Odnalazłam sobie notkę podsumowującą rok poprzedni.
Absolutny brak pokory!
Jakieś bzdury o kopaniu go w dupę i żeby nigdy nie wracał, gdyż ten, nowy, jako iż tak sobie winszuję, ma być lepszy.
Noooo, bezczelne żadania to i bezczelna odpowiedź...
Nie był.
Tyle tytułem podsumowań.
Ale jest kilka rzeczy za które muszę podziękować, gdyż 'dziekuję' trzeba umieć powiedzieć nawet przez łzy.
Jesteśmy razem (to jest chyba najcenniejsze, zwłaszcza w perspektywie kilkunastu ostatnich lat).
Jesteśmy zdrowi
Mamy pracę.
Mamy pasje (każdy swoją, a co, ale też wspólne).
Schudłam.
Młoda nam dorośleje.
Dobro do nas wraca od zupełnie innych ludzi, niż ci, którym je uczyniliśmy.
Mamy naszą magię, naszą muzykę, nasz kieliszek wina i nasz chleb.
Za to jestem wdzięczna 2012.
Dzięki niemu nauczyłam się czekać cierpliwie, nie obnosić się z rozgoryczeniem i mieć nadzieję, mimo wszystko.
Zmądrzałam?
Sie jeszcze zobaczy.
Czego bym chciała od 2013?
Obdaruj mnie zwyczajnie, jeżeli taka będzie Twoja wola:
Ulubioną piosenką z radia, świecącym słońcem z rana, różą z rękawa.
Jutro jest taki szczególny dzień.
Nie dlatego, że zmienia się kalendarz na ścianie, ale dlatego, że dawno, dawno temu dwójka idealistów ruszyła w jednym kierunku.
Dalej idą.
Czasem jest ciężko.
Ale trwają.
Dziękuję za te wszystkie lata...
Was Kochani na ten Nowy Rok zostawiam ze zdaniem Ivy B. Priest:
"Ziemia jest okrągła i miejsce, które wydaje się końcem, może okazać się początkiem".
Dobroci.Miłości.
Początku...
I jeszcze muza, bo to ważne.