Jakiś czas temu przeczytałam gdzieś, że pewna pani z UK widzi zjawy.
Różne.
Różniste.
Widuje też Anioły.
W trakcie wywiadu, na przykład, widziała Anioła Stróża dziennikarki.
Stał za nią.
Smutny.
Miał szmaragdowe wdzianko i... na chwilę rozłożyl skrzydła.
Taki widok zapiera dech.
Widuje też tych Najważniejszych.
Rałał jest subtelny i uroczy.
Ale najpiękniejszy jest Gabriel.
Milczący, zamknięty w sobie.
Wyjatkowo męski, w skórzanej kurtce.
Harleyowiec.
I tak czytając pomyślałam sobie o Moim.
Aniole znaczy.
Musi chodzić w glanach, gdyż prowadzę Go ostatnio przez pola i bezdroża.
Gdyby na chwilę zniknął, z pewnością udałby się do boskiego magazynu po kij bejsbolowy.
W celu palnięcia mnie.
W łeb.
Dla otrzeźwienia.
Oraz przypomnienia.
Mój Nauczyciel od Wiedzy Tajemniej mawiał zawsze 'be positive or be quiet'**
Zapominam.
Dlatego Mój Biedny Anioł Stróż siedzi sobie pewnie teraz za mną na stole.
Ze skórzaną kurtką na grzbiecie.
Skrzydła ma złożone, bo przecież kury nie latają więc Mu nie ucieknę.
Z petem w zębach, machając nóżką w Martensie i... nie ma już do mnie siły.
- Nie wiem, czy Cię to Gościu pocieszy, ale ja też już nie mam... do siebie. Wiem też, że tak długo, jak ja się nie ruszę, Twoje skrzydła pozostaną złożone. A szkoda, bo to piękny widok jest, jak twierdzi pani od widzeń i widziadeł.
Ever this day be at my side
To light and guide
And rule and guard. ***
No i jeszcze muza, o Aniole, ja jakże.
Oraz Alcusiowy pomysł na rozmowę z Moim Aniołem, chciaż ten jarzębiak mnie trochę przeraża ;o)
* Mój Anioł Stróż
** Bądź pozytywny, albo siedź cicho
*** Od dziś na zawsze przy mnie bądź
Oświecaj, prowadź
Strzeż i chroń. (się starałam, ale się słabo rymnęło)
'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
wtorek, 8 stycznia 2013
sobota, 5 stycznia 2013
Praca z młodzieżą krzepi
Konwersacje z maturzystami rozszerzonymi (czyli grupą zaawansowaną).
W oparciu o tekst 'New Year's Eve'* gadamy sobie o tym, jak się w Polsce spędza Sylwestra, jak chcieliby go spędzić w roku przyszłym, a jaki byłby ten z ich marzeń.
W oparciu o tekst 'New Year's Eve'* gadamy sobie o tym, jak się w Polsce spędza Sylwestra, jak chcieliby go spędzić w roku przyszłym, a jaki byłby ten z ich marzeń.
Nie pytam ich, co porabiali 31 grudnia o północy, bo w większości znam ich rodziców, a nadmiar wiedzy ciąży :o)
Atmosfera luźna, jak zawsze z tymi, którzy nie boją się mówić. Przechodzimy więc do postanowień.
- Przeżyć 2013- pada pierwsza odpowiedź.
- Nie zawieść siebie- pada kolejna.
- Skoczyć na bungee- eskalują.
- I ze spadochronem - to nasza Młoda.
- Jak myślicie, czy ten rok, ze względu na trzynastkę z tyłu, będzie pechowy?- pytam.
- Zależy, jak się do niego podejdzie- rozwijają się młodzi.
- Jak oczekujesz pecha, dopadnie cię i w 2050, mimo, że data wygląda ładnie- to podejście Młodej.
- Na początku każdego roku wydaje mi się nadchodzący nie może być gorszy od poprzedniego- mówi Duży- i zawsze na koniec jestem zdziwiony, że mógł.
Podejście Młodych do życia... cóż, pokrywa się chwilowo z moim, a najważniejsze, że całość rozmowy odbyła się jednak w języku obcym.
*Sylwester
czwartek, 3 stycznia 2013
Szczeniaczek oraz kasa czasem śmierdzi
Ten Nowy Rok przypomina mi szczeniaka.
Małe to, słodkie, ledwie łazi.
W pierwszym dniu pojadło, popiło, zwinęło się w kulkę i posapywało w kojcu, ale już w dniu następnym nabrało siły i energii do zabawy.
Pokąsało dłonie do krwi i wcale nie pociesza fakt, że zrobiło to zupełnie nieświadomie.
Jak będzie tak rosło i żarło, zeżre mnie już za kilka dni.
Od wczoraj boli mnie głowa... od myślenia i kombinowania.
Spotkałam wczoraj kumpla, a ten patrząc na moją minę, zapytał:
- Mało Happy jest ten New Year*, co?
- No kuźwa mało- ja mu na to- ale niech napierdala cegłówkami teraz, w połowie roku mu się skończą.
Oraz wpadłyśmy z Młodą na pomysł skąd wziąć kasę.
Oglądając wczoraj 'Surfera', a raczej reklamy w jego przerwie, zobaczyłyśmy jak bardzo przystojny pan w wieku Teda delektuje się kawą. Jako, że wszyscy wią, iż Ted ma 'medialną' twarz i całą resztę zarządziłyśmy:
- Sprzedamy gościa do reklamy.
- Kawy? - Młoda na to.
- Nie, no wina, na przykład ...(tu padła nazwa 'wiodącego' na polskim rynku sprzedawcy wina z Kalifornii, którego to Ten nie tknąłby nawet za dopłatą, definiując je jako popłuczyny z beczki)
- Zapytaj tatusia czy wystąpiłby w 'takiej' reklamie za sto tysi na przykład.
Idę do łazienki, gdzie goli się Ted:
- Kochanie wystąpiłbyś w reklamie... (tu pada ta nazwa, co to mam zakaz jej użycia, tfu, tfu) za sto tysięcy?
Ted, nie przestając się golić, pyta:
- Dolarów?
I jak go tu teraz przekonać, że wcale nie musi napić się tego wina, żeby się nim zachwycić, więcej nawet, nie musi go nawet powąchać?
I jeszcze muza, ku pokrzepieniu, gdyż mam nadzieję, że to się kiedyś skończy.
* Happy New Year czyli szczęśliwego Nowego Jorku- dla nieczytatych z przymrużeniem.
Małe to, słodkie, ledwie łazi.
W pierwszym dniu pojadło, popiło, zwinęło się w kulkę i posapywało w kojcu, ale już w dniu następnym nabrało siły i energii do zabawy.
Pokąsało dłonie do krwi i wcale nie pociesza fakt, że zrobiło to zupełnie nieświadomie.
Jak będzie tak rosło i żarło, zeżre mnie już za kilka dni.
Od wczoraj boli mnie głowa... od myślenia i kombinowania.
Spotkałam wczoraj kumpla, a ten patrząc na moją minę, zapytał:
- Mało Happy jest ten New Year*, co?
- No kuźwa mało- ja mu na to- ale niech napierdala cegłówkami teraz, w połowie roku mu się skończą.
Oraz wpadłyśmy z Młodą na pomysł skąd wziąć kasę.
Oglądając wczoraj 'Surfera', a raczej reklamy w jego przerwie, zobaczyłyśmy jak bardzo przystojny pan w wieku Teda delektuje się kawą. Jako, że wszyscy wią, iż Ted ma 'medialną' twarz i całą resztę zarządziłyśmy:
- Sprzedamy gościa do reklamy.
- Kawy? - Młoda na to.
- Nie, no wina, na przykład ...(tu padła nazwa 'wiodącego' na polskim rynku sprzedawcy wina z Kalifornii, którego to Ten nie tknąłby nawet za dopłatą, definiując je jako popłuczyny z beczki)
- Zapytaj tatusia czy wystąpiłby w 'takiej' reklamie za sto tysi na przykład.
Idę do łazienki, gdzie goli się Ted:
- Kochanie wystąpiłbyś w reklamie... (tu pada ta nazwa, co to mam zakaz jej użycia, tfu, tfu) za sto tysięcy?
Ted, nie przestając się golić, pyta:
- Dolarów?
I jak go tu teraz przekonać, że wcale nie musi napić się tego wina, żeby się nim zachwycić, więcej nawet, nie musi go nawet powąchać?
I jeszcze muza, ku pokrzepieniu, gdyż mam nadzieję, że to się kiedyś skończy.
* Happy New Year czyli szczęśliwego Nowego Jorku- dla nieczytatych z przymrużeniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)