Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

sobota, 10 października 2020

Dzisiaj

(zdjęcie z grafiki google)


Oddychaj.

Bądź tu i teraz.

Bądź dzisiaj.

Dzisiaj jest szczególny dzień. Dzień Zdrowia Psychicznego. I jak sobie przypomnę, że na głupie nominacje do nagród blogowych reagowałam 'opowieściami z psychiatryka', to aż mi wstyd.

Wiesz jak to jest stanąć z Kimś Takim twarzą w twarz? To nie jest jakiś tam świr. To jest ktoś, kogo kochasz. Kto zwinięty w kulkę nieszczęścia cierpi, a ty nie potrafisz nic zrobić. Kochasz- źle. Jesteś surowy- też źle. Wszystko źle.

Nie masz pojęcia ile takich osób żyje obok ciebie. Na codzień uśmiechają się, pracują, są aktywne, tylko po powrocie do czterech ścian dopadają je demony. Rzucają na łóżko (niekiedy podłogę) i trzymają w żelaznym uścisku.

Nie mów o witaminach, suplementach, różowych tabletkach. Nie udzielaj rad. Nie każ wziąć się w garść. Nie jesteś w stanie tego ogarnąć. 

Szanuj.

A kiedy staniesz z takim demonem twarzą w twarz,  złap Tę Osobę za rękę, oddychaj z nią i zwyczajnie bądź. 

I koniecznie szukajcie wsparcia. 

Każdego dostępnego.

Tylko tyle i aż.

środa, 7 października 2020

Podobno


Podobno fightera poznaje się po tym, jak podnosi się z kolan.

Jak się podnosimy? 

Wolno.

Jak nam idzie?

Słabo.

Jak się z tym czujemy?

Wyjebani do granic wytrzymałości. 

Nie mówię o tym, że mamy problemy z sensowną wypowiedzią (pracuję mówiąc, uprzejmie przypominam😁), ale o tym, że zaraz będziemy stanowili dla siebie zagrożenie. Ja na ten przykład zgubiłam dwa komplety kluczy w niedzielę, we własnym domu😱

Już nawet śmiać się nie mamy siły. Przy życiu trzyma nas myśl, że to się musi kiedyś skończyć.

'Koncepcja deszczu zależna jest od człowieka. Pesymistów olewa, na optymistów leci'.

             (zdjęcie z grafiki google)

Nie wiem, kto to powiedział. Chwilowo chyba jednak czujemy się olewani i zupełnie nie czujemy się fighterami😂


P.S.

Tak mi się skojarzyło i ten Janek B. na gitarze...



czwartek, 1 października 2020

Ojoj

Po kilku dniach przyszłam sobie poczytać, poczyniony przeze mnie ostatnio, wyrzyg i mnie zmroziło.

Przepraszam wszystkich, którzy to przeczytali.

Nie usunę poprzedniej notki ku przestrodze. Dla siebie oczywiście ale obiecuję, że więcej nie będę.

Od tygodnia żyjemy na kartonach. Biuro zlikwidowane, a nowe nie istnieje. Dlaczego ja myślałam, że pójdzie gładko? Zgodnie z Prawem Murphiego 'jeżeli coś może się nie udać, nie uda się na pewno' wszystko idzie  planowo przecież😁

Podobnie jest chwilowo z całą resztą, o której nie chcę pisać, bo obiecałam, że będzie bez wyrzygu, a za poprzedni musiałam przepraszać😁

To, o czym zapomniałam, to fakt, że bycie 'tu i teraz' zwyczajnie pomaga. Szał ględzenia, że moglibyśmy być teraz w zupełnie innym miejscu, nic nie zmieni. Tu jest ok. Wolno poruszamy się do przodu. Krok po kroku realizujemy, szybko nakreślony, plan.

Otrzeźwiło mnie zdjęcie znalezione na fb, opublkowane przez stronę Alex Howitt.

Żeby nie oszaleć muszę być, jak ten pies. 

Tylko tyle i aż.



P.S.
Dzisiaj jest światowy dzień wegetarianizmu. Zjadłam na śniadanie kanapkę z hummusem i warzywami. Do czego mnie to doprowadzi? Sama jestem ciekawa. Podobno moja grupa krwi, jako jedyna, predestynuje mnie do odrzucenia mięsa bez uszczerbku na zdrowiu.
Idzie nowe?🙃