'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
piątek, 16 stycznia 2015
Zwierzenia człowieka skurwiela
Śniadanie.
Gdzieś w tle lecą wiadomości.
Kolejne protesty górników.
- Szkoda mi tych ludzi- rzuca Ted znad kanapki z czedarem i pomidorem.
- A mnie nie- odpalam szybko.
- Jak to- dziwi się Ted- ty, taka pełna empatii?
Oj, podniosło mi się ciśnienie i rozpuściłam język.
Wyszedł ze mnie człowiek skurwiel.
- A kto żałuje ciebie?- zapytałam zaczepnie. Kto żałował ciebie, jak będąc dyrektorem hotelu (btw należącego do jednej z kopalń) nagle dowiedziałeś się, że powstaje twoje wymarzone osiedle, a ty w banku nie dostaniesz kredytu hipotecznego? Kto przejął się tym, że rzuciłeś wszystko, zostawiłeś nas i pojechałeś bujać się po morzach i oceanach? Przypomnij mi, do kogo wyciągnęliśmy rękę, jak mając dwuletnią Młodą, podjęliśmy błędną decyzję finansową i zostaliśmy bez środków do życia, a smutny pan upierdolił ci prąd.
- Do nikogo- odpowiedział Ted, zaskoczony moim wybuchem.
- A do kogo ja lezę protestować, że w tym miesiącu pracuję tylko 10 dni, bo dzieci miały ferie, a zaraz potem będą miały kolejne? Może pójdę do MOPRu i poproszę o zapomogę, bo mamy dziecko na studiach?
- Eeee, no OK - zareagował Ted na moje wywody.
- Eeee, no nie OK. Ty walczyłeś, ja walczyłam, a oni żądają. Łatwiej wyciągnąć łapę, niż zmienić coś w swoim życiu.
- Ale to nie jest łatwe- Ted bronił jeszcze, średnio, słusznej sprawy.
- No nie jest, masz rację. Sam chyba o tym wiesz. Powinieneś jeszcze pamiętać, jak piąłeś się po kolejnych szczeblach drabiny w firmie PC, a potem CCL, a zamiast balować z kumplami po pracy, siedziałeś w książkach, żeby dzisiaj umieć to, co potrafisz. A jak czułeś się, kiedy przestałeś pływać, ryzykowałeś wszystko, zakładając firmę i jednocześnie zacząłeś pracować? Przypomnij mi, kuźwa, w jakim języku pracujesz teraz? A w jakim pracowałeś przez poprzednie dwanaście lat? Kurwa, żaden z nich nie jest językiem polskim. Nie mów mi, że TO jest trudne.
- No fakt- przyznał Ted, akceptując argumenty człowieka skurwiela- nie jest, jak się ma motywację.
- Ergo, oni jej nie mają. Chcą robić to, co zwykle, nie chcą zmian i rozwoju. To się kurwa nazywa wygodnictwo.
Nie wiem, jak biedny Ted będzie dzisiaj spał, mając świadomość, że obok śpi człowiek skurwiel. Mam nadzieję, że dobrze, bo jutro znowu będzie musiał mierzyć się z niepolskim językiem, a to wymaga wypoczętej głowy.
Trafia mnie szlag, jak słyszę o kolejnych żądaniach. Jak ja nie miałam pracy, to gryzłam biurko, żeby ją mieć. Teraz mam w mieście 'nazwisko', nie dlatego, że protestowałam, ale dlatego, że jestem skuteczna i podjęłam kiedyś wyzwanie żeby robić coś, czego wcześniej nie robiłam.
sobota, 10 stycznia 2015
Nawalona na trzeźwo czyli niekarnawał
Niech to się już skończy!
To, co się kuźwa przetacza nad moją głową.
Orkan pier...
Kręci deszczem, wiatrem oraz gradem napier... w okna.
Te, meniskiem wklęsłym do domu się pchają.
Wczorajszy ciąg dalszy walki o zęba odbył się po pokonaniu trzystu metrów w poziomie prawie.
Droga powrotna była równie upojna.
Rozkopana twarz dokłada swoje pięć groszy do, i tak choo..., nastroju.
Jesoo, nie mam na nic siły.
Ted mi herbatę przyniósł piękną.
Pachnącą jabłkiem, cynamonem, miodem i rodzynkami.
Nie pomaga.
Czuję się, jak po ciężkiej imprezie.
Ja mogę cierpieć za to, że balowałam... ale cierpienie bez, jest nie fair.
Czy karnawał nie kojarzy nam się z zimą?
Albo przynajmiej powiniem się kojarzyć.
Nawet czytać nie mam siły i dziarać też nie, chociaż zamównienie rozkopane czeka.
A'propos czytania.
Pytam wczoraj moje Orzełki (klasa IV) z czym kojarzy im się słowo odpoczynek (in English, of course).
- Z graniem na komputerze
- Z graniem na playstation
- Z oglądaniem telewizji
- Z zabawami na dworze (!!! dopiero na miejscu czwartym)
- A z czytaniem? Odpoczynek nie kojarzy wam się z czytaniem?- rzucam, jak pierwsza naiwna.
- O nie!- protestują gorąco Orzełki- Czytanie to nauka(!!!)
I tak, zbita jeszcze bardziej, idę sobie czekać w milczeniu, aż się temu orkanu znudzi i pójdzie napier... w Maskwu.
To, co się kuźwa przetacza nad moją głową.
Orkan pier...
Kręci deszczem, wiatrem oraz gradem napier... w okna.
Te, meniskiem wklęsłym do domu się pchają.
Wczorajszy ciąg dalszy walki o zęba odbył się po pokonaniu trzystu metrów w poziomie prawie.
Droga powrotna była równie upojna.
Rozkopana twarz dokłada swoje pięć groszy do, i tak choo..., nastroju.
Jesoo, nie mam na nic siły.
Ted mi herbatę przyniósł piękną.
Pachnącą jabłkiem, cynamonem, miodem i rodzynkami.
Nie pomaga.
Czuję się, jak po ciężkiej imprezie.
Ja mogę cierpieć za to, że balowałam... ale cierpienie bez, jest nie fair.
Czy karnawał nie kojarzy nam się z zimą?
Albo przynajmiej powiniem się kojarzyć.
Nawet czytać nie mam siły i dziarać też nie, chociaż zamównienie rozkopane czeka.
A'propos czytania.
Pytam wczoraj moje Orzełki (klasa IV) z czym kojarzy im się słowo odpoczynek (in English, of course).
- Z graniem na komputerze
- Z graniem na playstation
- Z oglądaniem telewizji
- Z zabawami na dworze (!!! dopiero na miejscu czwartym)
- A z czytaniem? Odpoczynek nie kojarzy wam się z czytaniem?- rzucam, jak pierwsza naiwna.
- O nie!- protestują gorąco Orzełki- Czytanie to nauka(!!!)
I tak, zbita jeszcze bardziej, idę sobie czekać w milczeniu, aż się temu orkanu znudzi i pójdzie napier... w Maskwu.
czwartek, 1 stycznia 2015
Sylwester solo II
Decyzja, żeby spędzić Sylwestra solo, w roku ubiegłym, została na mnie wymuszona.
Takie jest życie.
W tym roku decyzja była zupełnie świadoma.
Tak, spędziłam tę noc sama.
Nie uwierzycie, ale było świetnie.
W ostatni wieczór roku byłam dla siebie dobra.
Aromatyczna kąpiel.
Maska na włosy.
Maska na twarz.
Tarta z brokułami, szynką parmeńską i serem dojrzewającym, na kolację.
Wino białe Birchmore Chardonnay Premium Cuvee, wybrane przez Teda.
I tylko czasu na jedzenie nie było.
Telefon, stale na ładowarce, rozgrzewał się do czerwoności.
Spędzałam tę noc na odległość razem z tymi, którzy też nie bardzo mogli się bawić.
Jedni w Łodzi, drudzy z Zielonej Górze, świat jest taki mały ;)
W prezencie, z okazji rocznicy, ślubu dostałam piosenkę magiczną.
Nie znałam jej, może dlatego tak bardzo mnie wzruszyła.
Nie było podsumowań i postnowień, no może z wyjątkiem tego małego, że muszę ruszyć d... bo siedzący tryb życia zrobi ze mnie babcię, zanim się zestarzeję ;)
A dzisiaj było leniwe śniadanie, leniwy spacer (o! pierwszy dzień realizacji postanowienia ;) i... znowu zostałam sama.
Nie wiem tylko, czy chcę, żeby w najbliższego Sylwestra coś się zmieniło, bo jest dobrze.
Nowy Roku, bądź dla nas dobry, proszę.
Ty wiesz, czego nam trzeba.
Takie jest życie.
W tym roku decyzja była zupełnie świadoma.
Tak, spędziłam tę noc sama.
Nie uwierzycie, ale było świetnie.
W ostatni wieczór roku byłam dla siebie dobra.
Aromatyczna kąpiel.
Maska na włosy.
Maska na twarz.
Tarta z brokułami, szynką parmeńską i serem dojrzewającym, na kolację.
Wino białe Birchmore Chardonnay Premium Cuvee, wybrane przez Teda.
I tylko czasu na jedzenie nie było.
Telefon, stale na ładowarce, rozgrzewał się do czerwoności.
Spędzałam tę noc na odległość razem z tymi, którzy też nie bardzo mogli się bawić.
Jedni w Łodzi, drudzy z Zielonej Górze, świat jest taki mały ;)
W prezencie, z okazji rocznicy, ślubu dostałam piosenkę magiczną.
Nie znałam jej, może dlatego tak bardzo mnie wzruszyła.
Nie było podsumowań i postnowień, no może z wyjątkiem tego małego, że muszę ruszyć d... bo siedzący tryb życia zrobi ze mnie babcię, zanim się zestarzeję ;)
A dzisiaj było leniwe śniadanie, leniwy spacer (o! pierwszy dzień realizacji postanowienia ;) i... znowu zostałam sama.
Nie wiem tylko, czy chcę, żeby w najbliższego Sylwestra coś się zmieniło, bo jest dobrze.
Nowy Roku, bądź dla nas dobry, proszę.
Ty wiesz, czego nam trzeba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)