Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

środa, 27 maja 2026

Kryzys i uważność

 Złapałam kryzys, jak dzwon. Bo jak tu nie mieć kryzysu, kiedy robisz shoarmę z frytkami, sosem czosnkowym i surówką z młodej kapusty, a potem z szafki wyjmujesz sucharki, odliczasz stosowną porcję i zjadasz ‚ze smakiem’?

Wiem, ja znowu o żarciu, probiotykach i tym czego nie mogę, ale muszę się wygadać, żeby to z siebie wyrzucić i nie narobić głupstw. Od dwóch dni nie biorę żadnego probiotyku. Zmiotło mnie w poniedziałek, tym razem bez powodu. Nie zjadłam w weekend niczego, co miało mi prawo zaszkodzić, a jednak… Od poniedziałku jest red day, czyli odstawiamy probiotyki i przechodzimy na sucharki. Dzisiaj zjadłam pierwsze, w miarę normalne 🤪 śniadanie. Może przy kolejnym posiłku, jak wszystko będzie ok, wezmę pierwszą dawkę proszku, wieczorem, może płyn. Wszystko zależy od tego, czy utrzymam śniadanie. 

Ja w sumie nie o tym chciałam, bo rzuciłam sobie wyzwanie. Wracam do analogu. Książka w papierze, muza z radia, wieczór na tarasie, bez Netfliksów i uważny spacer z psami. Każdy spacer to zabawa. Muszę znaleźć coś, czego wcześniej nie widziałam. Wydawało mi się, że to będzie trudne, bo po lesie łażę kilka razy dziennie. Otóż… nie było wcale. Bardzo się zdziwiłam, jak bezmyślnie, nieuważnie człapałam za Emmą, a przed Nelsonem i Fryckiem. Bo kot Fryniu chodzi z nami. Człapie z tyłu i miauczy. Muszę się zatrzymać, poczekać, pogłaskać i to daje mu motywację, żeby iść dalej, ale tylko do kolejnego zakrętu, a tam rytuał się powtarza. On gada, ja czekam, głaszczę i idziemy dalej. Na ostatniej prostej, kot ma już taką motywację, że pokazuje mi się w pełnym galopie po mchu. Nelson człapie leniwie, bo jest staruszkiem i mu gorąco, a żebrador, Emma idzie i zjada wszystko, co znajdzie, dlatego, jako jedyna jest na smyczy, oraz dlatego, że w lesie znowu pojawiły się mundżaki. Spotkałam jednego oko w oko… w odległości jakichś pięćdziesięciu metrów. Obie z Emmą byłyśmy tak zaskoczone, że stanęłyśmy jak wryte, Nelson też nie ruszył, Frynia o szarżę na mundżaka nie posądzam. Zanim Emma się otrząsnęła, Mister M obejrzał nas sobie i z godnością odszedł. Wyzwanie uważności sprawiło, że dowiedziałam się, jak daleko w las wrosły rododendrony, gdzie są fioletowe, gdzie czerwone i, że żółty już przekwitł. Które drzewa obrośnięte są bluszczem i gdzie przez drzewa najpiękniej przebija się słońce. Że zapach lasu zmienia się z zależności od pory dnia i pogody. Wczoraj wieczorem pachniało tak pięknie, że rozważałam przejście drugiej pętli. Wczoraj w ogóle był taki piękny wieczór, że w towarzystwie dwóch kotów, które o dziwo się nie pozabijały (BB jest małym, czarnym skurwielem, ale i tak ją lubię), i jednego psa, bo drugi nas olał i poszedł spać, siedzieliśmy na tarasie do północy. Lato w pełni, jak to w Belgii, w lipcu będzie 18 stopni i deszcz 😂

Wczoraj był Dzień Matki, smutno było mi jakoś, bo w radio ludzie dzwonili do mam i mówili im, że je kochają. To nie tak, że Dzieciaki na zadzwoniły. Oczywiście, że zadzwoniły, i wysłały Teda w tajemnicy po kwiaty. Ale to ja nie mogłam zadzwonić. Tyle się dzieje, tyle chciałabym Jej opowiedzieć… No nic, to pewnie pokłosie kryzysu. 

Idę się pozbierać… w pracy.


14 komentarzy:

  1. Mama z Tatą też nie mogli do swoich Mam zadzwonić. Odwiedzili je na cmentarzu...

    Tak bardzo, bardzo Ci współczuję tych perypetii zdrowotnych :* Trzymaj się jakoś! Dzisiaj w Sączu burza. A miał być Powrót do przyszłości w kinie... BUU! Trzymaj kciuki od niedzieli, a potem jeszcze 6 i 7 czerwca. Trzymaj mocno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam się Piter, ale wiesz, czasem opada mi wszystko, więc sobie pojęczałam😉 Trzymam za ciebie kciuki zawsze i wszędzie. Niech Ci się uda wszystko i jeszcze trochę🔥

      Usuń
  2. Czy może być coś lepszego na kryzys niż dwa psy, kot i droga w las? Przy takiej perpektywie nawet sucharki brzmią jak homar popijany szampanem. Analogowe życie polecam, już się nie zalogowuj do innych światów. Ja jeszcze jutro do pracki a później trzy dni laby a ponieważ zapowiadają niemal tropikalne upały to plany mam zacne, w piątek na ten przykład pojadę sobie na rowerze nad jezioro i będę się byczyć z książką a w przerwach łazić boso po łące. I chyba nawet na ten kontakt z trawą cieszę się bardziej niż na byczenie. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Mo, sucharki to sucharki, są nudne i smakują niczym, ale coś trzeba jeść, homara i szampana i tak bym nie mogła, bo ani do owoców morza, ani bąbli nie wolno mi się nawet zbliżać😉 Ale tak, las, psy i koty trochę rekompensują mi cierpienia kulinarno-smakowe.
      Jeżeli upały u Was będą takie, jak teraz u mnie, to bez wody i lasu będzie ciężko, dobrze więc, że masz już plan. Nie modyfikuj ❤️

      Usuń
  3. ooo jak ja dawno nie łaziłam po lesie...no pani, masz taki luksus każdego dnia i jęczysz?? będzie dobrze . powiadam ci. oraz czy ten kot drze sie tak jak nasz Maniek, czasem mam ochote go ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci proponuję, Ty sobie przypomnij, jak nie mogłaś nic jeść po operacji, bo nic się nie utrzymywało. Pamiętasz? To ja tak mam od lutego i nie zanosi się na zmianę. Więc tak, łażę po lesie ale jednak jęczę😉
      Oraz Fryniu się drze tylko na spacerach, jak za daleko mu uciekniemy oraz w krzakach, jak siedzimy na tarasie, a jego miejsce pod parasolką jest zajęte przez małą, czarną złośnicę😀

      Usuń
    2. no to fatalnie Dreamu , nie sądziłam , że aż tak fatalnie...współczuje. bardzo. i jak to od lutego? może jakiś specjalista? za chwile nic z ciebie nie zostanie...i nie ma sie co dziwić, że kryzys.
      nie daj się kryzysowi...a z drugiej strony to za długo trwa. przytulam Dreamu.

      Usuń
    3. Teatru sprawa wygląda tak, że odstawiam probiotyki i wszystko wraca do pozornej normy. Jem normalnie, mam HIT i nic się nie zmienia, albo biorę probiotyki, na klatę biorę, to, co się z nimi wiąże i leczę przyczynę HIT. Mogę jęczeć, ale nic lepszego nie mogę dla siebie zrobić, jak męczyć się dalej. Poza tym nie chudnę, schudłam 4 kg i to tyle, odżywiam się głównie węglowodanami, bo to akceptują moje jelita w trakcie transformacji, jak dojdę do pełnej dawki i wszystko będzie ok, mogę zacząć rozszerzać dietę, ale i tak bardzo wolno i oczywiście nie o produkty podbijające histaminę. Efekty powinny być widoczne po roku, może później. Nie przestanę, bo jak napisałam Nitowi, nie mam wyboru.

      Usuń
  4. Pisz, żal się, wylewaj smutek tutaj - po to jesteśmy! Kto ma Cię wysłuchać, jeśli nie my. Pomóc, nie pomożemy, ale może chociaż uda się pocieszyć?
    A organizm musi się pewnie nauczyć do zmiany. Nie znam się na tym za dobrze, ale każda zmiana diety powoduje cooś w rodzaju szoku. Przejdzie - i jeszcze będzie normalnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że organizm nie tyle uczy się, że następują zmiany, ile, że wraca do ustawień fabrycznych, czyli tego, jak funkcjonował przed wielkim bum. Masz rację, zrobiłam mu szok, u większości ludzi przystosowanie trwa tygodniami, u mnie zaś są to miesiące, ale to przeczekam, trochę nie mam wyboru. Dzięki za wyrozumiałość.

      Usuń
  5. Ja też częściowo na analog przeszedłem. Kupiłem magnetofon i uzbierałem małą kolekcję kaset. Daje to sporo radości i jeszcze kilka na pewno pozbieram. Bez netflixa się nie da - albo innego vod...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, nie da się, ale wraz z rosnącymi temperaturami zamieniam netflixa na siedzenie na tarasie, w towarzystwie jednego faceta, dwóch psów, dwóch kotów, które się nie lubią i książki.

      Usuń
  6. Ja w takich sytuacjach wyłączam radio. Nie chcę się katować, wiem że to byłby zły czas zatem wyłączam lub co najmniej przełączam stację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słucham zwykle stacji internetowych. Nie ma tam wiadomości i mam wpływ na muzykę.

      Usuń