wtorek, 2 kwietnia 2013

Poświąteczne, radykalne porządki

Tak było w ubiegłym roku:

Wielkanoc przyszła nagle i niespodziewanie.
Tak nagle, że do końca nie wiedzieliśmy czy wyjeżdżamy, czy zostajemy, nagle i niespodziewanie bowiem przyszła również choroba Młodej.
W Wielki Piątek rano, w panice robiłam zakupy, żeby nie zostać z ręką w, ozdobionym bukszpanem, nocniku .
Po południu Kit, używając najcięższej artylerii jako argumentu za, przekonała nas do wyjazdu.
Dzisiaj sprawy mają się następująco:
- spędziliśmy, jak zawsze magiczne święta w stadzie, które uwielbiamy i które uwielbia nas
- przygotowaliśmy do jedzenia tylko to, co lubimy
- Mgiełka, tradycyjnie już, latała pół godziny po domu, szukając zająca, a Kit i Angel nie kiwnęły palcem, gdyż miały zakaz
- pańcia od wkurzania mnie w Sylwestra (siostra mojej bratowej) zrozumiała, że ma jej nie być ;o)
- to był czas dla Mojej Mamy bez względu na wszystko
- przetestowaliśmy kilka fajnych win, aż Mama dostała niezdrowych rumieńców, czym trochę nas nastraszyła
- w Poniedziałek Wielkanocny latając z kubkami wody, jak za dawnych dobrych czasów, zlaliśmy z bratem wszystkich, a co!
- mam teraz pełną zamrażarkę, gdyż nabyte w piątek dobra trzeba było zamrozić

- nie pamiętam, kiedy ostatnio musieliśmy wstać w święta od stołu i wracać do domu, ale mus, to mus
- dzisiaj obie jesteśmy chore, a Teda ‚drapie w gardle’

Dwa ostatnie podpunkty to niewielka cena, za to, że znowu byliśmy wszyscy razem, a w Wielką Sobotę  patrząc, jak za oknem pada śnieg, komisyjnie odśpiewaliśmy tradycyjne, wielkanocne ’Jingle bells’.

W tym było dziwnie.
Z jednej strony sympatycznie, spokojnie i absolutnie po naszemu, a z drugiej głupio tak, w perspektywie tekstu z ubiegłego roku. 
Gdybym ja nie zadzwoniła do Mamy, nie usłyszałabym nawet głosu mojego brata, o głosie dzieci (które jeszcze do niedawna wisiały na nas w każde wakacje) nie wspominając. Te ostatnie słyszałam tylko w tle. Żadna nie miała jaj, żeby powiedzieć 'wesołych świąt ciociu'. Głupio tak, Wielkanoc bez jaj... ale, że Angel ich nie ma, domyślałam się już od jakiegoś czasu.

Wino piliśmy więc w bardzo ograniczonym gronie, ale za to Ted sięgnął na półkę, z której nawet kurzu wycierać nie śmiem. Ku mojemu zaskoczeniu, najbardziej smakowało mi białe. I'M Chardonnay, Isabel Mondavi. Już mi szkoda, że następne będzie dopiero, jak wrócimy do Sonoma Valley, a to nastąpi chwk :o)

Dobrze, że już po...
Trzeba złożyć stół, przywrócić salon do normalności i zacząć żyć tu i teraz.
Ktoś za nas podjął decyzję, trzeba ją uszanować.

24 komentarze:

  1. dobrze ))) ale ja się tak rozleniwiłam....bo też było po naszemu)) trochę, wczoraj cały dzień w gaciach od piżamy na kanapie ... odpoczęliśmy! a ja dziś tez na urlopie)) ale już bez lenia) ściskam Was i cycki do przodu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałam czasu się rozleniwić :o) ale było dobrze. dzisiaj tylko nad cyckami trzeba popracować ;o)))

      Usuń
  2. A ja tam potrafię świętować dłużej niż dwa dni, a co dobry w tym jestem :)
    Oraz dzień dobry wtorkowo, a jakby poniedziałkowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi Desper, ja też :o))) ale casu ni ma, kruca bomba :o))) Oraz jutro to się dopiero nie połapię z rozumem, gdyż dzisiaj mam jeszcze wolne ;o)))

      Usuń
    2. Co za czasy, że czasu na świętowanie nie ma noooo!! Wolne w środku tygodnia - rozpusta !!

      Usuń
    3. Jeden z uczniów przysłał mi dzisiaj o 7 rano smsa 'czy ja mam zajęcia o 8:50" ;o))) I co z tego, że wolne, jak trują.

      Usuń
  3. ja w tym roku spędziłam święta chyba najbardziej "po swojemu", zupełnie inaczej niż zwykle... i dobrze :) dziś odpoczywaj póki możesz, a jutro pilnuj rozumu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dzisiaj odpoczywam, a jutro... o tym pomyślę, jak przyjdzie.

      Usuń
  4. A ja poświętowałbym sobie jeszcze tak mniej więcej do końca tygodnia. W sumie, lubię świętować – gdy piwniczka i lodówka pełna, a za oknem szczyt zimy, to cóż lepszego można robić? Posiedziałoby się jeszcze trochę w ciepłym mieszkanku, poświętowało trochę, winka i brandy by człowiek sobie popróbował. I mówi to człowiek, który nie lubi TYCH świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie TE święta były tak dziwne, że w zasadzie nie mam pojęcia, co to było :o)

      Usuń
  5. Tak własnie, wrócić do normalności :) Złożyć obrus w zajączki, zawalić stół narzędziami i działać.
    A tymi tam w tle się nie przejmuj... Nie warto. W sensie, na siłę nie zmusisz, więc wiesz.
    Całuje poświątecznie i wogle :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdałam sobie dzisiaj sprawę, że my spędziliśmy te święta myślą będąc z nimi, oni nas pewnie nie zaszczycili swoją. Stąd wnioski końcowe takie, a nie inne.

      Usuń
  6. Sama wiesz, że liczy się jakość, nie ilość :))) Było kameralnie, ale miło i w otoczeniu samych życzliwych ludzi. A tamci... łaski bz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Kendziu, bez łaski :o)

      Usuń
  7. No popatrz jak to się plecie: czy nad morzem czy w Wielkiej Polsce podobnie się porobiło. Tyle, że ja bez żalu pozmywałam ostatnie podłogi przed chwilą i z ulgą uznałam, że jaka szkoda, że nareszcie jest po Świętach.
    A nie mam gdzie tego "podobnie" opisać, bo ponad 10 dni nie mogę wejść na swoje www....wiesz, tam gdzie nikt nie wie ;-)))), bo administracja w zającu ma i na żadne groźby i prośby w ogóle nie reaguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, zaczynam ciężko pracować, żeby sytuację z serca przenieść do d... spamu :o)
      P.S.
      Chrzań ich, nowego załóż ;o)

      Usuń
    2. Już rozpatrywałam, ale to juz będą któreś z rzędu przenosiny oraz nawet nie mam jak zawiadomić, że się przeprowadziłam, bo.... nie mogę wejść;-)) Pozostają mi maile z nowym adresem.
      Choć już jestem bliska decyzji

      Usuń
  8. Gdyby nie ten cholerny śnieg to by były fajne święta. A tak były nienormalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po latach zapamiętamy właśnie te ;o)

      Usuń
  9. Matko! Dwa razy czytałam , zanim zrozumiałam;))
    Wina dajcie;)
    Uściski serdeczne
    Jak ktoś bez jaj to trudno oczekiwać honorowego zachowania;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja droga , może CI tam w "TLE" jaj nie mają, ale baranami to są na pewno ,mając rodzinę która myśli i tęskni??
    Beeeeekną kiedyś za to ,zobaczysz !
    Tymczasem :))

    OdpowiedzUsuń
  11. w końcu to "jajowe" święta, więc dobrze, że tych bez jaj nie było
    ja lubię tak, jak mam od kilku lat - mało nas, ale leniwie i przyjemnie, bez napinania

    OdpowiedzUsuń
  12. a u mnie tradycyjnie, chociaż kroiły się zmiany, jeszcze 2 dni przed był taki młyn co, gdzie,kiedy i u kogo. że sajgon, skończyło się jak zwykle, cała familia 1 dzień u mnie;-) drugi to już jedna wielka improwizacja, czyli u mnie np. "migrena";-)

    OdpowiedzUsuń
  13. ważne, że najbliżsi są obok:)
    a przy dobrym winku przyjemny klimat pojawia się szybko!
    to jeden ze smaków, który właśnie odzyskałam:)
    ściskam ciepło!

    OdpowiedzUsuń