wtorek, 14 października 2014

O jednej Dreamowej słabości i niedzielnym spacerze...

Mam taką słabość, uwielbiam dobrą muzykę.
To, co w moim pojęciu muzyką dobrą jest, w Twoim być nie musi, gdyż mam gust specyficzny.
Muzyka musi bujać, a najbardziej na świecie buja (jak sama nazwa wskazuje) swing.
I tu docieramy do mojej kolejnej słabości czyli filmów muzycznych.
Zwłaszcza takich sprzed lat, do których muzyka wyszła spod palców Andrew Lloyd Webbera, Leonarda Bernsteina, Oscara Hammersteina, Johna Kandera, czy samego George'a Gershwina (Amerykanin w Paryżu).
Ta słabość pozostała mi do dzisiaj i zupełnie nie rozumiem dlaczego 'Burlesque' z Cher i Cristiną Aguilerą w ogólnym pojęciu medialnym zrobił klapę (jedynie nominacja do Złotego Globu). Przecież i teraz można palnąć musical z rozmachem..
Były schody, był balet, były pióra w... gdzieś tam były. Skrzętnie zbierał je Stanley Tucci i oczywiście była muza (the dress is Chanel, the shoes YSL :)
Ale do brzegu, bo ja nie o tym...
Otóż był kiedyś taki polski film.
Myła muza i był balet, były pióra, było libretto na miarę tych z West Endu i Brodwayu.
I była w tym filmie taka scena, w której dziewczyna śpiewa: 'w małżeństwie mi wystarczysz ty, parasol w deszcz'.
Mała Dreamu, zapatrzona dawno temu w ten film, zapamiętała sobie scenę z tą piosenką.
Mała Dreamu myślała sobie wtedy 'ciekawe, czy ja kiedyś też tak będę mogła zaśpiewać?'.

Już, już, przechodzimy do tytułowego spaceru.
Wyrwany niedzieli godzinny spacer w słońcu przywrócił mi tę piosenkę i chyba... odpowiedź.
Idąc tak sobie za rękę i jedząc lody spotkaliśmy naszych byłych sąsiadów, z ulicy jednego malarza (od zawsze tu, nad morzem, mieszkam przy ulicy malarzy, porzuciłam dla nich Juliusza Słowackiego ;)
- Za rękę? Po tylu latach?- zadziwiła się ona- My idziemy conajmniej w odległości trzech metrów (na moje oko był tylko jeden) ;)

I tak sobie pomyślałam, że za dobrze nie... ale On i ten parasol, słońce w plecy, wiatr we włosach i... nawet gwiazdy kraść nie musi ;)))

11 komentarzy:

  1. jedno powiem: warto było czekać :-)
    szczęściara z Ciebie. pracoholik. ale szczęściara :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. update ( i a'propos pracy): najlepszego z okazji święta :-) idź na wagary :-) świętuj :-)))

      Usuń
    2. No way, dzieciaki siedzą u mnie od rana, bo w szkołach były tylko apele. Przyszły, żeby odpękać zajęcia i mieć wolne. No dobraaaa, dostałam kwiaty, ale oni nie traktują mnie, jak nauczyciela, a to jest komplement ;))) Oraz właśnie skończyłam. Mam wolne!!!!!!!

      Usuń
  2. :))) a mnie kręcą irlandzkie klimaty :)
    Oraz... to jest piękne... tak po latach za rączkę... achhhh... Życzę Wam wielu takich lat :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie kumam. Skoro słuchanie dobrej muzyki to słabość - co jest siłą? Słuchanie disco polo?
    Za rękę, pod rękę, objęci, przytuleni... Mam to samo i dobrze mi z tym. Za kilka dni rocznica ślubu. Która to już? Tyle lat minęło, że strach liczyć.
    Tak trzymać, a jak zacznie padać deszcz, przytulcie się do siebie pod parasolem. Żeby nie zmoknąć, oczywiście!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dwie możliwości z tym trzymaniem za rękę:
    - albo jesteś tak chuda i bał się że wiatr porwie Cię i polecisz nie wiadomo gdzie, a swoją droga dopiero po 25 latach od zniknięcia osoby można uznać ową za zmarłą i dopiero wtedy może dobrać się do polisy ubezpieczeniowej,
    - albo obiecałaś że stawiasz następne lody, eeeeyyyy wiesz no w sensie że Ty za następne płacisz
    A ;o za tym jesiennie dziś u mnie buuu :(

    OdpowiedzUsuń
  5. On tak ładnie kradnie co się da )))) tralala tralala uwielbiam ten film z młodą Kownacką i Piotrusiem F. i wielbię musicale ))
    poza tym dziś Ci się pani kłaniam z okazji wczorajszego święta))))

    OdpowiedzUsuń
  6. oooch:) Ja też bym tak chciała. Bo nic takiej siły do życia i bycia nie daje jak dobra, mocna, stała miłość ręka w rękę i noga za nogą:)

    A kiedy już się porozpływałam nad tym spacerkiem za rączkę to o temat burleski zahaczę. Mniam:) I filmy przez Ciebie wspomniane takoż mniam:)

    OdpowiedzUsuń