czwartek, 31 sierpnia 2017

Niespodziewany koniec wakacji

... a ja mam to gdzieś.
Plan zajęć przygotowany, w plecaku.
Jedziemy.
W cholerę.
Na początek celebrować miłość, cierpliwość i nadzieję, taką od 25 lat.
A potem porywam Teda urodzinowo.
Do Krakowa.
Zaczniemy koncertem, a potem... się zobaczy.
Miało być kilka dni w górach, ale musimy wracać, bo powód jest ważny i napawający dobrą myślą.
Ted jest uparty, w tym najlepszym znaczeniu tego słowa i tenże upór zaczyna przynosić efekty.
Wracam do pracy 11 września.
Tak.
Nie zamierzam się spieszyć.
Dobrze jest mieć wybór.

Mam nadzieję, że pogoda pamięta, że koniec wakacji, to jeszcze nie koniec lata. Proszę odrobić to, co się nie udało w lipcu i w sierpniu- dziękuję 😉

piątek, 25 sierpnia 2017

Wiódł ślepy kulawego czyli co my byśmy bez siebie zrobili

Ostatnio żyjemy szybko.
Ogrom pracy powoduje zmęczenie.
Zmęczenie, brak koncentracji, a to już prosta, a w naszym wypadku nieuchronna, droga do głupawki.

W biegu robimy zakupy na przyjazd dzieci. Jak nikogo nie ma, w lodówce pingwiny w hokeja grają. Nie do końca. Są pomidory, truskawki i jogurt naturalny. Jest też duży słoik małosolnych, ale to już nie w lodówce.
Wymyśliłam, że ugotuję rosół, to je ucieszy, dzieci, nie małosolne, znaczy.
Na listę wpisuję (bez niej kupię pomidory, truskawki albo jogurt) włoszczyznę.
-Przecież w lodówce jest jakaś pietruszka- uprzejmie przypomina Ted.
-No pokaż mi gdzie- zaczynam się śmiać, bo wiem, co mam, a raczej czego nie mam.
Zadowolony Ted wyjmuje z szuflady z warzywami korzeń.
-A co to jest?- pyta zaczepnie.
-Chrzan sommelierze, powąchaj 😀

On też miewa chwile chwały.
-Kochanie coś mi się stało z mp3 podczas treningu, wiesz? Nie mogłam jej wyłączyć. Musiałam wyjąć baterię.
Ted bierze moją, starą jak świat, empetrójkę, ogląda i wybucha śmiechem.
- A ty znasz angielski? Troszeczkę chociaż? Malutko? Bo wiesz, tu z tyłu jest taki guziczek 'on-off', nie trzeba wybebeszać baterii, wystarczy się posłużyć 😉

Dwa głupeczki gubią tak koncentrację. Dobrze, że nie zgubiły siebie, albo sensu życia 😜

Podobno jest jeszcze lato.
U nas już sezon szkoleniowy w pełni.
I zimno, więc nie szkoda czasu spędzonego przy kolejnej prezentacji .



piątek, 18 sierpnia 2017

Sentymentalnie

Kiedy tam mieszkałam, nie doceniałam tego faktu. Moje serce należało do Wielkopolski. Jako jedyna w całej rodzinie miałam pecha się tam urodzić.
Dzisiaj, oprócz wpisu w dokumentach nic mnie z tym miejscem nie łączy, zdziwiłam się zatem, kiedy Ted zaproponował mi podróż do przeszłości. Zabraliśmy Dzieci, a że One lubią zajrzeć tu i tam, już dzień wcześniej zaczęłam myśleć, co im pokażę.
Na początek Muzeum Obozów Jenieckich Stalag VIIIC i Stalag Luft 3. Zawsze przerażało, a zarazem fasycnowało mnie to miejsce. To tu, przez tunel Harry odbyła się 'Wielka Ucieczka'.


Potem droga do miasta, na początek 'pod dom Babci'. Młoda, chociaż była tam ostatnio w wieku lat dziesięciu, bezbłędnie prowadziła 'grupę' wspominając place zabaw, sklepiki, lodziarnie i cukiernie. Zaimponowała mi.


Obowiązkowa  była też wyprawa do parku. I znowu obudziły się wspomnienia, letnich i zimowych wypraw nad rzekę, która przecinała park.


 I oczywiście przejście przez Pałac, bo to on króluje w tej części miasta.


Spacer wzmógł apetyty, znaleźliśmy więc  na Rynku fajną knakpkę, gdzie za niewielkie (w stosunku do nadmorskich) pieniądze zjedliśmy bardzo smaczny obiad i ruszyliśmy dalej. Bardzo chciałam pokazać im Zespół Poklasztorny z kościołem WNP, ale, jak się dowiedzieliśmy, ksiądz proboszcz jest na pielgrzymce, kościołem opiekuje się starutka zakonnica i nie wejdziemy nawet do przedsionka. Cóż, kościół do poprawki.


Zniechęceni, wróciliśmy na Rynek, gdzie w maleńkiej lodziarni pani zrobiła nam najlepsze desery, jakie ostatnio jedliśmy.
W zestawie obowiązkowym było jeszcze moje liceum oraz kolejowy dworzec, gdzie zawsze szybciej biło serce, albo ze względu na wyjazd, powrót, albo powitanie gości.



Myślałam, że nie obejdzie mnie ta wycieczka.
Myślałam, że zatrzymał się tam czas.
Nic z tych rzeczy.
To było miłe odświeżenie wspomnień, ulokowanie wydarzeń, o których opowiadałam, a teraz mogłam powiedzieć to było właśnie tu.
Wrócę tam jeszcze, żeby odwiedzić stare kąty, może zajrzeć do kościołów, które są piękne, może do biblioteki klasztornej, gdzie kręcono film 'Mikołaj Kopernik'.
Tak, zrobiło się sentymentalnie i baaardzo, bardzo miło.

A gdybyście kiedyś Wy chcieli zajrzeć do miasta, w którym na każdym rogu stoi zabytek, a nad wszystkim unosi się atmosfera spokoju i braku pośpiechu, ustawcie nawigację i wybierzcie się do Żagania w lubuskiem.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Takie lato bez lata i dużo się dzieje

Wiem, że u Was jest lato. U mnie nie. Przez ostatnie cztery dni nie pada deszcz, ale temperatura lekko jedynie muska dwudziestkę powyżej. No tak się bawić nie będziemy.
Wynajduję sobie jednakowoż zajęcia i jestem zwyczajnie zmęczona.
Biegam z kijami (bo chodzeniem nie da się tego nazwać😊), spaceruję po plaży, czytam, słucham muzyki, bywam...
Ostatni tydzień to Grechuta Festiwal i mnóstwo spotkań po koncertach. Picie piwa z ludźmi, z którymi warto się napić i dużo śmiechu. Lubię tak.






W końcu też dotarliśmy do Wolina na Festiwal Wikingów i chociaż nie lubię imprez festynowo-masowych, jestem oczarowana pasją z jaką do tematu podchodzą jego uczestnicy. Nagle znaleźliśmy się w XII wieku i przechadzaliśmy się pośród drewnianych chat i białych namiotów i mogliśmy podziwiać lniane stroje i skórzane buty oraz kute dodatki.



Wczoraj nareszcie poczułam lato, ponieważ w lipcu, z racji deszczowo- sztormowej pogody, szerokim kołem omijałam plażę. Jak już jest (lato znaczy), musicie przyznać, że jest pięknie.



Odpoczywam, mam nadzieję, że Wy też.
Jest dobrze oraz zza rogu kamieniem rzuciła karma.
Ubawiłam się, gdyż osobnik, który zarobił mocno nam dokuczył zawodowo, a wiem, że w planach ma dokuczyć nam jeszcze bardziej.
No, to kamień w łeb trochę go uspokoi 😊

_____________________________________________

Pierwsze trzy fotki to fragment spektaklu Arka- Teatru Ósmego Dnia