Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

czwartek, 21 maja 2015

Takie tam... i ból żołądka

Właśnie uporałam się z tegorocznymi maturami.
Znaczy moi uczniowie się uporali.
Niech ich coś...
Nie pamiętam takich marnych wyników.
Rozumiem stres, rozumiem że to język obcy, ale kuźwa na jednej grupie słownikowej matury nie da się zdać, na więcej, niż 30%.
Nie ma jeszcze takiego wynalazku, który pozwoli absorbować wiedzę z powietrza, przebywając w jednym pomieszczeniu z kimś, kto się językiem posługuje.
Niektórzy trafili na wyjątkowo wymagających egzaminatorów i tu spodziewaliśmy się, że będzie ciężko, ale jak ktoś jest, kurwa, pierdolonym (przepraszam, ale nie da się tego inaczej ująć) leniem, to chętnie pogadam z rodzicami na temat osiągniętych, wybitnych wyników.
Wczoraj przez cały dzień bolał mnie żołądek ( z nerwów, Star :)

W niedzielę impreza u Mamy Zet. My ją urządzamy. Mama chce mieć imprezę, ale nie ma siły jej przygotować. No cóż, po to są dzieci, ale w takim razie impreza przeniosła się w czasie, bo dzieci mogą TYLKO w tym tygodniu.
Chrzanię focha. Możemy jeszcze tę imprezke odwołać, ja się chętnie wyśpię i odpocznę.

Od 12 dni jestem na diecie.
Jest zabawnie.
Pierwszy raz w życiu jest zabawnie.
Bez napinki.
Pierwszy tydzień zamknięty liczbą -0,8
Haha, jeszcze nigdy nie schudłam w pierwszym tygodniu odchudzania.
Doooobrze mieć fajnych, byłych uczniów.

Idę poćwiczyć na stepperze.

niedziela, 10 maja 2015

Wyjątkowo trudny maj

O 12 dzisiaj wstałam, Jesoo.
Jak smarkacz jakiś.
Planu żadnego, ani sensu.
Ale trzeba było w końcu odespać.
Bo maj jakiś wyjątkowo imprezowy się trafił tego roku.
W piątek była wigilia... moich urodzin (tak, tak, hepi berzdej tu mi).
I spotkanie po latach było.
Wyjątkowe.
Pierwszy raz w życiu widziałam, jak piją sommelierzy w pakiecie.
Otóż piją kreatywnie.
Czarując magią win kolejnych i bawiąc się reakcją niesommelierów.
Potem była impreza właściwa, a w międzyczasie praca na pełnym zmęczeniu.
I trzeba było odespać, spełnić obowiązek, a potem znowu odpoczywać.
To ja, bo Ted jest w pracy.
Jazz sączy sie leniwie.
Nie robię dzisiaj absolutnie nic.
Chrzanię.
Będę czytać i jeść truskawki.
Czego i Wam życzę oraz miłej niedzieli.

Nabieram sił, bo to jeszcze nie jest imprezowy koniec.

poniedziałek, 4 maja 2015

Długi weekend czyli nic nie zapowiadało takiej jazdy

Generalnie długi weekend miał być czasem odpoczynku, przeplatanego pracą jednakowoż.
Maturzyści w ostatnich konwulsjach paniki coś tam czytali, coś pisali.
Ja miałam w planie pojawienie się na jednej oficjalnej imprezie, Ted miał w planie pracę.
Oficjalna impreza okazała się być jakimś szaleństwem z ilością wina nieprzepitą i jadła nieprzejedzoną, tańcami i karaoke.
Po odśpiewaniu z Jubilatem 'My ze spalonych wsi' i odtańczeniu z Tatą Jubilata utworu ambitnego 'Biełyje rozy' świat już nie będzie taki sam, ale wypite wino złagodziło wstrząs.
Kolejny wieczór, po dniu pracy, okazał się być poprawinami po... tym razem przy piwie, wspomnieniach i genialnej muzyce granej dla Jubilata, przez jego kolegę, który w żyłach ma płynny jazz. Knajpa zamknęła się długo po zamknięciu, ale załoga zniosła to dzielnie.
Niedzielny poranek siostra Jubilata powitała biegami po plaży i kapielą w morzu, a my dzielnie jej kibicowaliśmy okutani w kurtki i szale. Całość uczciliśmy szklanką cydru, albo lemoniadą imbirową na gorąco (to ci, co kibicowali :)
Długi weekend skończył się dzisiaj. Między pracą, z kciukami zaciśniętymi za powodzenie Maturzystów, wzięłam udział w uroczystym obiedzie na cześć jednej obrażalskiej, co to nie rozumie, że dorośli ludzie czasem mają szefa i nie mogą sami decydować kiedy wyjdą z pracy.
Z Sabą, żoną tedowego brata, rozpoczynamy edukację naszych starszaków. Pierwsza lekcja nosi temat 'Świat nie kręci się wokół seriali. Duże dzieci muszą czasem zarabiać kasę i nie stawią się na każde gwizdnięcie'. Pierwsze reakcje to niestety fochy, ale rodzice nauczyli nas działać konsekwentnie, nie ustajemy więc w wysiłkach i nadziei, że zrozumieją.
A jak nie zrozumieją, to... my też użyjemy focha.
Uffff.
Jutro matematyka, a pojutrze, z drżeniem serca otworzę na necie arkusze.
Część pisze jeszcze starą, część już nową, z elementami gramatyki.
Dadzą radę.
Chyba.
Może.
Kuźwa, zawsze dają.