niedziela, 23 lipca 2017

Są na tym świecie rzeczy...

których nie można kupić- śpiewał kiedyś Stanisław Soyka.
Nic się w tym względzie nie zmieniło.
I nie mam tu na myśli sytuacji politycznej w kraju... chociaż może też.
Nie można kupić rozumu.
'Mózgi są fajne- mówił w którejś książce mistrza Terrego Igor- byłoby dobrze, gdyby każdy mógł jeden mieć'.
A jeszcze, gdyby zechciał używać, byłoby idealnie.

Piątek- urodziny MatkiZ- ona ma gości, ja zapierdol. Jest źle, baaaardzo źle. Nie podałam lodów. Goście byli bliscy pawia, więc nie podałam, ale zrobiłam źle, a fe!
- Zosia, czy ja dobrze wyglądam?- pyta jeszcze przed imprezą Brzydka Siostra.
- Bardzo dobrze - odpowiada MatkaZ, żeby w dniu następnym z błotem zmieszać Cioteczkę i jej wdzianko.

Sobota- godzina 19.
-Dreamu mamy problem- wali do telefonu bez pardonu- Irenie za głęboko do ucha wpadła gumowa zatyczka od aparatu słuchowego i nie możemy jej wyjąć.
Nie zastanawiałam się ani chwili. Złapałam kurtkę i parasol i popędziłam na ratunek Cioci.
Co zastałam po przyjściu? Rozorane ucho przerażonej Cioci i zdenerwowaną MatkęZ, bo przecież to wszystko przez Irenę! Mamusia, posiadaczka Parkinsona próbowała wyjąć żelowego grzybka pęsetą, a jak jej nie wyszło, postanowiła wydłubać go... grubą igłą do cerowania!!!
Jakaż była niepocieszona, kiedy oświadczyłam, że nie zamierzam grzebać Cioci w uchu ani igłą, ani nitką i proponuję wizytę u fachowców. Powiem więcej, ona myślała, że ja zostanę z nią w domu, bo przecież ona się tak zdenerwowała, a Ciotka z buta do szpitala pójdzie sama.

Niedziela- rocznica śmierci Wujka. Ciocia zamówiła mszę, a po niej zaprosiła znajomych na śniadanie. Uwielbiam ją za to, że z bomby zakłada, że 8:30 w niedzielę, to zły moment na umawianie się z nami na cokolwiek, czyli, że nas tam nie było... i może dobrze, bo musiałabym palnąć MatkęZ w (przepraszam za kolokwializm) pysk.
Wiedziała, co zrobiła wczoraj. Z SORu wróciłyśmy z Ciocią po 22, z antybiotykiem do ucha, po 'chirurgicznej' interwencji MamusiZ, gdyby zatem dzisiaj nie skierowała torów rozmowy na inne tematy, byłaby 'gwiazdą' tego śniadania.
Otóż 'Irena nigdy jej nie zapraszała, kiedyś nawet zostawiła ją samą na święta, nie szanuje jej jako siostry, a Wujek to kiedyś jej powiedział cośtam i jeszczecośinnego, a kiedyś to śmiał zwrócić uwagę jej wnuczkom (jak mieszały mu łapą w talerzu- sama to pamiętam)'.
Matka snuła swoje opowieści do 12, a potem poleciała na drugą mszę za ofiary wypadku pod Grenoble (nikt z jej znajomych w nim nie zginął, więc nie mam pojęcia po jaką cholerę, ale jestem pewna, że była przekonana o swojej zajebistości).
Skąd ja to wiem?
Po południu wpadła do mnie Ciocia, przyniosła 'trochę przysmaków, żeby nas też ugościć'.
Miała ręce opuszczone do podłogi, zero nadziei w oczach.
Szła do MatkiZ.
Po co?
Nie wiem.
Ja od dłuższego już czasu ograniczam wizyty do minimum.
Chociaż wiem.
Jak nie przyjdzie, Matka nagada się bardziej, niż, jak przyjdzie.

Ted mnie kiedyś uprzedzał...
Nie wierzyłam, że można być aż tak głupim, wrednym, dwulicowym, popieprzonym- niepotrzebne skreślić, albo wszystko naraz.
Po każdej takiej akcji odszczekuję.
Dzisiaj też.
Hau- kurwa mać- hau!
Chyba wolałabym, żeby MatkaZ była fanką PIS i papy Rydzyka.

piątek, 14 lipca 2017

Wróciłam i... odpoczywam 😉


Gdybym po powrocie z urlopu musiała natychmiast iść do pracy, marne byłyby jej efekty.
Wróciliśmy zmęczeni, wyczerpani nawet... ale szczęśliwi.
Pierwszy raz od kilku lat nasz wyjazd nie miał nic wspólnego z pracą.
Pani, która w drodze powrotnej odezwała się z zamówieniem na nowy kurs, była jedyną, która zakłóciła nasz spokój.

Co robiliśmy?
Wszystko to, czego nie robiliśmy od lat.
Uprawialiśmy turystykę górską i gastronomiczną.
Wyrastaliśmy, gdzie nas nie posiali i testowaliśmy nasze buty.
Nie pamiętam, kto pytał, w jakich butach chodzimy po górach, ale mogę odpowiedzieć, że buty hi-tec nas nie zawiodły. Gorąco polecam piechurom.
Ted zabrał mnie też w podróż sentymentalną, ale o tym jeszcze napiszę.
Teraz sadzę kwiaty na balkonie, gotuję bób, kiszę ogórki i jem truskawki.
Odpoczywam po urlopie 😉