środa, 25 lutego 2015

Szabelkowanie pyskiem czyli poOscarowo

Oskar dla polskiego filmu odbił się echem.
Szerokim.
Równie szerokim odbił się sposób, w jaki polski reżyser śmiał go odebrać.
PO ANGIELSKU.
Na luzie.
Z uśmiechem na twarzy.
Z refleksją na początku.
Z bezczelnym olaniem muzyki oznaczającej 'twój czas minął'.
Z poczuciem humoru, które polscy narzekacze odebrali jako 'paskudzenie wizerunku Polaka'.

Kuźwa, gdyby mój film dostał Oscara, nawaliłabym się ze szczęścia.
Nie uraziło mnie to.
Obraziło mnie 'będę mówił po polsku, bo jestem Polakiem'.
Tamten speach zalinkował w głowie odbiorców obraz Polak- idiota, nie mówi po angielsku.
Cały świat mógł się nauczyć, lepiej lub gorzej, ale mógł, a Polak przemawiał do świata w swoim języku w nadziei, że świat zrozumie, że język Mickiewicza piękny jest.

Anyway, mamy Oscara.
Ida ma.
Agata ma w CV.
Nie poszłam się napić, tylko dlatego, że w chwili, kiedy Pawlikowski odbierał nagrodę, ja wracałam do domu... samochodem :)

piątek, 20 lutego 2015

Czy ja mam kurwa napisane na pysku

wyruchaj mnie i zostaw, nie mam uczuć, nie poczuję?
Mało z Was mnie widziało, nie wiecie więc, ale Wam powiem, że nie mam.
Zastanawiam się zatem czym sobie zasłużyłam na to, że ktoś znowu to zrobił.
Ktoś, kto przez wiele lat, w każdy piątek okupował moją kuchnię, wypijał moją herbatę i korzystał z mojej wiedzy językowej.
Ktoś, dla kogo moja kamizelka była co tydzień sucha.
Ktoś, kogo dzieci uczyłam za pół darmo.
Ktoś, za kogo Ted nadstawiał dupę, żeby miał pracę.

Kiedy nie byłam już potrzebna, skończyły się spotkania.
Nie byłam stosowną osobą do dzielenia się radością z odgruzowanego życia.
Widzieliśmy się ostatnio.
Zero workowatych ciuchów i podkrążonych oczu.
Wypięta dumnie klata.
I ta durna gadka o tym, że wspólna znajoma straciła pracę.

Nic o urlopie.
Nic o radości.
Nic...

Dopiero obrazki z fejsbuka o wyprawie gdzieśtam...

Kurwa!
Mój brat kupuje właśnie nowe auto.
Brat Teda, nowe mieszkanie.
Potrafię się cieszyć szczęściem innych.

Mam zajebistego faceta.
Razem tworzymy świetny team.
Zwiedziliśmy kawał świata osobno i drugi kawał razem.
Jedliśmy razem lody przed Bellagio!

"Podobno los zsyła nam tylko takie problemy, z którymi możemy sobie poradzić. Więc są dwie możliwości: albo sobie poradzisz, albo to nie jest twój problem".
Tak, to już nie jest mój problem.

Przykto mi.
Ale też jestem wdzięczna.
Bang!
Kolejny false friend odstrzelony!

Przepraszam, że Was zaniedbuję.
Dziaram kilka projektów jednocześnie.
Na szczęście to powyżej, to tylko odrobina pary w gwizdek.

poniedziałek, 16 lutego 2015

PoWalentynkowo

- Ja to tam lubię Walentynki- mówi trzynastoletnia Zośka, na zajęciach w sobotę rano- mogę pójść do osiedlowego sklepiku, bezkarnie kupić dwa ogromne lizaki 'dla mnie i mojego chłopaka', a potem w domu sama je zjeść.

Mówiłam, że pozytywnego myślenia mogę uczyć się od moich uczniów? :)

czwartek, 12 lutego 2015

Słaba silna wola

- Żadnego jedzenia pączków, pączki to kalorie, będzie ci ciężko i jeszcze gorzej z koncentracją ci będzie, będzie ci źle i niedobrze, i ogólnie ble- mamrotała od początku tygodnia Dreamu, na okoliczność Tłustego Czwartku.
Tak było do wczoraj.
A dzisiaj.
Ted rano pojechał do księgowej.
Wracając, wdefilował do domu, z hasłem na ustach:
- Kochanie, kupiłem ci pączka, bo dzisiaj Tłusty Czwartek!
- Jednego pączka- wymamrotała Dreamu- dam radę, jeden nie grzech, w końcu tradycji stanie się zadość.
Wchodzę do kuchni, a tam ryj cieszy w moim kierunku DWANAŚCIE rumianych, radosnych, przprószonych cukrem pudrem, pączków.

No i na ch... były te mantry?

niedziela, 8 lutego 2015

Co to kuźwa jest?

Wiatr urywa łeb i słońce świeci, jak popieprzone.
Łeb mi rozsadza.
Nic mi się nie chce.
Nie bywam na blogach.
Nie bywam w realu.
Funkcjonuję na pół gwizdka.
Na ćwierć nawet.
Dzie jest moja energia, ja siem pytam???
Upiekłam wczoraj ciasto, a czułam się, jakbym umyła okna.

Idę nicnierobić
Przepraszam.Idę dziarać.
Dziaranie mnie reraksuje.


poniedziałek, 2 lutego 2015

Śnieg ironiczny

Skurwiel nawet bym powiedziała.
Napadał w piątek, ale się roztopił.
Dopadał w sobotę, popłynęło.
Dzieci heroiczne bałwany lepiły w Narnii.
Żal mi ich.
Całe ferie jeździły na rolkach i rowerach, a tu nagle, napadało i zostało... jak trzeba było wracać do szkoły.
Dzisiaj wszyscy przyczołgali się bez energii, z zażaleniem do PanBoga, na te płaty co leciały cały dzień.
Ptaszory ślizgają się na poręczy balkonu, bo ile może padać, topnieć, marznąć, padać topnieć, marznąć bez konsekwencji?
Zamarzło nawet ptaszorom.
Ja też do pracy wróciłam bez euforii.
Miał być wyjazd, ale nie pykło.
Może pyknie w lutym.
A może nie.
Nie ekscytuję się już, cokolwiek będzie, będzie fajnie.
Bo razem.
Bo muza.
Bo wino.
Bo fajne żarełko.
Może nawet goście.
A wtedy granie w karty nocami.
Wspólne gotowanie.
Śpiewy chóralne.
A niech sobie nawet pada śnieg.

Jakby nie patrzeć, jest OK, czego w Wam życzę.