Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

środa, 13 stycznia 2016

Przemyślenia raczej w tonacji goryczy

Nie wiem, co dzieje się z ludźmi i chyba już nie chcę wiedzieć.
Nie mam nawet pytań.
Mam tylko odpowiedzi.
Niecenzuralne jednakowoż, więc się powstrzymam.
Dla dobra.
Waszego.

Jestem już taka zapalona w bojach, że zen osiągnęłam po 45-minutowym treningu.
Teda trzymało dłużej.
Chyba nadal trzyma.
- Nie wierzę- powtarza.
- Uwierz! Zła wiadomość jest taka, że nie możesz zmusić ludzi, żeby cię lubili, byli dla ciebie mili lub zwyczajnie w porządku, nie możesz mieć na nich wpływu. Dobra jest taka, że dla ciebie nie ma to żadnego znaczenia.
- Ej, to dobre jest, kto to powiedział?
- Nie mam pojęcia, ale przyznaj, że miał rację.


piątek, 8 stycznia 2016

Postanowienia noworoczne...

... kto to kuźwa wymyślił?
Znacie kogoś, kto ich dotrzymał?
Ja, osobiście, nie dotrzymałam NIGDY. 
Postanowienie zadbania i swoją formę i masę nie było zatem tym noworocznym.
Było impulsem.
Było z tych 'a co, jeśli to zadziała?'
Postanowienie uczynione pod wpływem szampana, albo po nieprzespanej nocy też jest impulsem, tyle, że potem przeradza się we frustrację 'muszę', a następnie 'jestem niemotą, nawet to mi nie wyszło'.
Dlatego postanowiłam sobie, już czas jakiś temu, nic nie postanawiać.
Jeżeli jest coś do zrobienia, raczej podejmuję decyzję.
Czym różni się decyzja od postanowienia?
Za decyzją idzie akcja.
Próbując przechytrzyć system mogłabym postanowić, że utrzymam wagę.
Haha!- nie przeszkodziły mi w tym nawet święta.
Albo, że będę uprawiała sport- w drugi dzień świąt już mnie poniosło, więc to łatwe.
Tyle, że to wszystko są konsekwencje decyzji z maja.

W tym roku odpocznę, odpoczniemy RAZEM.
Będzie ciężko, bo w naszych obowiązkach służbowych i dniach wolnych mijamy się koncertowo.
Ale podjęłam decyzję.
Mam dwanaście miesięcy na jej realizację.

A tym czasem napier... napadało śniegu.
I żeby było zabawnie, tempertura wyskoczyła na plus.
Napierdziela mnie łeb.

Idę do pracy.
Do tego nie potrzebuję ani postanowienia, ani decyzji.


sobota, 2 stycznia 2016

Jak to leciało?

'Jaki Sylwester, taki cały rok', czy 'Jaki Nowy Rok, taki cały rok'?
Muszę to szybko ustalić, bo doświadczenia są zgoła różne.
W Sylwestra plan był prosty, zaszyć się pod kocem z talerzem muffin z ricottą i szpinakiem, butelką białego wina, obłożyć się książkami, zagrać dobrą muzę i mieć w dupie. Planem awaryjnym było obejrzenie jednego filmu, co to mnie bawi i nigdy nie obejrzałam go od początku do końca.
Ehhhh- to tyle w kwestii komentarza.
Wszyscy, dosłownie wszyscy mieli misję towarzyszenia mi tego wieczoru... telefonicznie albo fejsbucznie.
Skończyło się muffinami jedzonymi w biegu, winem, które nalałam, ale zapomniałam wypić, obecnieczytaną książką, która smętnie została w sypialni i filmem, którego początek bardzo mnie zaskoczył, gdyż w tle usłyszałam jedną z moich ulubionych piosenek... i to tyle, gdyż nie obejrzałam nic więcej oprócz napisów początkowych.
Za to były długie i, przyznam szczerze, bardzo fajne rozmowy, dużo śmiechu i ciepłych życzeń.
Tyle, że nie pamiętam, jak to było, z tym Sylwestrem, bo jak moje plany w nowym roku mają tak się posypać, to dupa blada.
Jeżeli chodzi o Nowy Rok, było spokojnie, smacznie i leniwie...
No i tego chyba też nie chcę.
No nic, chrzanić gusła, odpoczywam tylko do 4 stycznia, a potem sprawy trzeba wziąć w swoje ręce.

P.S.
Zapomniałabym!
Świat wydał kolejny już raz furę kasy, żeby fajerwerkami celebrować naszą rocznicę ślubu.
Ja wolałabym muzykę jednak.
Taka mi się kojarzy z nami, a i mentalnie jakoś tak przystajemy do obrazka :D