I cóż z tego, że to piękne zjawisko, zwłaszcza o zachodzie słońca, skoro nie mogliśmy dzisiaj cieszyć się fajnym dniem na tarasie.
No nic, jutro podobno ma być już lepiej.
Wygrzewanie się na słońcu było planem na ten weekend w związku z popsutym kolankiem Teda. Męczy się chłopak już od jakiegoś czasu. Nie bardzo pomagają leki przeciwzapalne, we wtorek ma usg i dowiemy się co nawywijał. Niby wiemy, bo jesienią przydzwonił tym kolanem, aż mu się ciemno w oczach zrobiło, ale potem kolano wróciło do normy. Do czasu. Kolano podobno nie wybacza kontuzji. Odezwało się miesiąc temu torbielą Bakera. Leki i lekka rehabilitacja nie bardzo pomogły, trzeba zatem zajrzeć do środka i to nastąpi we wtorek. A potem ma być lepiej, bo na Wielkanoc jedziemy do Polski. Mamy gości. Jest plan, żeby było super, więc uprasza się o niebolenie i niepsucie planów.
A jutro, taras, muffiny z borówkami, kawa, koty, psy i luz w rajtuzach, bez smogu z Afryki bardzo proszę.
Pięknej niedzieli Dziewczyny i Chłopaki🥂 Świętujcież, jak lubicie, albo wręcz przeciwnie😀
pięknej niedzieli Wam na tarasie, bez pyłu, za to z muffinami :-***
OdpowiedzUsuńTy miałaś pył z Afryki, a moja Mama miała wiatr. Pojechała na tydzień, wypoczęła, meczet i piramidy zobaczyła, ale wiało gorzej niż w Kieleckiem podobno :D Współczuję Tedowi kontuzji :( Fingers crossed za zdrówko!
OdpowiedzUsuńU nas była kiedyś zima w pyle. Znad Sahary, bo jakieś okropne burze tam szalały. I na zwałach śniegu leżało coś w rodzaju żółtego cukru pudru.
OdpowiedzUsuń