czwartek, 3 stycznia 2013

Szczeniaczek oraz kasa czasem śmierdzi

Ten Nowy Rok przypomina mi szczeniaka.
Małe to, słodkie, ledwie łazi.
W pierwszym dniu pojadło, popiło, zwinęło się w kulkę i posapywało w kojcu, ale już w dniu następnym nabrało siły i energii do zabawy.
Pokąsało dłonie do krwi i wcale nie pociesza fakt, że zrobiło to zupełnie nieświadomie.
Jak będzie tak rosło i żarło, zeżre mnie już za kilka dni.
Od wczoraj boli mnie głowa... od myślenia i kombinowania.
Spotkałam wczoraj kumpla, a ten patrząc na moją minę, zapytał:
- Mało Happy jest ten New Year*, co?
- No kuźwa mało- ja mu na to- ale niech napierdala cegłówkami teraz, w połowie roku mu się skończą.

Oraz wpadłyśmy z Młodą na pomysł skąd wziąć kasę.
Oglądając wczoraj 'Surfera', a raczej reklamy w jego przerwie, zobaczyłyśmy jak bardzo przystojny pan w wieku Teda delektuje się kawą. Jako, że wszyscy wią, iż Ted ma 'medialną' twarz i całą resztę zarządziłyśmy:
- Sprzedamy gościa do reklamy.
- Kawy? - Młoda na to.
- Nie, no wina, na przykład ...(tu padła nazwa 'wiodącego' na polskim rynku sprzedawcy wina z Kalifornii, którego to Ten nie tknąłby nawet za dopłatą, definiując je jako popłuczyny z beczki)
- Zapytaj tatusia czy wystąpiłby w 'takiej' reklamie za sto tysi na przykład.
Idę do łazienki, gdzie goli się Ted:
- Kochanie wystąpiłbyś w reklamie... (tu pada ta nazwa, co to mam zakaz jej użycia, tfu, tfu) za sto tysięcy?
Ted, nie przestając się golić, pyta:
- Dolarów?

I jak go tu teraz przekonać, że wcale nie musi napić się tego wina, żeby się nim zachwycić, więcej nawet, nie musi go nawet powąchać?

I jeszcze muza, ku pokrzepieniu, gdyż mam nadzieję, że to się kiedyś skończy.

* Happy New Year czyli szczęśliwego Nowego Jorku- dla nieczytatych z przymrużeniem.

36 komentarzy:

  1. to się kiedyś skończy, bo wszystko się kończy, hmmm coś głęboko zabrzmiało.. chociaż ja osobiście wolałabym żeby coś jednak trwało.. ale chyba też się kończy.. no cóż life is brutal.. a show must go one.. czy jakoś tak.. noworoczne buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no wiem, że minie Jazzu, ale niech jeszcze da odetchnąć, czy jakoś tak ;o)))

      Usuń
    2. skopiemy mu zadek jak będzie bardzo upierdliwy oooooooo;-)

      Usuń
    3. Ja chyba nie jestem agresywna, wiesz? Nie może się odwalić bez kopania? :o)

      Usuń
    4. ależ ze mnie też uosobienie spokoju;-)a może , może? o?;-)

      Usuń
    5. Ja posiedzę i poczekam, nie mam siły nogi rozbujać, dobrze?

      Usuń
  2. o Dreamu, muza przednia, gdyż VooVoo kocham od dziecka:))
    i stanie się tak, jak gdyby nigdy nic:))
    na pewno!! cierpliwości kochana:))
    ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No toż jestem cierpliwa, już dwa lata czekam na fajerwerki grzecznie ;o) Ale jak piszesz, że na pewno, to czekam dalej ;o)))

      Usuń
  3. Kurdę, sprzedajna jestem... za sto tysi (złotych) mogłabym nawet Cavaliera w kartonie reklamować. Zwłaszcza, że żywię do niego ciepłe uczucia, jako że sporo się go wyłoiło swego czasu, w liceum, przed rockotekami ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Kendziu, z Tedem jest tak, że prywarnie i owszem 'Czar pegeeru' i 'Łzy Sołtysa', ale służbowo 'nie bardzo może i nie bardzo chce', że tak Janerką Lechem pojadę.

      Usuń
  4. Bo Ty się nie znasz na szczeniaczkach!! Jak zaczyna kąsać to trza komuś innemu na kolana go wsadzić, żeby pobawił go i przeczekać. A przy okazji sprzedania (!!) Teda to przypomniał się mi jedne dowcip
    *syn pyta ojca co to jest paranoja, ojciec pomyślał chwile i w te słowa do syna rzecze - synu zademonstruję na przykładzie
    -zwraca się więc z pytaniem do zony- żono czy za 100 dolarów poszłabyś z obcym facetem do łózka?? Phi za 100?? za 500!! to i owszem. No dobra
    -zwraca się do 18 letniej córki z pytaniem - córko czy za 1000 dolarów (stawka rośnie z wiadomych względów)poszłabyś z obcym facetem do łózka?? Phi za 5000 dolarów to i owszem. No dobra
    I widzisz synu to jest paranoja dwie k...y w domu i ani centa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam ten sam tyle, że chodzi o paradoks ;o))) A On nie pokazałby twarzy przy tamtem winie, gdyż to niestety nie jest wino w Jego pojęciu.

      Usuń
    2. No masz profesjonaliści, czasem to jest cholerna wada:)

      Usuń
    3. a to może reklamować, że i w postaci lewatywy nie traci smaku...będzie pokazywał twarz mniej rozpoznawalną. tyle, że pewnie i kasa będzie mniejsza

      Usuń
    4. Coś mi się wydaje, że doopę ceni równie bardzo :o) Nic co ma inicjały A.C. nie może reprezentować 'tego' wina ;o)

      Usuń
    5. Jednym słowem "tego" się nie da reklamować, nie powinno się reklamować, nawet oglądać nie wolno:) A doopę trzeba cenić, w końcu to swoja własna doopa:)

      Usuń
    6. Dokładnie tak, oraz zobacz moją odpowiedź dla Nitagera, tam jaśniej dlaczego NIE ;o)

      Usuń
  5. Myśl pozytywnie, myśl pozytywnie, myśl pozytywnie...
    Kurna. Jak mam Cię tego nauczyć?
    A szczeniaczka wytresuj :)
    Oraz wysyłam dobre myśli. Jakkolwiek idiotycznie to brzmi. Kumpeli nawciskałam kiedyś, że będzie miała swój dom, fajnego faceta i dzieci...I ma! A była w takim dole, że Rów Mariański to pikuś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natu, nie trzeba mnie uczyć pozytywnego myślenia, w końcu to ja wymyśliłam niejęczajting. Ja już zwyczajnie nie mam siły... Może za chwilę sobie przypomnę o co chodzi w tej zabawie.

      Usuń
    2. W takim razie trzymam kciuki:@@

      Usuń
  6. takich niesfornych i nieokiełznanych młodych trzeba po prostu wychować.
    No i trzeba zacząć wizualizować swoje marzenia, one wtedy się spełniają :)) Przynajmniej niektóre...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wizualizować mówisz Ewuś? Ale co? Mam tyły na wschód,zachód, północ i południe :o)

      Usuń
    2. no jak to co - marzenia właśnie. Marzysz na uspokojenie nerwów, na poprawienie nastroju, a one z wdzięczności Ci się spełniają :))
      Mnie przynajmniej się kilka spełniło, choć nie wiem, co by było, gdybym nie marzyła.... może nie zauważyłabym, że własnie się spełniają? :))))

      Usuń
    3. Zasada mówi, że trzeba się skoncentrować na jednym, tyle, że ja nie mogę, gdyż jak mi się spelni to, z południa, to z północy mnie zeżre, więc nie wiem o czym mam marzyć najpierw ;o) Gdyż jak marzę o wszystkim, to wychodzi nic.

      Usuń
    4. to podziel marzenia na wszystkich, zawsze trzy strony świata obstawione będą :)

      Usuń
  7. Widzę, że i u Ciebie ciąg parszywy się skończyć nie chce. Ja się uczepiłam optymizmu i nie puszczam, mimo tego, że ledwo żyję, a łeb mam jak stodoła od myślenia i kombinowania.
    Ale jakoś alternatywa skakania z dziesięciopiętrowca... mnie nie kręci :)))
    Nie ma wyjścia, trzeba walczyć :)
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skakanie nie wchodzi w grę, mus walczyć, masz rację, tylko, że chwilowo wymiękłam.

      Usuń
    2. No ze stali nie jesteś, ale spokojnie - wierzę, że się nam poukłada :)

      Usuń
    3. No to walisz solówkę, bo mnie chwilowo wiara wyparowała ;o)

      Usuń
  8. Po pierwsze kocham ten utwór ;-)
    Po drugie, niektórzy właśnie tacy są jak Ted i za to też Go szanujesz, więc nie czaruj Dreamu ;-)Nie wiem jak by Ci było gdybyś później patrzyła na tę reklamę wina (co to masz zakaz używania jego nazwy) z Tedem w roli gównej, oraz achwycającego się tymże. Se pomyśl ;-)
    Po trzecie ...włóż zbroję i poczekaj aż się wróg wypstrzyka z amunicji, a w połowie roku Ty przypuścisz atak!
    Może niekoniecznie mądre to jest, co napisałam, ale aktualnie również czuję się jak worek treningowy. Damy radę Dreamu, nie ma innej opcji!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziury mi się już porobiły we zbroi. Dlatego gram muzę i mam nadzieję. Oraz oczywiście nigdy bym Tedu nie zaproponowała reklamowania wina, którym gardzi, bo przecież On sam musi mieć pweność, że to, za co świeci twarzą, ludzie kupią i nie będą go 'serdecznie' pozdrawiać.

      Usuń
  9. hmmm no szekspirowski dylemat normalnie. rozdarcie.
    mnie się też ten nowy nie bardzo podoba powiem Ci D. ale jakoś się turlajmy... dalej, ściskam i ... dobra reklama nie jest zła))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to by musiała być rekalam jednej z Jego ulubionych winnic w Kalifornii ;o) ale te stać na Clooneya, a i tak nie muszą się reklamować ;o)))

      Usuń
  10. Jeszcze tak niedawno cieszyłaś się, że masz go na stałe, a już chciałabyś go sprzedać?
    A mówiąc poważnie, nie wiem, czy można utrzymac interes, koncentrując się tylko na jednej marce, czy jednym, określonym typie produktu. Niedaleko mojego osiedla jeszcze niedawno istniał tzw. "fajny sklep" - z najróżniejszymi gatunkami piwa. Wybór był naprawdę duży, ale brakowało jednego: tego zwykłego, przemysłowo trzaskanego piwska, którego pełno w każdej Biedronce, czy innym Tesco. Sklep padł, ku mojemu wielkiemu żalowi. Wnioskuję z tego, że jeśli ktoś chce zarabiać na handlu winem, niestety musi spuścić z tonu i sprzedawać RÓŻNE wina - włącznie z siarą i winem marki "Wino" - bo ono po prostu się sprzedaje. Mało tego - nawet, gdy skoncentrować się na winie, trzeba mieś na półkach popularne piwo i również mocne alkohole. Zważ, że nie każdy Polak ma tak wyrobiony smak jak Ted. Ja na przykład nie kupiłbym wina droższego niż jakieś 15, góra 20 PLN za butelkę, a i to od święta. Dlaczego? Bo i tak nie potrafiłbym go docenić! Zwyczajnie, szkoda go dla mnie. Mnie to z promocji w hipermarkecie, po 11,99, smakuje równie dobrze. A muszę Ci zdradzić, że wina piję dużo i w rodzinie jestem uważany za eksperta - niech to Ci uzmysłowi, jak w Polsce jest źle ze sztuką picia wina. Niedawno teściowa prosiła nas na obiad i, wiedząc, że u nas do mięsa pije się wino, pytała, jakie kupić: białe, czy czerwone. Gdy dowiedziała się, że czerwone, kupiła... czerwone Martini.
    Nie ma co liczyć na to, że w Polsce gwałtownie się to zmieni. Smakosz wina to w Polsce wciąż rzadkość, a ten ma już swoje ulubione gatunki i swoje źródła. Częścij można spotkać snoba, który pije dobre wino ze względu na markę, ale wlać mu do ładnej butelki wino z kartonika i sprzedać za 300 PLN, o będzie się nim zachwycał pod niebiosa. Niestety, to wprawdzie niszowa branża, ale niszowa nieprzypadkowo.
    Chciałbym się mylić, ale chyba bez zmiany sposobu myślenia, nie ma szans na sukces w tej branży. Wiem, że dla eksperta to bolesne, w 90% sprzedawać siarę, wódkę i piwo w puszkach, od czasu do czasu jedynie spotykając prawdziwego konesera win - ale chyba nie ma innej rady. Większość klientów nawet nie zrozumie, o czym on mówi, uzywając kiperskich określeń. Dla nich to po prostu "wino" - i tyle. A po co przepłacać, skoro to drogie to jakieś takie cierpkie, dziwne i nie wiadomo czym się ci ludzie zachwycają, a to tanie to chociaż słodkie jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Nit my zupełnie na zajmujemy się handlem winami. Nasza działalność jest stricte szkoleniowa. W prawym górnym rogu bloga w zakładce 'Wasz Ulublony Sommelier Zaprasza' masz link do naszej strony. Jak już się tem znajdziesz zjedź na dół i tam masz zakładkę 'blog'. Tam Ted pisze o winach. Jak popatrzysz jak i co pisze, zdasz sobie sprawę, że reklamowanie wina marki 'matkoboskocotojest' nie wchodzi w grę. Nie dlatego, że jest snobem, ale dlatego, że ucząc o dobrym winie nie można podawać za przykład siary. I chyba coś jest na rzeczy, jak tak sobie popatrzę na statystyki. Oczywiście grudzień był szaleństwem pod hasłem 'jakie wino do wigilii' i 'jakie wino na święta', ale dzisiaj też ludzie wchodzą, z zapytaniami 'komu pierwszemu nalać wino' i 'czym różni się szampan od wina musującego'. Dlatego wzięcie kieliszka i wystawienie twarzy do telewizora oraz powiedzenie 'mmmm to jest pyszne' wówczas gdy smakuje popłuczynami z wytłoczyn, ale Polak tego nie wie i kupi, byłoby nie fair. A Ty, jak lubisz wino i uchodzisz za eksperta spróbuj tych z Lidla.

      Usuń