niedziela, 26 lutego 2017

O 'bioburaku'

- Co to jest?- wychylił się spod szafki pod zlewem Ted z obrzydzeniem trzymając coś w swej szlachetnej dłoni, oraz niebezpiecznie przenosząc tę dłoń w kierunku kosza na śmieci.
- Ej- krzyknęłam przerażona- to jest mój 'bioburak'!!!
- No to wrzuć go do garnka i ugotuj z tymi 'niebio', bo się tu biedak psuje.
- Nie mogę, bo jest 'bio'- ja mu na to.
- I co? Zarazi się czymś od tych 'niebio' w procesie gotowania, czy co?
- Nie, ale jak go ugotuję, to nie będzie jutro do smothie.
- Jesooo, to ja piję buraki???

I tak się mleko rozlało, znaczy 'bioburaki' wysypały, ale i tak jutro wcisnę mu smoothie.
Będzie walczył...
Ja też :D

piątek, 24 lutego 2017

Wybacz mi, wybacz

o Szczupły i Zdrowy FitBogu za to, że wczoraj oddałam hołd innemu, WielkiemuTłustemuBożkowizNadzieniemzRóży.
Nie wiem, czy czuję się winna.
Nie czuję się w zasadzie, chociaż jeszcze pamiętam, że moja dupa miała kiedyś kształt idealnego, plaskatego pączka, a pochłaniane przez mnie kalorie spokojnie przewyższały pięciokrotnie moje dzienne zapotrzebowanie, więc może jednak powinnam, tak dla naprzykładu, albo ku przestrodze.
Dzisiaj na przeprosiły mojemu FitBóstwu złożyłam ofiarę w postaci 187 kalorii witamin, błonnika i innych dobroci, w duchu dziękując, że tłusty czwartek jest raz w roku.
Nie potrafię już się objadać.
To dobra wiadomość.
Bardzo dobra.
Najlepsza.



Czy ktoś może coś zrobić z utrzymującym się stanem podgorączkowym mym?
Ja już chcę, kuźwa, być zdrowa!
Użyłam w te ferie, jak gołąb na parapet, albo coś równie absurdalnego.
Teraz już nie ma żartów, w poniedziałek muszę być gotowa do pracy.
FitBóstwo nie pomaga, bo ja te smmothies  piję codziennie.
Ktoś? Coś? Help!


czwartek, 23 lutego 2017

O pączku będzie

bo jakżeby inaczej.
Nikt mnie nigdy nie spytał:
- Hej, ile dzisiaj zjadłaś jogurtów? (bananów, czekolady, ogórków kiszonych- niepotrzebne skreślić)
A dzisiaj jest taki dzień, że pytają wszyscy:
- Ile dzisiaj zjadłaś pączków?- i w moim przypadku czekają raczej na odpowiedź 'zero', a potem długą gadkę umoralniającą na temat zdrowego żywienia.
A tu dupa.
Bo po pierwsze, jak się człowiek chce odżywiać snikersami, hamburgerami i kolą, to jego sprawa, a po drugie tradycja nie ginie dlatego, że ją podtrzymujemy.
Cytując za Wiki:
"Pączek: (staropol. i śl. krepel) [...]- wyrób cukierniczy w postaci ciasta drożdżowego (z mąki pszennej) uformowanego na kształt lekko spłaszczonej, mieszczącej się w dłoni kuli i usmażonego na głębokim tłuszczu [...] na kolor ciemno-złoty lub upieczonego w wysokiej temperaturze na kolor jasno-żółty".  
Otóż jedna znana fit blogerka, żona znanego męża, opublikowała przepis na 'pączki' z batatów, bananów i mąki kokosowej, smażone na oleju kokosowym. Ja się tylko pytam, jak to się ma do definicji pączka?
W ubiegłym roku wypróbowałam przepis na dietetyczne pączki i... zjadłam tradycyjnego :D
Bo pączek musi być pączkiem, smacznym, pachnącym, polukrowanym (albo posypanym cukrem pudrem, zgodnie z zamiłowaniem zjadacza) i musi wywoływać błogi uśmiech.
Inna fit trenerka, ulubienica naszej Młodej, opublikowała dzisiaj swoje foty z pączkami w obu dłoniach i gwiazdami w oczach. I to rozumiem! Trening, treningiem ale liczy się tradycja i dobra zabawa :D

Zjadlam.
Dwa.
Nie wstydzę się.
Jestem dumna nawet.
Bo pączki w tłusty czwartek, to wróżba dobrobytu w przyszłości.
No jak można mieć wyrzuty sumienia z powodu dobrobytu?
Jeden pączek... albo cztery, jeszcze nikogo nie zabił, a w dobrym towarzystwie to go nawet nikt nie zauważył... więc trzeba to powtórzyć :)

Smacznego!