Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

wtorek, 13 sierpnia 2019

Objawienia i odkrycia

Nuda panie, bo ja jeszcze o Grechuta Festivalu, nie czytaj, jak nie musisz😉
Ale gdybyś jednak...

Jest tak, że znamy jakiś utwór i nie bardzo się skupiamy na tekście.
Może to brak koncentracji, a może głos wokalisty, od którego oczekujemy romantycznych uniesień.
A ten wokalista śpiewa o rzeczach najważniejszych, kardynalnych.
I musi przyjść inny, mniej romantyczny (inaczej?) i wyśpiewać dobitniej, w twarz.
Tak było w moim przypadku z piosenką Marka Grechuty 'Wolność'.
Przepraszam, nie słyszałam, chociaż zdawałam się słuchać.
I przyszedł Młody Człowiek- zwycięzca ubiegłorocznego konkursu. Pośród prężących na Markowej Gali klaty 'znanych i lubianych' stanął skromnie.
I zaśpiewał.
I dotarło.
Że Młody Człowiek jest Artystą.
Nadał moc słowom Marka G.
I dotarło coś jeszcze.
Według definicji Marka G. nie jestem wolna.
Nikt z nas nie jest.
Staram się nie podsycać politycznego ognia, ale jak słyszę pana ministra kultury (małe litery w pełni zamierzone) pouczającego Olgę Tokarczuk, żeby zachowywała się rozsądnie, to muszę się odezwać.
Artysta?
Rozsądnie?
Rozsądna jest moja księgowa.
Artysta robi to, co gra mu w duszy, panie ministrze, i wdupiema konsekwencje.

Bo wolność - to wśród mądrych ludzi żyć 
Widzieć dobroć w oczach ich i szczęście 
Wolność - to wśród życia gór i chmur 
Poprzez każdy bór i mur znać przejście 

To tyle, że się tak Panem Markiem podeprę.

P.S.
Poszukaj sobie na YT Kamila Franczaka, a jak będziesz na Śląsku wpadnij do teatru muzycznego w Chorzowie, on tam ciągle gra recital 'Dni, których nie znamy' i śpiewa.
Ach, jak śpiewa...



niedziela, 11 sierpnia 2019

Artysta do końca i dłużej

Grechuta Festival za mną.
Za nami.
Mam swoje zachwyty i odkrycia, jak zwykle (o jednym jeszcze będzie).
Ostatni dzień zostawił mnie z taką oto refleksją:
'nie ma Człowieka od dwóch lat, a orkiestra nadal gra i zaczyna koncert... od Bacha'.


wtorek, 6 sierpnia 2019

Historia pewnej relacji z perspektywy wielu lat ciężkiej pracy

Będzie o mnie (bo to mój blog) i MatceZ (niemojej matce😉).
Początek tej znajomości datuje się gdzieś w okolice powstania piramid i zaczęłyśmy ch... słabo.
Mamusia swoim upierdliwym stosunkiem do świata odstraszyła Tedowi kilka panien (Ted jednakowoż nie walczył do krwi ostatniej, czekając zapewne na mnie😉).
I pojawiłam się ja.
Nie można mnie było sprawdzić w US, obgadać mi rodziców, zajrzeć przez okno do domu, gdyż zamieszkiwałam na onczas w bezpiecznej odległości, ale to dopiero początek.
Ted, przed naszym pierwszym spotkaniem dołożył swoją cegiełkę, co ja mówię, głaz (!!!) informując mamusię w te słowy: 'za tydzień przyjedziemy tu z dreamem, to jest TA kobieta i jeżeli coś przykrego usłyszy, wyjdziemy razem i to będzie nasze ostatnie wyjście'.
No i na starcie miałam przeje... rąbane 😀
Wiele razy usłyszałam przykre słowa, początkowo się przejmowałam, potem przywykłam, a na koniec olałam.
Koniec końców, to nie nasze małżenstwo się rozpadło (a plan był kuźwa inny) i zostałam jej jedyną synową😀
Kiedyś byłam 3xZA:
ZA głupia-ZA brzydka-ZA biedna.
Dzisiaj też jestem:
ZAjebistą gospodynią-ZAjebistą matką-ZAjebistą żoną.
Tyle, że dzisiaj jej opinię mam ZA nic.
I tu pojawia się perełeczka, która daje obraz mamusi i mojego do niej stosunku.
Podczas naszej nieobecności mamusia podlewała nam kwiaty w biurze (żeby nie musiała się gramolić do domu). Zabiła dwa, co miałam radośnie gdzieś, poszłam do sklepu i nabyłam nowe.
Siedzę ja sobie w domu i dzwoni:
- Dreamu ja Ci odkupiłam kwiatki- słyszę w słuchawce- zostawiłam je w biurze, idź i weź, żeby nie umarły.
- Jak to?- zdziwiłam się- Była mama na dole i nawet mama nie zadzwoniła? Zeszłabym!(mieszkamy dwa piętra wyżej!!!)
- No nawet widziałam, że jesteście, bo balkon był otwarty, ale tak pomyślałam i tak zrobiłam.
Oto cała mamusia.
Gdybyśmy jej postawili kwiaty na wycieraczce i zadzwonili, byłby foch po hotyzont, ale ona pomyślała i zrobiła i ch...
Ta kobieta nie może mnie już niczym urazić.
Niczego od niej nie oczekuję, ale Tedowi znowu zrobiło się przykro.
Podobno sytuacje analogiczne przydarzają się nam tak długo, aż odrobimy lekcję. Ted musi w takim razie przestać oczekiwać, bo ja od lat mam w dupie.
To tyle Star w kwestii relacji.
Pięknie napisałaś, że ciężar ich budowania leży po tej doroślejszej stronie.
Ja dorosłam.
Zrozumiałam, że nic nie dostanę i dobrze mi z tym😉
Bez żalu.
Bez goryczy.
Uff!

P.S.
Chyba, że pustego smsa😀
Kiedyś ruszyłabym na ratunek. Dzisiaj czekam. Jeżeli czegoś ode mnie chce, musi zadzwonić i poprosić.
Uczę się wolno, ale zapamiętuję na dłużej.