Wieniec adwentowy, który w naszym domu odlicza niedziele do Bożego Narodzenia powstał w ostatnią. Zapłonęły na nim jednocześnie trzy świece.
Jak będę działała z takim poślizgiem, Wigilię obejdę z prawosławnymi.
Nie mam nic przeciwko świętowaniu 6 stycznia, ale goście chyba jednak planują przyjazd 24 grudnia.
Cholera!
Nie czuję tych świąt.
Za oknem wiosna/jesień- coś na wzór obu.
W domu nas nie ma, więc może jednak, za sprawą krasnoludków toczą się jakieś przygotowania, ale ja nic o tym nie wiem.
Lodówka zapełniona w standardzie, tylko tym, co potrzebne do przeżycia.
Jakie zakupy, jakie przygotowania?
Ale, ale ...
Prezenty są.
Dla wszystkich.
Czyli plan jest taki, że robimy barszcz z papierka, rozpakowujemy z gazet prezenty i gramy w Scrabble.
No... to może jednak zdążę na 24 grudnia :D
'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
środa, 14 grudnia 2016
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Blink
Jak ostatnio mrugnęłam- był piątek i kończyłam pracę.
Dzisiaj, poobijana weekendowym galopem, przeciągnęłam się i, z bólem dupy oraz innych części ciała, poszłam do pracy.
Co to się kuźwa wydarzyło i dlaczego tak szybko przemknęło?
Sama zastanawiam się, dlaczego ja to jeszcze lubię.
Co mnie gna?
Jak długo jeszcze tak pociągnę?
Ludzie biegali po dużym mieście w poszukiwaniu prezentów.
Pili kawę pierniczkową, kupowali ciasteczka korzenne.
Jesooo.
Dlaczego my biegliśmy pod prąd?
Dlaczego nie było zakupów?
Dlaczego zamiast przedświątecznie zwolnić, my zawodowo przyspieszamy?
Przecież bardziej się nie da.
Teraz siedzę w pracy i marzę.
Od 27 grudnia do 1 stycznia będę miała wolne.
Skończy się świąteczna zadyma, zamknę drzwi, zrobię sobie kawę, obłożę się książkami i nie odbiorę żadnego telefonu.
Taaaaa
Marzenia, dobra rzecz.
Na moim nieistniejącym adwentowym wieńcu nie zapłonęła już druga świeca.
Jest plan, żeby Wigilia dobyła się zgodnie wyznaczoną datą, ale nikt sobie za to ręki nie da obciąć.
Dzisiaj, poobijana weekendowym galopem, przeciągnęłam się i, z bólem dupy oraz innych części ciała, poszłam do pracy.
Co to się kuźwa wydarzyło i dlaczego tak szybko przemknęło?
Sama zastanawiam się, dlaczego ja to jeszcze lubię.
Co mnie gna?
Jak długo jeszcze tak pociągnę?
Ludzie biegali po dużym mieście w poszukiwaniu prezentów.
Pili kawę pierniczkową, kupowali ciasteczka korzenne.
Jesooo.
Dlaczego my biegliśmy pod prąd?
Dlaczego nie było zakupów?
Dlaczego zamiast przedświątecznie zwolnić, my zawodowo przyspieszamy?
Przecież bardziej się nie da.
Teraz siedzę w pracy i marzę.
Od 27 grudnia do 1 stycznia będę miała wolne.
Skończy się świąteczna zadyma, zamknę drzwi, zrobię sobie kawę, obłożę się książkami i nie odbiorę żadnego telefonu.
Taaaaa
Marzenia, dobra rzecz.
Na moim nieistniejącym adwentowym wieńcu nie zapłonęła już druga świeca.
Jest plan, żeby Wigilia dobyła się zgodnie wyznaczoną datą, ale nikt sobie za to ręki nie da obciąć.
czwartek, 1 grudnia 2016
Ja pier... czyli grudzień
Mariah otworzyła uroczyście sezon na rycie bani świętami.
Nie mam czasu podrapać się w dupę, a oni z anteny pytają mnie, czy posprzątałam już dom na święta.
Kupiłaś już prezenty? Wabią reklamy. Jeżeli nie, chodź do nas, my mamy to, czego potrzebujesz.
Otóż potrzebuję spokoju.
Czasu też potrzebuję.
Zatrzymania w biegu.
Kilku wolnych dni.
Poczytania książki, dłużej niż do opadnięcia powiek po jednej stronie.
Nie potrzebuję rzeczy.
Nie jestem posiadaczem.
Jestem kręcącym się wokół pasiastym bączkiem z dzieciństwa.
Uprzejmie proszę nie dokładać mi stresów i wyrzutów, że jeszcze nie myślę o świętach.
Chciałabym pomyśleć o czymś innym, niż praca.
Chciałabym.
Ale nawet wieniec adwentowy mam jeszcze w rozsypce.
A zaraz trzeba będzie zapalić drugą świeczkę...
Nie mam czasu podrapać się w dupę, a oni z anteny pytają mnie, czy posprzątałam już dom na święta.
Kupiłaś już prezenty? Wabią reklamy. Jeżeli nie, chodź do nas, my mamy to, czego potrzebujesz.
Otóż potrzebuję spokoju.
Czasu też potrzebuję.
Zatrzymania w biegu.
Kilku wolnych dni.
Poczytania książki, dłużej niż do opadnięcia powiek po jednej stronie.
Nie potrzebuję rzeczy.
Nie jestem posiadaczem.
Jestem kręcącym się wokół pasiastym bączkiem z dzieciństwa.
Uprzejmie proszę nie dokładać mi stresów i wyrzutów, że jeszcze nie myślę o świętach.
Chciałabym pomyśleć o czymś innym, niż praca.
Chciałabym.
Ale nawet wieniec adwentowy mam jeszcze w rozsypce.
A zaraz trzeba będzie zapalić drugą świeczkę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)