Siedzę sobie w ogrodzie i mam widok. Wszyscy jeszcze śpią, więc widok jest tylko mój. Piję wodę i napawam się ciszą. Gdzieś cyka świerszcz, śpiewa radosny ptaszek, poza tym spokojem.
W nocy przyjechaliśmy do Polski. Marzyliśmy tylko o prysznicu i długim, niczym niezmąconym śnie, ale nic z tego. Weszliśmy do domku, gdzieś w Karkonoszach i naszym oczom ukazał się obrazek, który zdecydowanie oznaczał, że znowu zostałam wkręcona. Przy stole, o 2:30 grając w karty siedzieli jacyś ludzie. Nie, nie pomyliłam domków. Tak, to byli CI ludzie, z którymi warto spędzić czas. NAJWAŻNIEJSI.
Jak szliśmy spać, było już jasno. Nic nie szkodzi. Kiedyś odeśpimy. Dzisiaj, jak oni się tylko podniosą, poświętujemy życie, zrobimy grilla, wypijemy wino, pogramy w planszówki i będziemy znowu gadali do świtu. Nawet nie marzyłam o takim początku urlopu.
Widoku nie zobaczycie, bo blogger znowu nie wpuszcza mnie do galerii. Jak z odmętów bagażnika odkopię tablet, to wrzucę, ale to się może dzisiaj nie zdarzyć.
Dzisiaj wydarza się tu i teraz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz