czwartek, 22 września 2016

Biegiem...

Biegiem zaczęłam pracę.
Potem biegiem, przez działalność szkoleniową Teda, przelecieli kontrolerzy z firmy-matki.
Teraz biegiem nadeszła jesień.

Nie chcę jeszcze opatulać się szalem.
Nie chcę kurtek i pełnych butów.
Chcę jeszcze na rolki, na kije, na plażę.
Za oknem świeci słońce, ale nie dla mnie.
Siedzę w pracy do wieczora, niektórzy mówią, że do nocy.

Nie jęczę jednak.
Próbuję łagodnie wprowadzać dzieciaki w kierat.
One są ogłuszone wiadomościami co będzie, a czego nie będzie.
Też nie chcą...

Nie chcemy razem i raźniej nam tak.
Bo razem nawet biegnie się lepiej niż solo :D

wtorek, 6 września 2016

Spotrzeżenia Spryciuli

Młoda nie ma w mieście akademickim telewizora, włączyła więc w sobotę wieczorem tv, żeby się napawać. Guziczek na pilocie wybrał losowo 'Mam Talent'.
W programie pan strzelał do pani z broni dziwnej.
Jurorzy zastanawiali się, nad tym, jak bardzo muszą się kochać i jak bardzo sobie ufają.
-No tak- mruczy Młoda- jak kobietę zabije w domu to się nazywa zabójstwo, w telewizji to sztuka.

P.S.
Mam Talent to u nas w domu wybryk jednorazowy, żeby nie było na mnie :D

sobota, 3 września 2016

Grafomańsko, jak cholera...

Jak zawsze, kiedy działo się coś ważnego, Magda nie mogła pozbierać się i ogarnąć rzeczywistości.
- Jeszcze tu jesteś?- zapytał naczelny kiedy biegła do windy
- Nie, to mój hologram, zapomniał laptopa- warknęła w odpowiedzi.
- Magda stój- zatrzymał ją ostrym tonem- Nie zabij się. Oni tam są, na miejscu. Wiedzą co robić. Ty tylko zrób z nim wywiad. Na deser. Najlepszy, jaki potrafisz.
- Wiesz, jak on udziela wywiadów- westchnęła.
- Ale ty to zrobisz, masz asa w rękawie.
- A jeżeli już nie mam?- zapytała zmartwiona.
- Wtedy zadzwoń, ja to zrobię- zakończył naczelny.
Lubiła Marka, był szefem z ludzką twarzą, a nie korpo-sępem. Marek wiedział, że ten wywiad będzie najtrudniejszym, jaki miała przeprowadzić w całej swojej dziennikarskiej karierze.  Spróbuję chociaż- pomyślała.
Na parkingu ledwie dopadła auta, a już dzwonił telefon.
- Magda- jęknęła jej do słuchawki Zofia- gdzie ty kurwa jesteś? Oni tu są, gotowi do pracy!!! Co ja mam robić???
- Zośka, wyluzuj się- próbowała uspokoić fotografkę, najlepszą, jaka zna- weź aparat i rób to, co potrafisz najlepiej.
- Ale on tu jest, kręci się między modelkami, poprawia im kiecki...- panikowała dalej Zośka.
- No i co z tego? Przecież to normalny człowiek jest. Jak dobrze pamiętam, całkiem miły, dosyć grzeczny i raczej profesjonalny, chociaż z tej strony go nie poznałam. Jedyne o czym musisz pamiętać, to staraj się go nie dotykać.
- Co???- zbaraniała Zośka
- Nie zaburzaj jego przestrzeni, on tego nie lubi, Zosiu muszę kończyć, jak mam dojechać do was, do końca zdjęć.
Rozłączyła się.
Odetchnęła.
Przekręciła kluczyk w stacyjce i zaczęła mechanicznie wykonywać wszystkie czynności.
Kiedy była już na wylotówce, poczuła, że się uspokaja.
Jechała szybko, ale płynnie.
Zaraz będzie na miejscu.
Musi być profesjonalna.
To jej praca.
Da radę przecież.

Wpadła na miejsce dwie godziny później.
Nikt do niej w międzyczasie nie dzwonił, nie przeczuwała żadnej afery.
W pięknych wnętrzach dworku modelki w obłędnych kreacjach Van Pattersona wyglądały jak bajeczne motyle.
Zośka pracowała w ciszy.
- Gdzie on jest?- zapytała Maćka od świateł.
- Nie wiem, zniknął gdzieś, chyba nie czuł się najlepiej, ale pełna profeska, jestem pod wrażeniem, jak jest konkretny, żaden tam rozkapryszony gwiazdorek.
Zaczęła szukać Barbie, szefowej planu. Duży ten dworek- pomyślała przechodząc przez kolejne sale. W jakimś pomieszczeniu zauważyła na podłodze czarny zwój tkanin.
- Co to kuźwa jest?- mruknęła do siebie. Podeszła bliżej i zamarła. W czarnym śpiworze, na podłodze pod oknem leżał... Piotr Van Patterson, znany projektant mody.
Wzięła głęboki oddech i pochyliła się niżej. Tylko ona wiedziała, jak bardzo chciała go dotknąć i tylko ona wiedziała, jak bardzo nie powinna..
- Piotr- szepnęła i zdziwiła się miękkością swojego głosu. - Piotr, nie możesz tak tu spać.
- Mogę- mruknął.
Podniósł głowę, która natychmiast opadła na skórzana kurtkę pod jego głową.
- Magda- szepnął- podobno jesteś tu szefową.
- Piotrze- odpowiedziała szeptem- podobno jesteś tu gościem.
Nie poruszył się, ale widziała, że się roześmiał. Po chwili się podniósł, ale nie wstał. Ona usiadła obok niego.
- Co jest? - zapytała, jakby te dziesięć lat od ich ostatniego spotkania nie minęło.
- Nie potrafię odpoczywać- westchnął.
- Jadłeś coś?
- Nie- dlaczego ją to nie zdziwiło? Nigdy nie jadł, jak coś się działo.
- Ile masz czasu?- zapytała.
- Kolekcja z ekipą jutro wraca, ja myślałem, żeby zostać tu do przyszłego tygodnia. Na piątek jesteśmy umówieni na wywiad.
- Zbieraj się- rzuciła przez ramię. Idąc, szukała telefonu w torebce.

Kiedy wróciła składał śpiwór.
- Gotowy?- zapytała.
- Do czego?- ciągle jeszcze nie podążał jej tokiem rozumowania.
- Do drogi- odpowiedziała.
- Dokąd jedziemy?
- W góry.
- Wiesz, że ze mną fatalnie się podróżuje- szepnął- mam znaną mordę.
- Dzisiaj wyglądasz, jak kloszard, nikt cię nie pozna, poza tym jedziemy tam, gdzie o Van Pattersonie nikt nie słyszał- rzuciła.
Myślała, że zaprotestuje, ale tego nie zrobił. Widziała, jak podchodzi do swojej ekipy, coś mówi i  podaje każdemu rękę. Gestem pokazuje, że będą w kontakcie telefonicznym. Bierze czarną skórzaną torbę i podchodzi do niej.
- Co dalej?- zapytał.
- Musisz wyjść na boczną drogę za dworkiem. Przed bramą stoją paparazzi.
- Uprzedzałem- powiedział smutno.
- Załóż czapkę i idź w kierunku Małej Grzędy- zabiorę cię za kilka minut.


Pół godziny później jej małe autko mknęło na południe.
- Dokąd jedziemy?- ponowił pytanie.
- Do mojego domu w górach- odpowiedziała spokojnie.
Na pytający wzrok, doprecyzowała:
- ... pozostałość po facecie, który nie umiał upilnować rozporka, ale miał jaja, żeby nie zostawić mnie zupełnie na lodzie.
- Kto tam mieszka?
- Nikt, wynajmuję go turystom, teraz nikogo tam nie ma.

Nie rozmawiali wiele. Piotr naprawdę był zmęczony. Patrzył przed siebie, albo drzemał, czasem patrzył na nią z uśmiechem,  ale tylko na tyle było go stać. Fajnie się postarzał. Dorósł. Nie wiedziała, jak to nazwać. Ciemne włosy na czubku głowy miał związane w modny kucyk. Kilkudniowy zarost dawał mu poczucie, że nikt nie pozna wystylizowanego projektanta z wybiegu. Czarny sweter i czarne, skórzane spodnie dopełniały całości. Nosił... glany? Pięknie pachniał. Nie znała tego zapachu.
Obudził się, kiedy Magda zjeżdżała na parking.
- Musimy coś zjeść- zakomunikowała- zostań, powiedz tylko co chcesz.
- Cokolwiek i kawę- mruknął nieprzytomnie.
- Białą bez cukru- dopowiedziała sobie sama.
Zjedli w samochodzie.
- Po jakiemu się wkurzasz?- zapytała przerywając milczenie.
- A dla kogo jest ten wywiad?- zapytał czujnie.
- Jak zacznie się wywiad, to cię uprzedzę, poza tym, dostaniesz go do autoryzacji- odpowiedziała ostrzej, niż chciała.
- Przepraszam- powiedział- nie lubię wywiadów, nie ufam dziennikarzom.
- No teraz to mi poprawiłeś nastrój na resztę tygodnia.
Oboje parsknęli śmiechem, rozluźniła się atmosfera.
- Wkurzam się w różnych językach, staram się jednak nie przeklinać. To, że jestem wściekły nie znaczy, że mogę kogoś zwymyślać. Najlepiej na zespół działa 'guys come on!'.
- Pamiętasz, jak kiedyś klęliśmy, jak szewcy?- zapytała z rozrzewnieniem.
- Bardzo to było dojrzałe- podsumował.


Późnym wieczorem zajechali przed mały domek w górach.
W domu paliły się światła.
- Mówiłaś, że nikogo tu nie ma- powiedział niespokojnie.
- Bo nie ma- odpowiedziała- pani Maria napaliła w kominku, zapaliła światła i zaopatrzyła lodówkę.

Weszli do środka i dopiero kiedy znaleźli się w jednym małym pomieszczeniu Magda zauważyła, jak jest wyczerpany, ale i potężny i... przystojny.
Poprowadziła go prosto do sypialni.
Rozejrzał się doceniając wnętrze.
- Ta jest twoja- powiedziała.
- Wygląda na sypialnię właścicieli- zauważył.
- Nie sypiam w niej od czasu, jak odszedł Robert, tam jest łazienka- wskazała na drzwi- ja zajmuję pokój na górze. Jeżeli czegoś potrzebujesz, zwiedzaj, zaglądaj, tylko nie budź.

Obudził ją jednak czyjś dotyk.
Za oknem świeciło słońce.
- Wstawaj śpiochu, musisz coś zjeść- usłyszała, ale nie mogła przypisać głosu do obrazu. Był miękki i ciepły. Ktoś głaskał  ją po włosach.
- Otworzyła oczy. Miał mokre, rozpuszczone włosy i tak samo, jak kiedyś błękitne oczy. Podobała jej się ta iskra, nad którą nie panował.
Wyplątała spod koca dłoń. Zanim się zastanowiła, odgarnęła z jego twarzy mokry kosmyk. Nie cofnął się.
- Chodź- zrobiłem śniadanie, obiad, whatever- roześmiał się.
- Słynny Van Patterson robi mi śniadanie? - zdziwiła się.
- Tak, tylko nikomu tego nie mów- zaśmiał się ponownie i wyszedł.

Zaraz po jego wyjściu znalazła telefon, nerwowo wybrała numer.
- Marek- szepnęła do telefonu- w piątek przywiozę Piotra, przygotuj się, to ty z nim będziesz rozmawiał, tylko żadnych banalnych pytań o holenderskie pochodzenie i skąd czerpie inspiracje, bo wiesz, jak on 'chętnie' udziela wywiadów.
- Magda, stało się coś?- zapytał zaniepokojony naczelny.
- Nie wiem...

Po kuchni w domku nigdy nie kręcił się żaden facet.
Stanęła w drzwiach i z przyjemnością obserwowała, jak parzy kawę.
Odwrócił się, słysząc skrzypiącą deskę.
Uśmiechnął się.
Stał bosy, w spodniach od dresu i wyciągniętej koszulce z logo swojej firmy. Nie zdawał sobie sprawy, jak jest sexy.
Jej widok go poruszył. W przydużym swetrze, leginsach i z włosami w nieładzie wyglądała rozczulająco bezbronnie. Poczuł ucisk w żołądku. Nie pamiętał już, kiedy jakaś kobieta zrobiła na nim takie wrażenie.
Podeszła do stołu i skubnęła grzankę.
- Co teraz?- zapytała.
- Teraz zjemy, a potem okaże się, że życie wcale nie jest takie do dupy, jak nam się wczoraj wydawało- odpowiedział leniwie.

______________________________________

... a najzabawniejsze, że mi się to wszystko przyśniło i to ja byłam bohaterką tej bajki :)