Siedzę sobie w ogrodzie i mam widok. Wszyscy jeszcze śpią, więc widok jest tylko mój. Piję wodę i napawam się ciszą. Gdzieś cyka świerszcz, śpiewa radosny ptaszek, poza tym spokój.
W nocy przyjechaliśmy do Polski. Marzyliśmy tylko o prysznicu i długim, niczym niezmąconym śnie, ale nic z tego. Weszliśmy do domku, gdzieś w Karkonoszach i naszym oczom ukazał się obrazek, który zdecydowanie oznaczał, że znowu zostałam wkręcona. Przy stole, o 2:30 grając w karty siedzieli jacyś ludzie. Nie, nie pomyliłam domków. Tak, to byli CI ludzie, z którymi warto spędzić czas. NAJWAŻNIEJSI.
Jak szliśmy spać, było już jasno. Nic nie szkodzi. Kiedyś odeśpimy. Dzisiaj, jak oni się tylko podniosą, poświętujemy życie, zrobimy grilla, wypijemy wino, pogramy w planszówki i będziemy znowu gadali do świtu. Nawet nie marzyłam o takim początku urlopu.
Widoku nie zobaczycie, bo blogger znowu nie wpuszcza mnie do galerii. Jak z odmętów bagażnika odkopię tablet, to wrzucę, ale to się może dzisiaj nie zdarzyć.
Dzisiaj wydarza się tu i teraz.
:-D no i to jest najlepszy początek wakacji....gdzie niedaleko karpacza i na nas czekała taka ekipa...
OdpowiedzUsuńOdpoczywaj, chłoń, delektuj się, wchłaniaj. A kiedy góry??
Dzisiaj😀
UsuńA ja mam ostatnio natężenie Dobra, tylko Blogspot nie wpuszcza komentarzy... Ale może się uda :) Zapraszam!
OdpowiedzUsuńNo patrz, a ja bym Ci chętnie zabrał część tego widoku! No, ale skoro jest Tylko Twój...
OdpowiedzUsuńJa urlop rozpoczynam w niedzielę. Mam nadzieję na choćby krótką wycieczkę nad stawę Młyn.
Będzie, będzie. Mam nadzieję, że będziesz miał pogodę. Bo jak jest mokro i zimno, to tu jest bardziej😉
Usuń