Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Tylko dla dorosłych czyli wiosenne rozważania


Napisała do mnie Monika. 
Boszszszs, jak dobrze, że napisała. Gdyby nie ona, żyłabym w słodkiej nieświadomości, a tak wiem, że:

"Tylko członek masywny w obwodzie, w rozmiarze 18-23 cm pozwala mężczyźnie w pełni zaspokoić kobietę i zapewnić jej orgazm, o którym będzie opowiadać swoim przyjaciółkom.
Mały penis nie jest w stanie dosięgnąć tak wielu obszarów pobudzenia jednocześnie – możesz być świetnym kochankiem, jednak bez odpowiedniego rozmiaru członka nie będziesz w stanie osiągnąć pełni swoich możliwości."

Siedzę teraz i myślę, co mam zrobić, żeby dorobić się szybko penisa. Bo bez niego chyba nie mam szansy na osiągnięcie pełni moich możliwości. Te prochy, co mi poleciła Monika, to one tylko powiększają, a ja nie mam, więc nie ma mi się co powiększać.
Niektórzy piszą, że u nich już wiosna... może urośnie jak stokrotki na trawniku.
No tak, ale po co mi penis na trawniku...
Po co mi w ogóle penis?
Chociaż z drugiej strony niektórych penis prowadzi przez życie więc gdybym go miała, doszłabym dalej i szybciej.


Boszszszs, niech już będzie wiosna, bo mnie te egzystencjalne rozważania zabiją ;o))))

czwartek, 4 kwietnia 2013

Na nanana na

Napisałam dzisiaj komentarz u kogoś z Was.
Był to komentarz płynący prosto z głębi mojego, czarnego, serca (ze zdziwieniem stwierdzam dualną jego naturę...)
Odważnie podpisałam się pod wredną wypowiedzią ;o)
W odpowiedzi zobaczyłam, że jako jedna z dwóch osób, byłabym brana pod uwagę nawet, gdybym się nie podpisała.
Nie wszyscy wiecie o co chodzi, zmierzam do brzegu zatem.
Macie tak czasem, że nie lubicie kogoś, w życiu nie widząc go na oczy?
Mnie się to zdarzyło kilka razy.
Opowieść, grymas, pustka w oczach osoby mówiącej kazała mi wyrobić sobie zdanie o człowieku.
To okropne, ponieważ zdarzyło mi się już również odszczekiwać nielubienie.
Było mi głupio, ponieważ ocenianie ludzi, w oparciu o jednostronną relację, jest, delikatnie mówiąc, infantylne.  
Jakiś czas temu znowu przyszło to uczucie.
Nie lubię człowieka, chociaż pewnie nigdy go nie zobaczę.

Bo jest egoistą.
Bo rani.
Bo wybiela się kosztem innych.

Młoda, będąca skarbnicą wiedzy muzycznej, opatrzyła notkę piosenką.

Szkoda czasu na negatywne emocje.
Zaraz się ogarnę.
Zaśpiewam tylko z Kaśką i wrócę na białą stronę.

Przepraszam.
Musiałam :o)

   

wtorek, 2 kwietnia 2013

Poświąteczne, radykalne porządki

Tak było w ubiegłym roku:

Wielkanoc przyszła nagle i niespodziewanie.
Tak nagle, że do końca nie wiedzieliśmy czy wyjeżdżamy, czy zostajemy, nagle i niespodziewanie bowiem przyszła również choroba Młodej.
W Wielki Piątek rano, w panice robiłam zakupy, żeby nie zostać z ręką w, ozdobionym bukszpanem, nocniku .
Po południu Kit, używając najcięższej artylerii jako argumentu za, przekonała nas do wyjazdu.
Dzisiaj sprawy mają się następująco:
- spędziliśmy, jak zawsze magiczne święta w stadzie, które uwielbiamy i które uwielbia nas
- przygotowaliśmy do jedzenia tylko to, co lubimy
- Mgiełka, tradycyjnie już, latała pół godziny po domu, szukając zająca, a Kit i Angel nie kiwnęły palcem, gdyż miały zakaz
- pańcia od wkurzania mnie w Sylwestra (siostra mojej bratowej) zrozumiała, że ma jej nie być ;o)
- to był czas dla Mojej Mamy bez względu na wszystko
- przetestowaliśmy kilka fajnych win, aż Mama dostała niezdrowych rumieńców, czym trochę nas nastraszyła
- w Poniedziałek Wielkanocny latając z kubkami wody, jak za dawnych dobrych czasów, zlaliśmy z bratem wszystkich, a co!
- mam teraz pełną zamrażarkę, gdyż nabyte w piątek dobra trzeba było zamrozić

- nie pamiętam, kiedy ostatnio musieliśmy wstać w święta od stołu i wracać do domu, ale mus, to mus
- dzisiaj obie jesteśmy chore, a Teda ‚drapie w gardle’

Dwa ostatnie podpunkty to niewielka cena, za to, że znowu byliśmy wszyscy razem, a w Wielką Sobotę  patrząc, jak za oknem pada śnieg, komisyjnie odśpiewaliśmy tradycyjne, wielkanocne ’Jingle bells’.

W tym było dziwnie.
Z jednej strony sympatycznie, spokojnie i absolutnie po naszemu, a z drugiej głupio tak, w perspektywie tekstu z ubiegłego roku. 
Gdybym ja nie zadzwoniła do Mamy, nie usłyszałabym nawet głosu mojego brata, o głosie dzieci (które jeszcze do niedawna wisiały na nas w każde wakacje) nie wspominając. Te ostatnie słyszałam tylko w tle. Żadna nie miała jaj, żeby powiedzieć 'wesołych świąt ciociu'. Głupio tak, Wielkanoc bez jaj... ale, że Angel ich nie ma, domyślałam się już od jakiegoś czasu.

Wino piliśmy więc w bardzo ograniczonym gronie, ale za to Ted sięgnął na półkę, z której nawet kurzu wycierać nie śmiem. Ku mojemu zaskoczeniu, najbardziej smakowało mi białe. I'M Chardonnay, Isabel Mondavi. Już mi szkoda, że następne będzie dopiero, jak wrócimy do Sonoma Valley, a to nastąpi chwk :o)

Dobrze, że już po...
Trzeba złożyć stół, przywrócić salon do normalności i zacząć żyć tu i teraz.
Ktoś za nas podjął decyzję, trzeba ją uszanować.