Całą niedzielę przepracowałam.
Myłam okna i lampy.
Prałam i prasowałam firany.
Odkurzałam ściany.
Robiłam bigos.
Wszystkie te straszne rzeczy robiłam w duecie, więc odpowiedzialność i kara powinny dzielić się na dwa, prawda?
Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać jedynie, że w duecie było zabawnie i znacznie szybciej.
Nie dałam się porwać świątecznemu szaleństwu jednakowoż.
To tyle porządków w temacie.
Odbyły się tylko dlatego, że policzyłam, kiedy ostatnio myłam okna i wystraszyłam się, że nie zobaczę pierwszej gwiazdki ;)))
:Na wieńcu adwentowym zapłonęła trzecia świeca.
Jutro jedziemy po wino do grzańca.
To, przeznaczone na święta, już dumnie czeka.
Nalewki zlane.
To już prawie...
'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
niedziela, 14 grudnia 2014
wtorek, 9 grudnia 2014
Czy tylko mnie
... to przeszkadza, że wszystkie telewizje promują świąteczne chamstwo?
Nie wiem, jak obchodzi się święta w domach bossów naszych 'wielkich' telewizji, ale zgoda na emisję rekalmy tępego niedźwiadka, który puszcza bąki na świeczkę, z której to płomień podpala choinkę, jest wysoce niestosowna.
Mnie święta kojarzą się z opłatkiem, choinką i muzyką, o której napiszę bliżej świąt.
Spokojem, błogością i smacznymi potrawami.
U mnie w domu nikt nie robi 'takich numerów'.
Zakładam, że u Was też nie.
Dlaczego my się godzimy, żeby ktoś nam wciskał takie niesmaczne obrazy?
Dlaczego nie napisaliśmy jeszcze zbiorowo do kogo trzeba, żeby sobie odpuścili, bo nie chcemy tego oglądać?
Chyba, że chcemy...
Ja, jednak nie.
Oraz moje święta nie będą miękkie i puszyste, wcale nie z powodu braku śniegu.
Znowu nie napięłam mięśni w porę i dostałam w miękkie.
Kuźwa, powalczę, bo co mi zostało?
Nie wiem, jak obchodzi się święta w domach bossów naszych 'wielkich' telewizji, ale zgoda na emisję rekalmy tępego niedźwiadka, który puszcza bąki na świeczkę, z której to płomień podpala choinkę, jest wysoce niestosowna.
Mnie święta kojarzą się z opłatkiem, choinką i muzyką, o której napiszę bliżej świąt.
Spokojem, błogością i smacznymi potrawami.
U mnie w domu nikt nie robi 'takich numerów'.
Zakładam, że u Was też nie.
Dlaczego my się godzimy, żeby ktoś nam wciskał takie niesmaczne obrazy?
Dlaczego nie napisaliśmy jeszcze zbiorowo do kogo trzeba, żeby sobie odpuścili, bo nie chcemy tego oglądać?
Chyba, że chcemy...
Ja, jednak nie.
Oraz moje święta nie będą miękkie i puszyste, wcale nie z powodu braku śniegu.
Znowu nie napięłam mięśni w porę i dostałam w miękkie.
Kuźwa, powalczę, bo co mi zostało?
niedziela, 7 grudnia 2014
Mikołaj musi być...
... mimo wszystko.
Pęd oraz galop nas odczłowiecza.
Ucybordza... albo jakoś tak.
Dlatego bardzo doceniliśmy, że z okazji Mikołajek w prezencie dostaliśmy wspólny, wolny weekend.
Kto nas zna, ten wie, że taki prezent nie zdarza nam się często.
Pół w zasadzie, bo ja jednak musiałam rano trochę popracować.
Popołudnie jednak było już jednym wielkim prezentem.
Najpierw był wspólny obiad, potem kino, a następnie leniwa kawa i brownie, i szarlotka.
Jeszcze później było muzycznie, a na koniec odezwał się mój ząb, co to go w piątek kolega Piotr próbował uciszyć, ale okazało się, że to fighter jest.
Dzisiaj nie wytrzymałam i ściągnęłam Piotra do gabinetu, a raczej on mnie ściąnął.
Ma być lepiej.
Podobno.
Bo nie jest i mam wrażenie, że jestem na ciągłej bani.
To nie jest zabawne, ponieważ muszę skończyć zamówione chusty i zacząć myśleć o świętach.
Trzeba się uporać z zaległościami, żeby myśleć do przodu jednakowoż.
I jeszcze Maksowi jedną czapkę udziarać, bo ta Mikołajowa bardzo przypadła do gustu jego Mamie i, kurka, chcą następną.
I kartki dla Nieboraczków dokończyć.
No, to pędzę się uporywać, pozdrawiając Was ciepło.
Pęd oraz galop nas odczłowiecza.
Ucybordza... albo jakoś tak.
Dlatego bardzo doceniliśmy, że z okazji Mikołajek w prezencie dostaliśmy wspólny, wolny weekend.
Kto nas zna, ten wie, że taki prezent nie zdarza nam się często.
Pół w zasadzie, bo ja jednak musiałam rano trochę popracować.
Popołudnie jednak było już jednym wielkim prezentem.
Najpierw był wspólny obiad, potem kino, a następnie leniwa kawa i brownie, i szarlotka.
Jeszcze później było muzycznie, a na koniec odezwał się mój ząb, co to go w piątek kolega Piotr próbował uciszyć, ale okazało się, że to fighter jest.
Dzisiaj nie wytrzymałam i ściągnęłam Piotra do gabinetu, a raczej on mnie ściąnął.
Ma być lepiej.
Podobno.
Bo nie jest i mam wrażenie, że jestem na ciągłej bani.
To nie jest zabawne, ponieważ muszę skończyć zamówione chusty i zacząć myśleć o świętach.
Trzeba się uporać z zaległościami, żeby myśleć do przodu jednakowoż.
I jeszcze Maksowi jedną czapkę udziarać, bo ta Mikołajowa bardzo przypadła do gustu jego Mamie i, kurka, chcą następną.
I kartki dla Nieboraczków dokończyć.
No, to pędzę się uporywać, pozdrawiając Was ciepło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
