… już maj.
Nie narzekam, że mi czas zapierdala. Stwierdzam raczej fakt.
Dzieje się dużo i, niekoniecznie dobrze i nawet, jeśli mam ochotę coś napisać, to zwyczajnie nie mam siły.
Ale od początku. Święta w Polsce były fantastyczne. Miarą jakości spędzonego z ludźmi czasu dla mnie jest to, czy przyszło mi do głowy włączyć telewizor. Otóż nie, oraz pogaduchy do 3 mnie wykańczały, ale z drugiej strony dodawały energii. Porąbane to. Zanim jednak nastały święta w sobotę, na piętnaście minut przed zamknięciem, chłopaki (Ted i Krzyś) wyszli z pewnego sklepu z… nową zmywarką, gdyż stara umarła, a bez niej ze stadem gości w domu byłoby słabo. Mamy zatem nową, to był plus dodatni, ujemny to stres, czy uda się coś kupić i czas, jaki zmarnowaliśmy montując nowe ustrojstwo, zamiast uprawiać bieg między piekarnikiem, kuchenką, airfryerem i parowarem. Zdążyliśmy ze wszystkim, bo zawsze dajemy radę, ale łatwo nie było, ci pamiętniczku powiem szczerze.
Byliśmy u Cioci, codziennie. Nawet nie wiemy, czy nas poznała… ech.
Po świętach dotarł drugi probiotyk i teraz jest jeszcze gorzej, niż było. Incydenty histaminowe się zdarzają i kiedy to następuje, odstawiam oba na 48 godzin, jak wszystko wraca do normy, zaczynam brać znowu (od połowy dawki) i tak do kolejnego incydentu. Czuję się źle, nic nie mogę jeść, jestem wkurwiona i przy życiu trzyma mnie jedno zdanie ‚nie przestawaj, z tego musi wyjść coś dobrego, cierpliwości’. Cierpliwa jestem od lutego, mam już spore deficyty, a poprawy jak nie było, tak nie ma. Nie mam wyboru, czekam zatem… na poprawę, na steka, wino i deskę serów, a musisz wiedzieć pamiętniczku, że tu serio jest na co czekać.
Żeby było zabawnie, zmieniłam telefon, bo poprzedniemu padała bateria szybciej, niż rozkręcał się dzień. Matko, jak ja tego nie lubię. Niby wszystko powinno się przenieść z jednego do drugiego bez problemu ale… się nie przeniosło i tak mam dodaną tylko polską kartę (słabe pocieszenie, bo tu jej raczej nie używam), szlag mi trafił połowę aplikacji w tym itsme, to taki tutejszy mObywatel. Bez itsme nie mogę odpalić aplikacji bankowej, a potwierdzeniem tożsamości w tejże może być tylko itsme. Kółko graniaste się zamyka, a ja jestem w dupie. Oczywiście zegarek również ucierpiał, 24 godziny parowałam go z nowym telefonem i aż dziw, że oba sprzęty przeżyły tę bitwę w jednym kawałku, a ja nikogo nie zabiłam. Niestety już wiem, co dostanę na urodziny. Czeka mnie kolejna bitwa na sprzęty, tym razem z tabletem. Z jednej strony mam już ciarki na pleckach na tę okoliczność, a z drugiej paluszki mnie swędzą, gdyż możliw, że to jeden z ostatnich tekstów pisanych na telefonie.
Jeszcze tylko operacja Teda na nóżkę w piątek i może na chwilę będzie spokój. Bardzo poproszę. Niestety stres nasila problemy histaminowe, więc kolejna jazda zaplanowana jest za 3, 2, 1 bum!
W międzyczasie, jak widać powyżej, byliśmy się powłóczyć w fajnym miejscu, bo przecież trzeba coś robić, żeby nie zwariować.
I tak się kulam pamiętniczku w nadziei, że kulanie następuje w dobrą stronę.
Taka złota myśl nas dopadła w Prinsenpark (To, na czym się skupiasz, rośnie) skupiam się na pozytywach i kulam się dalej, może w końcu do kolejnej certyfikacji😂






