Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

niedziela, 10 maja 2026

Urodziny czyli

 Happy birthday to me😉

To były najspokojniejsze urodziny jakich kiedykolwiek doświadczyłam. Ted w pierwszej dobie po operacji, ja nic nie mogę zjeść i wypić, ot wiódł ślepy kulawego😂

Zamiast pojechać w miasto i wybrać najfajniejszą knajpę, pojechaliśmy do apteki wykupić poszpitalną receptę i kupić spodnie od dresu, które nie wyglądają, jak od dresu, bo Ted raczej nie gustuje a tego typu outficie, a musi być luźno i wygodnie przez następny miesiąc. Poszaleliśmy zatem, a, że nasza okolica jest rozległa, nie było nas 4 godziny, co zaskutkowało tym, że mi się chłopak odwodnił i musiałam go ratować. 

Jako, że tematem notki są urodziny, doświadczenia szpitalne, a są ciekawe, opiszę w następnej. 

Dzisiaj tylko dorzucę, że nadal oficjalnie nie wiem, co dostałam w prezencie, gdyż nie macie pojęcia, na jak wysokim poziomie są w Polsce usługi kurierskie i paczkomatowe, i o tym też napiszę. 

Dzisiaj o urodzinach przypomina mi bukiet kwiatów i to tyle. Nie czuję się starsza, poniszczona wiekiem, zniszczona zmianą kodu. Już od ponad dwóch lat wisi nad nami konieczność odkładania wszelkich obchodów na później i to jest ok. Cieszę się, że zmierzam w jakimś sensownym kierunku, że za rok zjem bezkarnie przysłowiową pizzę i wtedy możemy jechać do Włoch. Podczas stawiania pierwszej diagnozy usłyszałam ‚będziesz musiała z tym żyć’. Dzisiaj wiem, że nie, że to się da ogarnąć i mimo, że teraz jest najgorzej od dwóch lat, za chwilę będzie już tylko lepiej. 

I takie to mam powody do świętowania. Ted zdrowieje, ja zdrowieję, a że wczoraj zjadłam kilka kawałków babki i skończyło się to źle, to tylko drobiazg jest. 

Ostatnio usłyszałam ‚składajmy nasze życie z troszków’, troszkę świętowania, troszkę pracy, troszkę cierpienia, troszkę radości i, jak pod poprzednią notką napisał Celt Piotruś, mamy życie we względnej równowadze. Że za mało chcę od życia? Chwilowo żądanie szampana i ostryg jest nierealne, ale nikt nie powiedział, że za chwilę się to nie zmieni i… tego sobie życzę. Równowagi ale jednak zmiany. Bo plany mam zacne, a opierają się one w 100% o zmianę😀


Znowu nie mogę dodawać zdjęć. Już mnie to nawet nie wkurza😂

niedziela, 3 maja 2026

Już maj pamiętniczku







 … już maj. 

Nie narzekam, że mi czas zapierdala. Stwierdzam raczej fakt. 

Dzieje się dużo i, niekoniecznie dobrze i nawet, jeśli mam ochotę coś napisać, to zwyczajnie nie mam siły.

Ale od początku. Święta w Polsce były fantastyczne. Miarą jakości spędzonego z ludźmi czasu dla mnie jest to, czy przyszło mi do głowy włączyć telewizor. Otóż nie, oraz pogaduchy do 3 mnie wykańczały, ale z drugiej strony dodawały energii. Porąbane to. Zanim jednak nastały święta w sobotę, na piętnaście minut przed zamknięciem, chłopaki (Ted i Krzyś) wyszli z pewnego sklepu z… nową zmywarką, gdyż stara umarła, a bez niej ze stadem gości w domu byłoby słabo. Mamy zatem nową, to był plus dodatni, ujemny to stres, czy uda się coś kupić i czas, jaki zmarnowaliśmy montując nowe ustrojstwo, zamiast uprawiać bieg  między piekarnikiem, kuchenką, airfryerem i parowarem. Zdążyliśmy ze wszystkim, bo zawsze dajemy radę, ale łatwo nie było, ci pamiętniczku powiem szczerze.

Byliśmy u Cioci, codziennie. Nawet nie wiemy, czy nas poznała… ech.

Po świętach dotarł drugi probiotyk i teraz jest jeszcze gorzej, niż było. Incydenty histaminowe się zdarzają i kiedy to następuje, odstawiam oba na 48 godzin, jak wszystko wraca do normy, zaczynam brać znowu (od połowy dawki)  i tak do kolejnego incydentu. Czuję się źle, nic nie mogę jeść, jestem wkurwiona i przy życiu trzyma mnie jedno zdanie ‚nie przestawaj, z tego musi wyjść coś dobrego, cierpliwości’. Cierpliwa jestem od lutego, mam już spore deficyty, a poprawy jak nie było, tak nie ma. Nie mam wyboru, czekam zatem… na poprawę, na steka, wino i deskę serów, a musisz wiedzieć pamiętniczku, że tu serio jest na co czekać. 

Żeby było zabawnie, zmieniłam telefon, bo poprzedniemu padała  bateria szybciej, niż rozkręcał się dzień. Matko, jak ja tego nie lubię. Niby wszystko powinno się przenieść z jednego do drugiego bez problemu ale… się nie przeniosło i tak mam dodaną tylko polską kartę (słabe pocieszenie, bo tu jej raczej nie używam), szlag mi trafił połowę aplikacji w tym itsme, to taki tutejszy mObywatel. Bez itsme nie mogę odpalić aplikacji bankowej, a potwierdzeniem tożsamości w tejże może być tylko itsme. Kółko graniaste się zamyka, a ja jestem w dupie. Oczywiście zegarek również ucierpiał, 24 godziny parowałam go z nowym telefonem i aż dziw, że oba sprzęty przeżyły tę bitwę w jednym kawałku, a ja nikogo nie zabiłam. Niestety już wiem, co dostanę na urodziny. Czeka mnie kolejna bitwa na sprzęty, tym razem z tabletem. Z jednej strony mam już ciarki na pleckach na tę okoliczność, a z drugiej paluszki mnie swędzą, gdyż możliw, że to jeden z ostatnich tekstów pisanych na telefonie.

Jeszcze tylko operacja Teda na nóżkę w piątek i może na chwilę będzie spokój. Bardzo poproszę. Niestety stres nasila problemy histaminowe, więc kolejna jazda zaplanowana jest za 3, 2, 1 bum!

W międzyczasie, jak widać powyżej, byliśmy się powłóczyć w fajnym miejscu, bo przecież trzeba coś robić, żeby nie zwariować. 

I tak się kulam pamiętniczku w nadziei, że kulanie następuje w dobrą stronę. 


Taka złota myśl nas dopadła w Prinsenpark (To, na czym się skupiasz, rośnie) skupiam się na pozytywach i kulam się dalej, może w końcu do kolejnej certyfikacji😂

sobota, 4 kwietnia 2026

Niech będą…


Niech Ci będzie dobrze w te Święta.

Ze względu na ludzi, z którymi je spędzasz, na historie, które za czas jakiś będą opowiadały się same. Na nastrój oczekiwania na tych, którzy jeszcze w drodze. Na stół, który zachwyci jutro, bo dzisiaj jeszcze działa tryb ‚zostaw, to na święta’. Ze względu na ten czas, który zwalnia na chwilę, żeby Cię utulić. 

Niech Ci zwyczajnie będzie dobrze…