czwartek, 26 czerwca 2014

środa, 25 czerwca 2014

Wielka Bitwa czyli do zobaczenia we wrześniu

Dzisiaj 'nasze Dzieci' mają święto.
Cały rok uczciwie pracują, dzisiaj zatem mogą się uczciwie pobawić.
To nie jest lekcja.
Nie trzeba za nią płacić.
Będzie popcorn, lody i niezdrowe napoje gazowane.
Będzie gra.
Nasza.
Autorska.
Wczoraj przez godzinę testowaliśmy ją dla nich na nowopowstałej planszy.
Bawiliśmy się, jak dzieci.
Chyba udało nam się stworzyć coś fajnego.
Dzisiaj padnie ostateczna odpowiedź.
A potem będą wakacje.
Nie dla wszystkich niestety, ale po to też jesteśmy.

Idą uszykować klasę na trzęsienie ziemi.
Taka muza za mną dzisiaj chodzi, chociaż zaczynamy o 14:00

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Świat widziany jednym okiem...

... wygląda kijowo.
W prawym zapalenie spojówki.
Kolorek taki bardziej jak u wampira na głodzie (za dużo Pratchetta).
W lewym już piecze.
Dobrze, że moja praca dzisiaj taka na pół gwizdka.
Bo jak się tu ludziom pokazać bez tłumaczenia, że nikt mi nie walnął, a ono tak samo z siebie?

Weekend minął mi na leżeniu z kompresami na oczach, na zmianę z oglądaniem siatkówki, piłki nożnej i jednak czytaniu, mimo średniego komfortu.
Pogoda była dodupna, stąd wszystkie ambitne plany poszły się wietrzyć.
Jakaś taka jesień za oknem.
Podobno przyszło lato, ale tak bardziej potajemnie.
Idę zrobić sobie kolejny okład z rumianku.
Miłego dnia, na tyle, na ile może być miły poniedziałek po długim weekendzie :)

P.S.
Tort był genialny oczywiście. Zawsze jest.

czwartek, 19 czerwca 2014

Dzień święty


... święcę leniwie.
Ted w pracy, więc święcę za siebie i za Niego.
A po południu idę na najlepszego torta na świecie.
Mam to w dupie ile ma kalorii.
Następny będzie dopiero w przyszłym roku.

Posłuchajcież ;)))
Odpoczywajcież ;)))

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Branie jest przyjemne, ale...

. ..dawanie przyjemniejsze.
- Mamo, jedziemy na koncert do S. i się wszystko pokiełbasiło tak, że nie mamy gdzie nocować - jęknęła mi w słuchawkę Młoda w piątek.
- Zadzwoń do wujka (w S. mieszka brat Teda)- zaproponowałam.
- Głupio mi, tak im się wbijać na weekend, złaszcza, że nie jadę przecież sama.
- Ty wybierasz- ja jej na to- dworzec nocą, albo wyrko i kolacja w fajnym towarzystwkie.
W międzyczasie Ted zadzwonił do braciszka na przeszpiegi, jakie mają plany.
Plany mieli natychmiastowe, gdyż MY przecież przyjedziemy, na ten koncert pójdziemy razem, odbierzemy dzieci po, a niedzielę uczcimy grilkiem, dokarmimy brać studencką i bez dyskusji.
Jak zostało 'zaplanowane', tak na zupełnym spontanie, w sobotę po pracy wylądowaliśmy w S.
Młoda sama zadzwoniła do wujka i cioci, wyłuszczyła osssochodzi i dostała błogosławieństwo na przyjazd.

Gwiazdy w jej oczach był bezcenne.
Zabawa była przednia.

Przy pożegnaniu usłyszeliśmy:
- Dziękuję wam, że przyjechaliście, to była najpiękniejsza niespodzianka, jaką mogliście mi zrobić.
- Dziękujemy wam, że wpadliście, uwielbiamy takie akcje, pamiętajcie o tym przed kolejnym spontanem.

Nawet nie wiedziałam, że zwyczajnie BĘDĄC, można tak kogoś ucieszyć, przecież to była radość dla nas.

Na koniec dnia usłyszałam od kogoś, że nie ma we mnie pokory, dostaję gówno, bo je sieję i jak mogę mieć nadzieję, że będzie mi cokolwiek wybaczone, jak sama mam z tym problem.
Co ja na to?
Nadmiar słońca, wrażeń i zmęczenie sprawiły, że nie miałam siły wdawać się w dyskusję.
Odpowiedziałam, że jeżeli ktoś ma potrzebę osądzić mnie, nie znając wszystkich faktów, to ja mam zamiar mieć to gdzieć, oraz miłego dnia.
Nie wiem, czy dotarło.
To również mam gdzieś, gdyż miałam bajeczny weekend i nikt mi tego nie zabierze.


czwartek, 12 czerwca 2014

What a day!

Wczorajszy dzień był... dziwny.
Nie pamiętam kiedy ostatnio z nieba sypały mi się uśmiechy.
A wczoraj.
Od rana pisałam sobie z Zante.
Potem dostałam smsa 'tu kurier, z przesyłką będę między 16:30 a 19:00'.
OK, Kate coś dla mnie zrobiła.
Jak napisała Miśka, nie zdziwiło mnie to, ale jak zadzwoniła...
Śmiech chłopców w tle był magiczny.
I te pogróżki:
- Uspokój się Grzesiu, bo cię ciocia Dreamu nauczy angielskiego.
Aaaaa!!! Straszą mną dzieci!!! ;DDD
Telefon do właścicielki naszego biura wydawał się być rozmową z gatunku tych trudnych, bo o opóźnieniu płatności, ale poszło gładko i to ona uspakajała mnie.
Po wyjściu listonosza, zbaraniałam.
TO była przesyłka od Kate.


Dodam tylko, że zdjęcie nie pokazuje, jaka jest śliczna, a do tego ma pomóc mojemu kręgosłupowi.
Dziękuję Ci Kate ;****
Nutrowało mnie jednak pytanie, o co chodzi z tym kurierem, przecież nic nie kupowałam.
Wyjśaniło się koło 19, jak już nad nami przetoczyła się nawałnica z piorunami.
- Co to za przesyłka?- wypaliłam od wejścia.
- Powiem, jak pani podpisze- drażnił się ze mną znajomy kurier.
Zupełnie o tym zapomniałam, wzięliśmy w ubiegłym roku udział w badaniu opinii na temat systemu edukacji w naszym kraju. Badanie było kilkuetapowe. W pewnym momencie dostaliśmy informację, że na stronie internetowej dostępny jest katalog nagród i mamy sobie cośtam wybrać.
Usiedliśmy i zaczęliśmy się bawić w klikanie.

W przesyłce była cała masa kuchennych gadżetów.


Dostanie je Młoda.

Prezenty?
Lubię je dostawać, a najbardziej, jak się ich nie spodziewam.
Taki miły dzień i rzęsista ulewa oczyściły mi głowę.
Dzisiaj świeci słońce.
To dobrze, dla głowy.
W radiu leci TO... Czy ktoś to jeszcze pamięta?
Zapomniałam już, że kiedyś pisały się takie kawałki.


wtorek, 10 czerwca 2014

Zbieranie się z podłogi...

... wcale nie jest takie trudne.
Podejmujesz decyzję... i wstajesz.
Hahahaha!!!
Podobno decyzja, po której nie następuje akcja, nigdy nie istniała.
Hahahaha!!!
No, to moja zaistniała... na chwilkę.
Leżąc i patrząc w sufit, wpadłam na kilka pomysłów.
Jeden bardzo, bardzo fajny, gdyż (zupełnie niechcący) już w fazie testów.
Trzeba go tylko dopracować, obrobić graficznie i... zabezpieczyć przed kradzieżą własności intelektualnych.
Roboty w pip, a i pewności, że coś dobrego (kasa!) z tego wyjdzie, nie ma.
Faza testów pokazuje, że pomysł jest skuteczny.
Nie jest nudny.
Dzieciaki, w wieku różnym, go lubią.
Ci, dla których powstał, już go nienawidzą, a to najlepszy dowód, że działa ;D
To tyle wiadomości z parteru.

Muza z jakże wymownym tytułem, chociaż faceta lubię średnio ;D


sobota, 7 czerwca 2014

Wielkie dup się czasem zdarza...

... ważne jest, żeby będąc tym faktem zaskoczonym, nie dać sobie czasu na zbyt długie leżenie i cierpienie.
Mój Nauczyciel mawiał 'nie masz wpływu na to, co cię w życiu spotyka, ważne jest, jak na to zareagujesz'.
Otóż zareagowałam fatalnie.
Dup zastało mnie z rozluźnionymi mięśniami brzucha.
Pięść Losu zatrzymała się zatem na kręgosłupie.
Zabolało.
Bardzo.
I, co zwykle nie leży w moim charakterze, zostałam taka zwinięta w kłębek.
Błąd.
Ogromny.
Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że choroba Teda miała duży wpływ na mój stan, gdyż nie jest to katar.
Sytuacja powoli zaczyna być opanowana, chociaż do wyleczenia... lata świetlne, rehabilitacja i konsekwencja potrzebna jest nam obojgu, w hurcie.
Wracając do mnie jednak, sama patrzę na siebie w 'zachwycie'.
Leżałam i jęczałam!!!
Kuźwa!
Burczałam na Los i ludzkość, zapominając.
Że to ja.
Piotrek Rogucki z Sharon śpiewają 'cały świat patrzy, jak się podnosisz'.
Gówno prawda!
Cały świat ma to w dupie.
To ja muszę pokazać... i nie światu, tylko sobie.
'Tak długo, jak idziemy razem, ramię w ramię, cała reszta może pocałować nas w dupę'- powiedział Ted, żeby mnie podnieść. Zadziałało.



"Cholera wie czym się wszystko skończy, ale dobrze, że się chociaż zaczyna". Andrzej Sapkowski



środa, 4 czerwca 2014

Zajętość...

... moja wynika z tego, że obiema rękami zdejmuję.
Przysłowiowe chomąto... z nagłówka bloga.
Zapytana, dlaczego milczę odpowiedziałam, że nie mam nic pozytywnego do powiedzenia.
Wnioski z ostatnich dziesięciu dni mogłyby zburzyć dobre samopoczucie kilku osobom.
Po co?
Niech się czują.
Dobrze.

Żyję.
Walczę.
Słucham muzy.
I dziękuję.
Jednej Osobie.
Ona wie.
I jeszcze kilku Kciukotrzymaczom.