Jesteśmy w domu.
Przywieźliśmy dzieci.
Teraz będzie więcej pracy, a w domu permanentne zamieszanie, ale zbyt dużo zawdzięczam bratu, żeby powiedzieć NIE.
Zatem w domu zaczyna się okres zadymy, czyli w zasadzie sezon letni uznaję za rozpoczęty ;o)
Jeżeli chodzi o piątek, to nie przychodzi mi nic innego do głowy, jak określenie, że było DZIWNIE.
Mam nadzieję, że nie mieliście wiele wspólnego z sądownictwem w Polsce, bo to nic przyjemnego, ale jeżeli mieliście, wiecie też, że sąd z natury powinien być bezstronny.
I mój właśnie nie był.
Nie był na moją korzyść.
W jednym zdaniu mnie oświecił, w następnym oświecił mnie jeszcze bardziej, potem złożyłam wniosek formalny i ze sprawy została wyłączona osoba, która stała mi na drodze do upragnionego celu...
Jeszcze nie wiem jak to rozwiązać, żeby było 1:0 dla mnie, ale tu już mam nadzieję pomoże mi nasz zaprzyjaźniony, emerytowany prawnik.
Nie powinnam chyba tego pisać, ale oświecona zostałam również, że wniosek może zawierać roszczenie z datą wsteczną i prośbę o zwolnienie z kosztów postępowania.
Mocno trzymaliście kciuki, dziękuję ;o)
Chciałam podzielić się z Wami moimi planami na lato, ale z racji faktu, że przyjechały dzieci pozostaną one planami jednynie z marzeń.
No i tak szczerze, to raczej nie były one moje ;o)))
'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
niedziela, 8 lipca 2012
czwartek, 5 lipca 2012
Dziwny poranek
5:55, oczy jak spodki.
Adam dzisiaj nie wstaje, Młoda też zaczyna dopiero o 10:00, a ja, śpioch, wyspana, zwarta i gotowa, tylko do czego?
Jak czytałam u Niki, że wstała bladem świtem, zrobiło mi się Jej żal i poszłam sobie, żeby nie zostawić jakiegoś głupiego komentarza.
A tu... i mnie dopadło.
Wstałam, otworzyłam balkon a tu mgły nad lasem.
Jak jesienią jakąś.
Włączyłam komputer.
Wlazłam na naszą stronę.
A tam statystyki wprawiły mnie w zdumienie i... zachwyt.
Dwa razy sprawdzałam datę.
5 dnia miesiąca mamy tyle wejść, co w całym kwietniu.
Kocham Was, wiecie?
Muzę mam dla Was w podzięce.
Dajecie nadzieję.
Na cokolwiek.
Jutro jest ważny dzień.
Kolejna odsłona sporu w sądzie.
Aniołek na szczęście pilnuje mi bloga, a Wy pomyślcie o mnie ciepło tak koło 12:30, proszę.
Przegrywamy z Brazylią w siatkówkę, kurka!
P.S.
Wygraliśmy jednak :o)))
Adam dzisiaj nie wstaje, Młoda też zaczyna dopiero o 10:00, a ja, śpioch, wyspana, zwarta i gotowa, tylko do czego?
Jak czytałam u Niki, że wstała bladem świtem, zrobiło mi się Jej żal i poszłam sobie, żeby nie zostawić jakiegoś głupiego komentarza.
A tu... i mnie dopadło.
Wstałam, otworzyłam balkon a tu mgły nad lasem.
Jak jesienią jakąś.
Włączyłam komputer.
Wlazłam na naszą stronę.
A tam statystyki wprawiły mnie w zdumienie i... zachwyt.
Dwa razy sprawdzałam datę.
5 dnia miesiąca mamy tyle wejść, co w całym kwietniu.
Kocham Was, wiecie?
Muzę mam dla Was w podzięce.
Dajecie nadzieję.
Na cokolwiek.
Jutro jest ważny dzień.
Kolejna odsłona sporu w sądzie.
Aniołek na szczęście pilnuje mi bloga, a Wy pomyślcie o mnie ciepło tak koło 12:30, proszę.
Przegrywamy z Brazylią w siatkówkę, kurka!
P.S.
Wygraliśmy jednak :o)))
wtorek, 3 lipca 2012
Wakacje i inne takie
Lato przywitało nas kilkoma niespodziankami.
Na początek Młoda dowiedziała się, że praca dogadana miesiąc temu jest nieaktualna i generalnie pani jest bardzo przykro. Szkoda, że to nie do mnie był ten telefon, bo chyba nie powstrzymałabym się i powiedziała pani, gdzie ma sobie wsadzić swoje przykro. Młoda przełknęła gorzką pigułkę i godzinę później pędziła na rozmowę kwalifikacyjną.
Od czwartku pracuje, co oznacza, że nie otrzymała świadectwa, gdyż nie było czasu na pierdoły. Nie, no poszła na zakończenie, ale przemowy Pani Derektor zajęły cały czas, którym dysponowała i na spotkanie z wychowawczynią go nie starczyło.
Zaraz potem dla rozrywki dupnął nam w domu komputer stacjonarny i zrobił się dramat. Po pierwsze dlatego, że ja organicznie nie znoszę pracować na laptopie i nie pytajcie mnie dlaczego, gdyż nie wiem. Po drugie dlatego, że w ulubionych były setki linków z pomysłami, co to ja będę robiła w wakacje. Po weekendzie dopadliśmy w końcu naszego Magika od komputerów i... działam na stacjonarnym God bless Magik ;o)
Na początek wakacji miałam tylko jeden plan. Spróbować ;o)
Czy moje dłonie jeszcze potrafią... Nika mnie szczuła, aż wygrała ;o)
I spróbowałam.
Zaczęłam od czegokolwiek. Dwóch koszyczków znaczy. Młoda ma jakąś słabość do cytrusów chyba, gdyż zażądała deco w postaci cytrynek. Mnie było wszystko jedno, chciałam tylko sprawdzić, czy potrafię. Wczoraj zaś stwierdziłam, że kwiecie doniczkowe dostane od dziecków na zakończenie roku potrzebuje okładki. Już ma ;o)
Młoda w pracy, Ted (no dobrze, wszyscy już wiedzą, że Adam :o) w pracy, a ja siedzę sobie taka kurzodomowa i kusi mnie tyle rzeczy. Małga chce koszyk na spinacze do bielizny (och, jaki ja mam pomysł), Wasze blogi mnie kuszą, bo ostatnio przez dupnięcie nie bywałam, ale obowiązek wzywa mnie do deski do prasowania,
Może jednak zajrzę do Was na chwilkę albo pokręcę i poplotę odrobinę?
Na początek Młoda dowiedziała się, że praca dogadana miesiąc temu jest nieaktualna i generalnie pani jest bardzo przykro. Szkoda, że to nie do mnie był ten telefon, bo chyba nie powstrzymałabym się i powiedziała pani, gdzie ma sobie wsadzić swoje przykro. Młoda przełknęła gorzką pigułkę i godzinę później pędziła na rozmowę kwalifikacyjną.
Od czwartku pracuje, co oznacza, że nie otrzymała świadectwa, gdyż nie było czasu na pierdoły. Nie, no poszła na zakończenie, ale przemowy Pani Derektor zajęły cały czas, którym dysponowała i na spotkanie z wychowawczynią go nie starczyło.
Zaraz potem dla rozrywki dupnął nam w domu komputer stacjonarny i zrobił się dramat. Po pierwsze dlatego, że ja organicznie nie znoszę pracować na laptopie i nie pytajcie mnie dlaczego, gdyż nie wiem. Po drugie dlatego, że w ulubionych były setki linków z pomysłami, co to ja będę robiła w wakacje. Po weekendzie dopadliśmy w końcu naszego Magika od komputerów i... działam na stacjonarnym God bless Magik ;o)
Na początek wakacji miałam tylko jeden plan. Spróbować ;o)
Czy moje dłonie jeszcze potrafią... Nika mnie szczuła, aż wygrała ;o)
I spróbowałam.
Zaczęłam od czegokolwiek. Dwóch koszyczków znaczy. Młoda ma jakąś słabość do cytrusów chyba, gdyż zażądała deco w postaci cytrynek. Mnie było wszystko jedno, chciałam tylko sprawdzić, czy potrafię. Wczoraj zaś stwierdziłam, że kwiecie doniczkowe dostane od dziecków na zakończenie roku potrzebuje okładki. Już ma ;o)
Młoda w pracy, Ted (no dobrze, wszyscy już wiedzą, że Adam :o) w pracy, a ja siedzę sobie taka kurzodomowa i kusi mnie tyle rzeczy. Małga chce koszyk na spinacze do bielizny (och, jaki ja mam pomysł), Wasze blogi mnie kuszą, bo ostatnio przez dupnięcie nie bywałam, ale obowiązek wzywa mnie do deski do prasowania,
Może jednak zajrzę do Was na chwilkę albo pokręcę i poplotę odrobinę?
Subskrybuj:
Posty (Atom)