Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

wtorek, 25 września 2012

Jesiennie przez park?

Oczarowana fotkami Niki z Parku Zdrojowego w Nałęczowie oraz olśniona myślą, że ja też mam swój Park Zdrojowy, wyciągnęłam moje stadko na spacer w sobotnie przedpołudnie.
W drodze jeszcze świeciło słońce, a że był to pierwszy dzień jesieni oczekiwaliśmy, że wszystko może się zdarzyć, z ulewą włącznie.
Już samo wejście do parku  okazało się niespodzianką, gdyż w parku jesnieni zwyczajnie nie było. Zaszło słońce, ale stokrotki stały na straży lata.
  

Jak już się tam pojawiliśmy, ruszyliśmy jednak w alejki w poszukiwaniu pierwszych oznak Złotej Pani.
Pani Kapryśnica ukrywała się przed nami, jak mogła, ale (szczerze mówiąc, nie pamiętam już, kiedy ostatnio uganiałam się tam z aparatem) nie gniewałam się na Nią za to, moja rodzina też jakoś nie protestowała.

Proszę nie regulować odbiorników, ten park taki jest ;o)







Jedynymi oznakami jesieni, jakie znaleźliśmy były TRZY kasztany. Każdy dostał po jednym do kieszeni.



A jesienny spacer? Cóż, chyba, nie bez przyjemności, trzeba go będzie za czas jakiś powtórzyć.

P.S. Zapomniałam o muzyce. Pamiętacie, jak w dzieciństwie przemierzaliśmy alejki parków w podskokach? Jestem przekonana, że w głowie grało nam coś takiego.

piątek, 21 września 2012

Konstruktywnie

- Trzeba ustalać, co zrobić na obiad wcześniej, żebyś nie zostawała z tym sama- rzucił luźno Ted.
- Trąbię o tym od stu lat, że mogę gotować, jak tylko będę wiedziała co- delikatnie, ale jednak pojechałam szpilą.
- W takim razie codziennie wieczorem ustalimy zawartość lodówki i plan na kolejny dzień.
- Dzięki Ci Panie Boże za to nagłe oświecenie po latach- wzniosłam oczy ku niebu.
Minął dzień.
Drugi minął.
Trzeci.
I kolejny...
Żeby nie było, że ich głodzę, uprzejmie donoszę, że obywałam się bez burzy mózgów i żywiłam jednak.
Wczoraj wieczorem doczekałam się pierwszej próby ustalenia menu.
- Ustalmy, co jutro na obiad, żebyś nie musiała walczyć sama.
- Czy ja tego już nie słyszałam?- pomyślałam jedynie, rezygnując ze szpili, w obawie przed kolejnym brakiem współpracy.
- Co proponujesz tatusiu?- Młoda zaatakowała czujnie.
- Nie mam pojęcia?- przyznał Ted.
Ja się nie odzywałam profilaktycznie, niech walczą.
- To może zróbmy...
- Albo...
- Nie no, trzeba się jednak odezwać, bo nas zima zastanie nad tym jednym obiadem- to znowu ja i tylko do siebie.
I nagle Młoda palnęła coś głupiego. Zaczęła się śmiać, a że śmiech ma zaraźliwy, dołączyłam do niej ja. Ryczałyśmy tak sobie w najlepsze, gdy zniecierpliwił się Ted.
- To jest wesoło, czy jednak konstruktywnie?
- Nie widzisz, tatusiu, jest wesoło.
- Ja was tam nie rozkminiam- Ted ciągle poważnie.
- Jak się śmiejemy to jest wesoło- rzuciła Młoda między jednym, a drugim, niczym nie uzasadnionym wybuchem śmiechu- taki hint, tatooooo... i ryczy.
Ten hint był oliwą do ognia. Ja też już tylko ryczałam,
- Jak się nie śmiejemy, też jest wesoło, tyle tylko, że bez efektów dźwiękowych i nie staraj się tego zrozumieć.

Dobrze, że Ted był zmęczony. Dał się nam wyryczeć, a obiad ustaliłam sama... ze sobą, między kolejnymi wybuchami ;o)))

czwartek, 20 września 2012

To już koniec

Dzisiaj rano powiedziało w radiu, że w Tatrach spadł śnieg.
U mnie niebo błękitne, jak w Chile, ale na termometrze niecałe 10 stopni.
Koniec lata, kurka.
Chrzanię to, że zwyczajnie w tym roku nie miałam czasu go zauważyć, chodzi mi tylko o to, że zaraz zrobi się zimno.
Nie lubię zimna.
Zamiast wytrząsać się nad tym czego jeszcze nie lubię, ogłoszę wyniki na tekst lata.
Każdego roku nasze dzieciaki wybierają tekst, który najbardziej nas rozbawił, nie dał spokoju, powodował psychiczki (psychiczne łaskotki, znaczy).
W tym roku wygrała Mini.
Ze smutkiem muszę przyznać, że nie słyszałam go na żywo, ale Starsze opowiedziały mi z detalami.

Otóż:
Śniadanie. Przy stole siedzi mój brat i trzy dziewczyny: Angel, Mini i Młoda (dwie jego, jedna nasza). Starsza smaruje bułkę serkiem kremowym tak, żeby nie było widać rys.

- Co ty ćwiczysz, Angel?- pyta Młoda.
- Robię idealną kanapkę- Angel jej na to.
W tym czasie mój brat, zniecierpliwiony oczekiwaniem na zwrot kubeczka z serkiem, łapie go i rzuca kleks na bułkę.
- Twoja kanapka nie jest idealna, tatusiu- Mini mu na to.
- Bo ja nie lubię, żeby było idealnie...
Tu Mini przybiera minę oskarżyciela z urzędu i cedzi przez zęby:
- Przez takich ludzi, jak ty, ten świat nie jest idealny!

Lato było szalone, teraz nadciąga jesień, pełna barw dosłownie i w przenośni.
Ekscytująca i dająca nadzieję.
Lubię zapach wczesnej jesieni.
To już...

A w przyszłym roku ktoś znowu wywali coś, godnego miana tekstu lata.