poniedziałek, 6 lutego 2017

Przypadki MatkiZ

czyli, żebyście sobie nie myśleli, że nam jest tak łatwo lekko i przyjemnie.
U MatkiZ wykryto.
Matka wie, co wykryto, że jest to śmiertelne oraz niech nikt jej nie śmie mówić, jak to leczyć, bo ona wie, że grozi jej operacja na otwartym sercu.

- Możesz rozmawiać- rzuca do słuchawki wiedząc,  że nie.
- Pracuję, więc nie bardzo, oddzwonię, jak skończę- ja jej na to.
- To ci tylko szybko powiem, za mam tętniaka na aorcie. (Ona mi szybko powie, że ma TĘTNIAKA NA AORCIE  i pozwoli mi dalej KURWA  spokojnie pracować!!!)
- Widziałam opis USG, konsultowaliśmy go z Margo, to jest dopiero podejrzenie. Takie schodzenie potwierdza się, albo wyklucza badaniem TK z kontrastem, mamo- uspokajam, jak mogę.
- Ja już wiem, że to JEST TĘTNIAK!!!- to już raczej ryk szarżującego bawołu, niż słaby głosik ciężko chorej, starszej pani. W tym momencie do biura wchodzi Ted i z dziką radością obwieszczam mu, że dzwoni jego mamusia, a ja nie bardzo mogę rozmawiać... I przekazuję słuchawkę.

Potem był tomograf z kontrastem i z kompletem dokumentów panowie Ted i Zibi zawieźli mamusię do kardiochirurga, który potwierdził wstępną diagnozę, ale absolutnie nie zamierzał jej operować.
Tętniak... tętniaczek jest za mały, oczywiście mama ma się oszczędzać, ale bez przesady.
Nie, nie... to nie koniec.
Wczoraj z zupełnie innego końca Polski dzwoni kuzyn Teda.
- Jak ciocia po operacji?- wali wprost.
- Po jakiej operacji?- pyta zbaraniały Ted.
- No kuzynka Jola,  powiedziała cioci Zdzisi, że CiociaZ miała w czwartek operację na otwartym sercu.
- Ben, to była wizyta w poradni kardiochirurgicznej- Ted powstrzymał galopujące konie Bena, cioci i kuzynki aż zazgrzytało.
Nie wiem, co MatkaZ opowiada i komu, latając po mieście.
Wiem czego nie robi.
Zamiast samej przeprowadzać sobie operację na otwartym sercu, zajęłaby się dietą, ruchem i rehabilitacją.
Jej dieta to hasło odwieczne 'ja lubię ziemniaczki i chlebek', mam 155 wzrostu i ważę 80kg.
Bolą mnie kolana, mam wieńcówkę, nadciśnienie i Parkinsona, ale  nie będę się rehabilitowała, bo mnie to boli.
Jak padnę, będę miała w dupie, kto będzie dźwigał moją zacną... bo przecież ktoś musi i nie będzie to Zibi, bo przecież on mieszka w dużym mieście.

I co ja mam teraz napisać?
Jak dobrze, że jest instytucja tętniaka???


8 komentarzy:

  1. Raczej jakiz blogoslawiony ten tetniak, a Matka Z moze teraz skupiac uwage na sobie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój teść na to zmarł, ale nie zdążyłem nawet go poznać, więc nie będę udawał, że wiem, co to takiego. Wiem jedynie, że to poważna sprawa, więc rozumiem panikę. Fakt, że teraz trzeba będzie się nad nią użalać o wiele staranniej i dokładniej - żadnego odwalania pańszczyzny w biegu - ale ja mam to samo (tj. skłonności do użalania się nad sobą, nie tętniaka), więc doskonale ją rozumiem. Nie ma jak sobie dobrze ponarzekać. Śmiem twierdzić nawet, że jestem w tym od niej lepszy!
    Ja też lubię chleb (świeży razowy - mniam!) i też trudno byłoby mi z niego zrezygnować. Ale przecież nie trzeba jeść całego bochenka na raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, trzeba, oraz kilogram ziemniaków :D

      Usuń
  3. Smiech przez lzy... Lzy ze smiechu.... No sama nie wiem, jakbym zareagowala?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie opadły ręce, zaraz potem, jak mi przeszedł wqoorw, bo wiem, co nas teraz czeka. Na szczęście mam tyle pracy, że nie mam czasu użalać się nawet nad sobą, a co dopiero nad mamusią ;D

      Usuń
  4. tak tak hmmm ekh ...
    jakby znam sytuację z ta różnica, ze Matkajadwiga dba o siebie !! bardzo i na szczęście. jednak wiem, ze jak sie cos pojawi, to będzie tragedia grecka, załamka, psychiatra, depresja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychiatra to dla mnie, bo mamusia potrafi doprowadzić mnie do zenitu jednym słowem(Ted zapalony w bojach już się nie daje), a potem przez kolejne kilka godzin próbuję osiągnąć zen :D Dlatego (w akcie obrony przed czarną magią) już u niej nie bywam.

      Usuń