sobota, 25 marca 2017

Zarosło

Zarosło mi tu mchem i paprocią :)
Jakoś nie mogę obrobić się z pracą, a jak pomyślę, że początek kwietnia będzie jeszcze gorszy i to wszystko wydarzy się jeszcze przed świętami, to wcale mi się ich nie chce.
Świąt znaczy.
Znowu mam nadzieję, na wcześniejszy przyjazd Młodej.

A z drugiej strony tyle dobrego się dzieje wokół, że aż miło.
Jesteśmy tak zmęczeni, że siedzimy czasem obok siebie na sofie i... jedyne, na co nas stać, to złapanie się za ręce.
No trudno, możemy jeszcze iść do pracy na 8 godzin i dać się tyrać szefom.
Nie, dziękuję.
Mój szef jest przystojny, mogę pogrozić mu paluszkiem, a jak wychodzi z biura, puszcza do mnie oko ;)
I jeszcze jedno, oprawił już dwa certyfikaty, które dumnie powiesi obok swoich.
Tak, jestę sommelierę ;)
Zdałam!!! Z wyróżnieniem!!!

Idę piec bułki, do jutrzejszej zupy z soczewicy.
Trzeba się przyzwyczajać, że jak damy ciała z kupieniem pieczywa,  będzie trzeba je sobie upiec :D
Nie mam nic przeciw pieczeniu chleba i bułek, żeby tylko był na to czas.

czwartek, 16 marca 2017

(przed)Ostatni walc

'... Chciałbym cenę swoją znać, kochani,
I tak chciałbym - psia go mać! -
kochani,
Żeby wyczuć, kiedy wstać
I wyjść...
Żeby wiedzieć, kiedy w szatni
Płaszcz pozostał przedostatni,
I że to już przedo-
-statni walc...'

Na to Kim był, i Co robił nie  ma ceny.
Mnie wryło się w pamięć zdanie 'trzeba wiedzieć kiedy wstać i wyjść' i jak tak patrzę dookoła, dochodzę do wniosku, że odcinanie kuponów i wycieranie twarzami szkła, dupami portali tudzież prasy, oraz rozsmakowanie się w pieprzeniu bez sensu nie pozwala większości 'wstać i wyjść'.
Na bank nie mają wewnętrznego 'trzeba wiedzieć'.

On wiedział. 

wtorek, 14 marca 2017

Marzenia zza płotu

Kiedy po dziesięciu dniach grypy wyszłam na świat, wcale nie miałam na to ochoty, zwłaszcza, że nie poszłam wolnym krokiem rozglądać się po nim w poszukiwaniu oznak wiosny, tylko pojechałam dokończyć kurs i ZDAĆ egzamin. Z racji wysokiej gorączki nie pamiętałam samego procesu przyswajania wiedzy, ale co tam... się powiedziało A...

W samochodzie Mistrz rzucił luźną propozycję w stylu 'co wy na to?'
Nieświadoma swojego stanu powiedziałam ochoczo 'tak'.

Po pięćdziesięciu kilometrach znaleźliśmy się w innym wymiarze.
Zapomniałam, że ledwie zipię.
Słońce obudziło we mnie resztki energii.
A opowieść snuta przez naszą Przewodniczkę dała mi nadzieję... nie wiem na co, ale dała.

Nie do uwierzenia jest to, że byliśmy w winnicy.
Polskiej winnicy.
Z wyposażeniem, jak w najlepszych winnicach Austrii.
Z niemieckim winemakerem* w trzecim pokoleniu.
Z winami tak magicznymi, że niedouwierzenia.
Z potencjałem, że ho!!! ho!!!

Wkręciłam się 'trochę' w wino, przyznaję.
Przyznaję też, że jestem oczarowana pasją i profesjonalizmem Właścicieli.
Gdybyście kiedyś mieli chwilę, wpiszcie w GPS nazwę Baniewice w powiecie  gryfińskim i dajcie się oczarować Winnicy Turnau.

Kiedyś, za płotem była połać ziemi, Ktoś oczyma wyobraźni ujrzał tam winne krzewy...
Et viola!




*Winemaker- magik od kompozycji wina. Dobry lub bardzo dobry dla właściciela winnicy jest wartością nieocenioną. Jego wyobraźnia smaku jest dla mnie niepojęta. Odczynia czary w fazie produkcji będąc sobie w stanie wyobrazić efekt końcowy.