Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

piątek, 25 września 2026

Jesień…

 że tak odkrywczo zagaję.

Jestem, żyję, chociaż nikt nie pytał 😆

Dziwne to było lato, nie powinnam się jednak chyba dziwić, bo ostatnie lata są dziwne. Oszczędzamy urlop. Nie dlatego, żeby w końcu pojechać na Bali albo inne Malediwy, ale dlatego, że wiemy, że zadzwoni kiedyś telefon, a my będziemy musieli rzucić wszystko i pojechać do Polski. Będziemy musieli odprowadzić najważniejszą dla Teda Osobę tam, gdzie już nic nie boli i skąd nie da się wysłać listu. Stan na dzisiaj- ciężki ale stabilny, ale ‚spodziewajcie się państwo wszystkiego’. 

Zastanawiam się dlaczego jeszcze nie oszaleliśmy? Staramy się funkcjonować normalnie i być tu i teraz, mimo wszystko, ale to trudne jest bardzo. Nie możemy zrobić nic oprócz dostarczenia odżywek i środków do pielęgnacji. Nawet nie wiemy, czy Ona wie, że czasem ją odwiedzamy, a czasem odwiedza ją Anioł, czyli przedłużenie naszej ręki. Nie polecam tego stanu zawieszenia. Nikomu. W przypadku Mamy trwało to pół roku i byliśmy zmasakrowani, z Ciocią to już półtora. I chcemy, żeby ten telefon już zadzwonił i bardzo nie…

Poza tym pamiętniczku lato było ładne, ale przez operację Teda nie było ani plażowania, ani kamperowania, ani nawet włóczenia się po okolicy bliższej i dalszej. Nie bardzo jest o czym pisać, powiedziałabym. 

Histamina, która na początku lata zmiotła mnie z planszy, teraz trochę odpuszcza. Znalazłam zioło, które w tym pomaga. Jest znane zarówno w medycynie słowiańskiej jak i tradycyjnej medycynie chińskiej, poszukajcie sobie Marzymięty, niezłe z niej ziółko. Poczytajcie też o czasie przyjmowania i przeciwwskazaniach, bo to ważne. 

Siedzę sobie w kąciku i robię swoje. Raczej przestałam o tym gadać, a skupiłam się na ‚robić’. Patrzę na efekty i uśmiecham się do siebie. Dzięki dzieciakom (hehe, nie lubią, jak tak o nich mówimy) odkryłam też matę wibracyjną. Jakież to jest pożyteczne urządzenie! Codziennie wieczorem sobie na niej staję i potem śpię, jak dziecko. Jeżeli robiłaby tylko to, i tak jest warta każdej wydanej na nią złotówki (złotówki, bo kupiliśmy ją w Polsce), ale podobno robi znacznie więcej i tu również odsyłam zainteresowanych do opisu sprzętu.

Jesień w Belgii zaczęła się ciepła i słoneczna, nie rozpaczam zatem, że muszę się włóczyć po lesie z psem i kotami. Z psem! Już nauczyłam się mówić w liczbie pojedynczej, ale nadal nie byłam w lesie, gdzie pod kamieniem śpi Nelson. Jeszcze nie mogę.

Tak to się u mnie plecie, pamiętniczku. Nie ma o czym gadać, bo o wojnie i innych paskudnych tematach nie chcę i nie będę, tak się ze sobą umówiłam i jestem konsekwentna. 

I na koniec, zajmuję głowę robieniem ładnych rzeczy, ale nic nie pokażę, bo pewnie zaraz będę potrzebowała kilkorga z Was, do robienia ich ze mną, a nie chcę popsuć zabawy. Kiedyś kilka osób z blogowni ruszyłoby za mną w ciemno, nie jestem pewna, czy dzisiaj tak będzie, ale to nic. Dam radę anyway.

Zawsze daję.

Wracam do pracy, pamiętniczku.

Czytaczom życzę dobrego weekendu, a tobie dziękuję za cierpliwość.

Oraz nie wrzucam żadnych fotek, bo moje urządzenia z nadgryzionym owocem zupełnie nie współpracują z bloggerem. Blogger nie dogaduje się (uwaga!!!) z kontem Google. Nie mam już siły się kopać z tematem, a zatem przeszłam w stan ‚mamtowdupizmu’, przeczekam gnoja.


sobota, 25 lipca 2026

Dom wariatów

 Siedzę sobie w ogrodzie i mam widok. Wszyscy jeszcze śpią, więc widok jest tylko mój. Piję wodę i napawam się ciszą. Gdzieś cyka świerszcz, śpiewa radosny ptaszek, poza tym spokój.

W nocy przyjechaliśmy do Polski. Marzyliśmy tylko o prysznicu i długim, niczym niezmąconym śnie, ale nic z tego. Weszliśmy do domku, gdzieś w Karkonoszach i naszym oczom ukazał się obrazek, który zdecydowanie oznaczał, że znowu zostałam wkręcona. Przy stole, o 2:30 grając w karty siedzieli jacyś ludzie. Nie, nie pomyliłam domków. Tak, to byli CI ludzie, z którymi warto spędzić czas. NAJWAŻNIEJSI.

Jak szliśmy spać, było już jasno. Nic nie szkodzi. Kiedyś odeśpimy. Dzisiaj, jak oni się tylko podniosą, poświętujemy życie, zrobimy grilla, wypijemy wino, pogramy w planszówki i będziemy znowu gadali do świtu. Nawet nie marzyłam o takim początku urlopu. 


Widoku nie zobaczycie, bo blogger znowu nie wpuszcza mnie do galerii. Jak z odmętów bagażnika odkopię tablet, to wrzucę, ale to się może dzisiaj nie zdarzyć. 

Dzisiaj wydarza się tu i teraz.

niedziela, 12 lipca 2026

Klub kawusi i miłego wtoreczku

 Nie znoszę takich zdrobnień. Piję kawę (chwilowo nie i może nigdy nie, chociaż robię wszystko, żeby jednak tak), a wtorek, to wtorek. Nie wiem, czy to marnowanie czasu na zdrobnienia to wynik nudy czy polerowania kantów kijowego życia, nie lubię i nie uprawiam. 

Dziwnym zrządzeniem losu wylądowałam w grupie na pewnym komunikatorze. W poniedziałek dzień mi się zwykle zaczyna z przytupem i jak siadam coś zjeść nagle jest 9:30. W międzyczasie na komunikator przychodzą życzenia miłego dzionka, smacznej kawusi, fajnego poniedziałeczku i inne równie fasycnujące treści.

Nie mogę go wyciszyć, gdyż na nim porozumiewamy się w pracy, tam lecą ważne informacje w porywach do bardzo ważnych. Mogę wyciszyć grupę, ale są na niej ludzie, z którymi kontakt jest dla mnie ważny i chcę być na bieżąco. Ale ten klub ,chrup-chrup’ mię męczy, żeby nie powiedzieć, wkurza. Ja rozumiem zdjęcie z mrugającym koteczkiem i życzonka miłego czwateczku, ale 40-to minutowy film o tym, co zrobić, jak spotkasz w lesie dzika wyklepany przez AI, to już przegięcie. Szczytowe osiągnięcia to doradzanie w kwestii zdrowia fundowane przez pewnych braci, specjalistów od teorii spiskowych i leczenia insulinooporności. Oraz muzyczka… jestem ‚fanką’ disco polo, a moja teoria na jej temat, że jeżeli muzyka łagodzi obyczaje, to DP nie jest muzyką, bo mnie wqoor… jak nic na świecie, jest raczej znana wszystkim członkom grupy, powiem więcej, gros jej członków podziela mój pogląd. 

I tak sobie tkwię w tym stanie, dostałam ze trzy życzenia dobrego weekendziku tylko wczoraj i dziwię się, że jeszcze miłej niedzielnej kawusi nie było😎

Powiem Ci pamiętniczku, że jelita się uspokoiły. Nie jem jeszcze czereśni, chociaż wczoraj widziałam piękne, ale jest lepiej. Znowu wszystko stanęło na głowie, bo doszłam do kolejnej ściany, ale ja, jak Mario w grze, przypier… w tę ścianę, aktualizuję dane i idę dalej. Teraz protokół to zero glutenu i laktozy, probiotyki, ale w tabletach i lecimy do następnej katastrofy… albo nie, bo może tym razem znalazłam sposób na panią H.

Dbajcie o siebie. 

Odpoczywajcie.

Pijcie dużo wody i…

Dobrego dnia, nie dzionka, nie niedzielki, DNIA😁