Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

czwartek, 31 maja 2012

Jak tam twój prezydent, bejbe?

Jak jeszcze miałam cierpliwość walczyć z Onetem zajrzałam kiedyś na jakiegoś polecanego bloga. Na tymże, pewna Pani Emigrantka w (jak to mawia Akular) budowlanych słowach, rzucając kobietami lekkich obyczajów na prawo i lewo, ostro protestowała przed republikańskim śmieciem, jakie na jej osobistą, demokratyczną pocztę przysłał  kandydat na prezydenta z innej niż Obama opcji politycznej.
"Ja mam prezydenta, jest nim Barack Obama i nikt inny mnie nie interesuje" - sapała się Pani.

Jaka szkoda, że nie zapisałam sobie adresu jej bloga. Może nie odpowiadały mi aż tak budowlane epitety?
Dzisiaj chętnie bym tam wróciła, żeby zapytać, czy nadal jest dumna ze swojego prezydenta Buraka Obamy.
Wydawałoby się, że wykształcony facet, a nie widzi, że wpływ na 'polskie obozy zagłady' mieliśmy taki sam, jak murzyni na rozwój niewolnictwa.

Powtórzę zatem w eter moje pytanie, a nuż usłyszy: 'Jak tam twój prezydent, bejbe, nadal jesteś z niego dumna?'

Szkoda, że nie usłyszę odpowiedzi ;o)

Dear Mr President come take a walk with me... pokażę ci, że ludzie ludziom zgotowali ten los, tylko pomerdało ci się kto i komu.

środa, 30 maja 2012

Tyle chciałam Wam napisać...

ale to wszystko straciło na aktualności zanim ogarnęłam rzeczywistość po powrocie.
I że pierwszy raz obchodziłam Dzień Matki z daleka od Młodej, i że Krawczyka mi SMSem przysłała :o)))
I że po powrocie czekał na nas obiad i brownie, i kwiaty, i życzenia (Jej kartki to już mini dziełka sztuki).

Ale przede wszystkim chciałam Wam napisać, że jestem 'we szoku' na okoliczność pewnego spotkania w jakim uczestniczyliśmy. Z tą grupa zawodową pracujemy już nie pierwszy raz. Zwykle to, co mamy do zaoferowania spotyka się z zainteresowaniem, niekiedy dużym, niekiedy tylko kurtuazyjnym, ale jednak...
Tym razem spotkaliśmy się z burakami takiego formatu, że facet, który nas zaprosił przepraszał nas za ich zachowanie.

Kim trzeba być, żeby zachowywać się jak bydło, mając o sobie jednocześnie najwyższe z możliwych mniemanie?
Pamiętam, kiedyś Młoda pokazała mi obrazek, na nim jakaś głupiutka pannica w różowej sukienusi i debilnych kiteczkach siedzi w budzie dla psa. I podpis: "Jestę psę".

Od tego weekendu ta konkretna grupa zawodowa ma u mnie ksywkę "jestę burakię, ale myślę, że jestę panę świata".

środa, 23 maja 2012

A jednak wznosząca...

90%, zapomniałem podać dwóch powodów i za gramatykę, bo powiedziałem peoples ALE SIĘ ZARAZ POPRAWIŁEM, i coś tam jeszcze, ale nie pamiętam.

Tak, takie SMSy mogę dostawać. Na moje gratulacje przyszedł następny.

Słabo, celowałem w 100.

No i co ja mam teraz napisać? Są tacy, którym się chce, chce się chcieć, albo chce się jeszcze bardziej.
Leserka zdaje lepiej niż pracuś, a szalony informatyk, który generalnie żyje w wirtuświecie celuje w max, bo on zawsze chce max.

Życie kurna.
Idę odpocząć.
Zasłużyłam.