niedziela, 6 marca 2016

Ciąg dalszy bajki o...

Dawno, dawno temu- czyż nie tak powinna zaczynać się bajka?
Dawno, dawno temu, kiedy po ziemi chodziły jeszcze dinozaury, albo Mojżesz, jak kto woli, Rodzice nauczyli nas co jest ważne, a co najważniejsze, co można olać, a czego nigdy, przenigdy nie należy.
Rodzice nauczyli się tego od Dziadków, a Dziadkowie od swoich Rodziców. Potem, z nieznanych nikomu przyczyn, a w zasadzie, za sprawą tego, co życie miało nam ułatwić, łańcuszek przekazu został przerwany.
Teraz ważne jest to, żeby na portalu społecznościowym wylansować się przed hotelem na Kanarach, przed nową furą, jachtem, w hipsterskiej knajpie, albo chociaż pochwalić eko-śniadankiem i treningiem z trenerem personalnym. Ważna jest kasa, kasa, kasa, a potem lans i... chwilami tlen. Taki sam wzór Rodzic-Lanser przekazał swoim potomkom. Dlatego też selfie w kiblu stało się tak samo ważne, jak zaliczenie sprawdzianu z matmy, tyle, że selfie robi się o własnych siłach, a sprawdzian zalicza na ściągach. Liczy się efekt, wrażenie, liczy się cel, nie droga, nie powód, dla którego w nią bezrefleksyjnie rusza stado... Wszyscy lezą, co co tak sam tu będę siedział?

Bajka jest o miękkiej fai.
Faja okazała się dzieckiem Rodziców-Lanserów.
W międzyczasie Ktoś (wiem kto, bo mnie o tym fakcie uprzejmie poinformował) napisał pod moim tekstem 'przyznaj się tchórzu, bo przez Ciebie nie będzie Wielkiej Bitwy'. Chciał się nawet podpisać, ten ma jaja, faja, przeczytała i nic.
Nie zaskoczyło mnie to.
W poniedziałek w miejscu, gdzie pojawiają się wszystkie ogłoszenia ogólne powieszę kartkę z tekstem:
'W związku z tym, że twórca "dzieła" nie miał odwagi się do niego przyznać, z przykrością informujemy, że zmuszeni jesteśmy odwołać czerwcową Wielka Bitwę.'
Padło pytanie co będzie, jeżeli faja przyzna się po terminie.
Już nic.
Faja miała czas do piątku. Ament.
Jeżeli rodzice moich uczniów nakładając na nich karę, zapominają o tym po dwóch dniach, to ich problem. Ja OBIECAŁAM i DOTRZYMAM SŁOWA. Obiecuję rzeczy dobre i pamiętam, dlaczego miałabym zapomnieć o karze?
Konsekwencja- tego też nauczyli mnie Rodzice i Dziadkowie.
Trzeba umieć przyjąć na klatę odpowiedzialność za własne czyny.
Wiem, że faja się tego nie nauczy i zapomni o tym najszybciej z nich wszystkich, ale jeżeli coś zrozumie chociaż jeden z nich, będę wygrana.

10 komentarzy:

  1. no i ku czemu to fszysko zmierza? powiedz mi?? ogólnie napisałaś to, co mnie martwi od pewnego czasu i z czym się borykam. Trzeba być cholernie konsekwentnym w obliczu ogólnego burdelu. Tylko to dla mnie kara...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musi pier...nąć. Ja też się borykam, boryka się każdy, kto pracuje z dzieciakami. Rożnicę w postrzeganiu świata między nią i moimi uczniami widzi nawet moja Młoda. 'Mamo oni wyrosną na egoistów i kosmitów'- mówi.

      Usuń
  2. Doprawdy dinozaur z Ciebie, bierzesz konsekwencje na wlasna klate, zamiast szukac winnych wokol :)

    Ciesze sie, ze wiecej nas :)

    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dinozaur... sama się zastanawiam, jak przetrwałam :D Uściski.

      Usuń
  3. Do tej smutnej wyliczank tego, co dziś jest ważne i sie liczy dodałabym jeszcze, że wszystko ma być na już, teraz. Dom z ogródkiem najlepiej przed 30-tką, auto super-hiper (nie mogę dać przykładu bo się na tym nie znam) również. Jeszcze kilka lat temu góśno otzrba było mówić jak to się jest pracoholikiem, ale sie ma z tego odpowiednie apanaże. Teraz apanaże jak najbardziej, ale bonzem ten, kto stawia twarde warunki pracodawcy, że pracuje tyle ile chce, a pracodawca całuje go w czółko, że ten chce być w jego teamie. Dzieci tych ostatnich będą żądać przywilejów nie za ciężką pracę, ale za sam fakt, że chcą zaszczycać swoją obecnością. Niby wszystko OK, bo nie sztuka się naharować. Jednak obawiam się, że za żądaniami będzie pustka, bo umiejętność artykułowania żądania samo w sobie będzie celem. "Ja" brzmi dumnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mam w nosie wyliczankę rodziców- już nawet nie tylko mnie przerażają jednak dzieci. Maturzystów przerażają maluchy, gimnazjalistów przerażają. "Co to za lanser był ze mną w drużynie na Bitwie?"- zapytał mnie ostatnio Kaswer, nie dał nikomu nic powiedzieć i prawie wrzał, jak nie wiedział. Myślałem, że mu żyłka pęknie. Obstawiam, że mówił o miękkiej fai :D

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Wiem, zwykle gorzki, ale czasem daje satysfakcję, dlatego ciągle jeszcze to robię.

      Usuń
  5. Kiedyś przynajmniej koledzy by mu wtrynili - a teraz? Kto zaryzykuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz koledzy podziękowali mu na piśmie podpisując się imionami, podziękowanie było zaprawione ogromną ilością sarkazmu :)

      Usuń