
Ze wszystkich został mi kocyk, kubek herbaty i książka.
Tyle, że jakoś tak wszystko mnie uwierało, kuźwa.

W poniedziałek, cała przerażona, jak to będzie, gdyż z wolna traciłam głos, pojawiłam się w pracy.
Wirus dopadł nie tylko mnie, więc jakoś przeżyłam.
Ale we wtorek na dzień dobry wyskrzypiałam coś do Teda i wiedzieliśmy już, że jest żle.
Po konsultacji z... farmaceutami rodzinnymi na blacie w kuchni stanął antybiotyk.
Już wziąć, czy jeszcze się wstrzymać, krążyło wokół pytanie.
Moje proletariackie serce wrzeszczało 'Nie brać!!!', ale rozum mówił 'Nie dasz rady bez niego'.

W grupę wariatów na pewnym portalu rzuciłam żałosne 'Ratunku!'
W odpowiedzi przyszły różne odpowiedzi z propozycją konsumpcji główki czosnku włącznie. O propozycjach kogla-mogla na czerwonym winie i rozpędzaniu widma innymi mocnymi trunkami nawet nie wspominam.
Były też propozycje poważne, ale jedna, dziwna bardzo, okazała się być godną przetestowania i dzisiaj oto brzmię prawie normalnie, gotowa do nękania młodocianych adeptów sztuki konwersacji w języku obcym, zachodnim.


Więc (mam w dupie to, że od więc nie zaczyna się zdania, bo to, co po więc jest ważne i mam nadzieję, komuś się kiedyś przyda), jeżeli dopadnie Was kiedyś ABG (absolutni brak głosu), bierzecie gar (duży), wypełniacie go wodą, ale nie na chybił-nalał. Na każdy litr wody dodajecie doń 2 łyżki sody oczyszczanej i gotujecie tak, że po szybach w kuchni spływa woda. Siedzicie w tej kąpieli parowej 2 godziny (ja siedziałam przez całą 'Tłumaczkę') i na drugi dzień już prawie swoim głosem mówcie światu, radosne, 'dzień dobry'.

Zatem do darów Trzech Króli ja dodaję przepis, jak odzyskać głos, który zaginął.
Howgh!

niedziela, 1 stycznia 2017

Na ten Nowy Rok

Podczas, gdy moi rodacy oddawali się totalnej głupawce jedzenia, picia i wystrzeliwania w kosmos średniej krajowej, ja dokończyłam swoją pracę, zrobiłam (ostatni w starym roku) trening, wzięłam długą kąpiel, przygotowałam deskę serów i otworzyłam alzackiego gewurztraminera, którego sama, świadomie wybrałam (to w ramach uczenia się nowych rzeczy).
Ostatnią godzinę roku spędziłam z Rodziną i Przyjaciółmi. Mimo, że fizycznie sama, Ted jak zwykle był w pracy, ani na moment nie czułam się samotna.

Kochani, nie ma w tym nic odkrywczego, świat ma nas w dupie, dlatego też my musimy zadbać o siebie. W Nowym Roku bądźmy dla siebie  dobrzy. Nie liczmy na innych, sami dla siebie bądźmy dobrzy. Odżywiajmy się zdrowo, pijmy dużo wody, uprawiajmy sport, wysypiajmy się, odpoczywajmy, kiedy to możliwe, oddawajmy się swoim pasjom, słuchajmy dobrej muzy, czytajmy dobre książki, uczmy się nowych rzeczy, a od czasu do czasu, bądźmy też dobrzy dla innych.

Na Nowy Rok, tradycyjnie już, nie mam postanowień... no, oprócz pozbycia się tego kilograma, który zarobiłam w trakcie świąt i po nich, dojadając, żeby się nie zmarnowało :D

Na podsumowanie 2016 jeszcze przyjdzie czas.
Dzisiaj, pod kocykiem zbieram siły, żeby od jutra zacząć pracę.
Ojesoo, jak mi się nie chce, cytując klasyka jednak 'nie chcem, ale muszem'.

I jeszcze muza, piękna, Na Ten Nowy Rok z płyty, którą sama sobie kupiłam poświątecznie, w ramach bycia dobrą dla siebie, czego w Wam życzę, Howgh!