Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

niedziela, 4 sierpnia 2013

Obalam mit, że głupota nie boli

W zasadzie obaliłam wczoraj.
Dzisiaj mam całą rękę poparzoną i to jest ten ból.
Ale od początku.
Nie robi się pięcu rzeczy jednocześnie, gdyż nic z tego może nie wyniknąć dobrego.
Ja próbowałam.
Obiad i zakupy na Allegro.
Na obiad miały być ziemnaczki z rumieńcem, surówka z kapusty pekińskej i jajko sadzone.
Na Allegro była do kupienia płyta.
Skończyło się to tym, że w laptopie zmienił się język na polski 214, konto nie przyjęło kodu, zablokowałam konto internetowe, nie mogłam go odblokować przez telefon, bo tak utajniaczyłam telekod, że za cholerę go nie pamiętam. Pani radośnie poinformowała mnie, że w poniedziałek czeka mnie wizyta w oddziale banku. Wqoorwiona, próbowałam przerzucić ziemniaki na patelnię (na okoliczność tego rumieńca), źle obliczyłam siłę rażenia oleju i... całą rękę od pachy po dłoń mam w pęcherzach.
Ted popędził do apteki, więc dzisiaj, z całej ręki w kolorze homarowym, zostały mi już tylko homarowe cętki.
Wczoraj napierdalało, dzisiaj już tylko boli.
 Co to mnie boli?
Głupota. CNU

piątek, 2 sierpnia 2013

Znany człowiek i... nie może.

W pracy wielkie pierdolniecie.
Przyjechał znany polityk z małżonką.
Ona- nos nosi w chmurach, on- normalny facet.
Przywitali się, zameldowali i... niczego nie chcą.
Czasem tylko sieci bezprzewodowej, bo pani ciągle w pracy.

Za to reszta gości (nie cała oczywiście, są chlubne wyjątki) nagle ma do mnie sprawę.
Wpadają do biura i konfidencjonalnie pytają:
- czy ja dobrze widziałem... ?
- czy to jest...?
- czy nam się dobrze zdaje... ?
Uśmiecham się tylko.
Obowiązuje mnie ustawa o ochronie danych.

Najlepiej jednego z gości załatwiła pani Maria.
- Skąd ja go znam?- wywalił wprost- Polityk, aktor?
- Nie wiem skąd pan go zna- Maria na to- ja go znam, bo w ubiegłym roku też spędzał u nas urlop.

Facet ze stoickim spokojem znosi niezdrowe zainteresowanie swoją osobą.
Skromnie się uśmiecha.
Ale kuźwa nie może!
W gaciach pochodzić, roześmiać się w głos, do bagażnika bezkarnie zajrzeć.
Odprowadza go wzrok...
Natrętny.
Szukający sensacji.
Jesoo...

czwartek, 1 sierpnia 2013

Nie strasz, nie strasz... czyli spostrzeżenia kotusia

Ludzkość dzieli się na gadaczy, obiecywaczy, milczaczy i działaczy.
To moje obserwacje z ostatnich trzech miesięcy.
Generalnie, przyjęłam zasadę, że ludzkość nie jest mi winna nic, gdyż tak długo, jak mogę pomóc w znalezieniu noclegu, lekarza, wypożyczalni rowerów, apteki czy innej, niż ta zwyczajowa, trasy do domu, robię to, gdyż taki jest cel mojej tu obecności.
Ludzkość na życzliwość reaguje różnie.
Zwykle szokiem.
Że mi się chce wyjść z ram, ruszyć d... i nie rżnąć królewny na włościach.
Po ustąpieniu pierwszych objawów szoku ludzkość przechodzi do świergotu. Ćwierka, przechodząc sobie ze mną na kotuś, kochanieńka, skarbeńku i ty, demolując do niedobrze moje twardobrzmiące imię.
Potem przychodzą obietnice.
Czekolady.
Kawy.
Butelki dobrego wina (powodzenia życzę:o).
Czy innych frykasów.
A potem przychodzi chwila prawdy...
Klucze zostawione w drzwiach, bez do widzenia, pocałuj mnie w dupę, uścisku ręki.

Ale są też wyjątki.
Nie kotusiują mi, nie obiecują.
Wpadają podziękować, uścisnąć dłoń.
Delicje do kawy zostawić.

Najbardziej lubię tych od uścisku dłoni, gdyż mam zakaz picia podłego wina, piję tylko jeden gatunek kawy oraz nie jestem wielbicielką każdego rodzaju słodyczy.