Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

czwartek, 2 czerwca 2016

Takie podsumowanie w środku roku, którego i tak pewnie nikt nie przeczyta czyli...

... notatki z  umierającego bloga.
Nie chce mi się pisać bloga.
Chyba już nie.
Nie ma ruchu, blog gaśnie, marnieje, odchodzi...
Nie mam motywacji, a wszystko, o czym chciałabym, obwarowane jest ustawą o ochronie danych osobowych, bo chętnie napierdalałabym personalnie.
Dlatego milczę sobie na vivat.
Ale ja nie o tym
10 maja minął rok.
Obiecałam sobie, że napiszę notkę, ale znajdowałam się w oku cyklonu i mi nie pykło.
Od czego ten rok minął?
Od przejścia na dietę.
Chociaż nie można tego nazwać dietą.
Wywróciłam wszystko, chociaż zmieniłam niewiele.
Żarcie przestało być celem, zaczęło być środkiem.
Po 15 kilogramach trzeba się było uspokoić, bo ileś tam trzeba jednak ważyć.
Uspokoiłam się w grudniu.
Od grudnia utrzymuję wagę z wahaniem rzędu jednego kilograma w prawo lub w lewo.
Nie zamierzam pisać, że było ciężko, bo nie było.
Jeżeli chodzi o straty, oprócz kilogramów zaliczyłam jedną wizytę w szpitalu ze wstrząsem mózgu i wszystkimi badaniami.
Wyniki mam dobre, a powodem wielkiego dup był niski poziom potasu- pilnujcie potasu, bo to bardzo ważny skurczybyk i wali po sercu i ciśnieniu.
Ja pilnuję.
Teraz już pilnuję.
To coś, co początkowo było dietą, a teraz stało się stylem życia, będzie towarzyszyło mi już zawsze, bo to fajne jest.
Nie będę wypisywać co zmieniłam, ani co powinni zmienić inni jeżeli chcą osiągnąć mój sukces.
To była moja droga, nadal jest.
Znajdź swoją, nie idź po cudzych śladach, bo to mało odkrywcze.
Znajdź swoją motywację, swój katalizator, albo tego, kto zupełnie w Ciebie nie wierzy i mu, kuźwa, pokaż.
Moja teściowa twierdzi, że powinnam utyć jakieś  pięć kilogramów, chociaż to ona właśnie powiedziała mi 'w twoim wieku to ty już chyba nie schudniesz', a od szpitalnego dup dzwoni co kilka dni i pyta, jak się czuję.
Ona też była... katalizatorem :)
Siniak z czoła ciągle jeszcze mi nie zszedł, ale nadal nie tracę nadziei.

Idę pouprawiać.
Sport znaczy.
Nie wiem, czy sport to zdrowie, ale mnie po treningu spada ciśnienie.






sobota, 21 maja 2016

Maturalnie rzecz biorąc

Wysyłając do boju kolejne Orły nerwowo czekam na dwie informacje: pierwszą, zaraz po wyjściu z Ich odczuciami i drugą, już z konkretem w postaci wyniku w procentach.
W piątek do walki ruszył Bartek.
10:40 teoretycznie wchodził.
11:15 zero informacji.
12:00 nic.
12:30 nie wytrzymałam i piszę:
- Bartek, pisz co się dzieje, bo oszaleję.
- Nic, czekamy bo wszystko się opóźniło, ponieważ jeden koleś zabalował i nie dotarł- on mi na to.
- To bardzo miła komisja, że tak czeka na kolegę- wzruszyłam się w imieniu abiturientów- pewnie pani dyrektor 'uprzejmie' ich poprosiła. ( bo jak znam jedną z egzaminatorek, zamknęłaby bałagan minutę po wyznaczonym czasie z satysfakcją wymalowaną 'od pasa w górę').
- O tak, prosiła bardzo uprzejmie- Bartuś mi w odpowiedzi- przyszła nawet do nas i zapytała, cytuję: 'gdzie on, kurwa, jest?'
- Bardzo pedagogicznie zapytała- ucieszyłam się wrednie.

Poza tym reszta w normie oraz wszystkie ustne egzaminy zdane, na wyniki pisemnych czekamy do 5 lipca chyba.
Teraz głównie śpię z przerwami na jem.
Dobranoc.

piątek, 13 maja 2016

Słodko-gorzki

Z zajęć wychodzą dziewczyny- gimnazjalistki, w korytarzu obgadują jakąś nauczycielkę, która postawiła jedynkę 'nowej' za sprawdzian, którego ta nie pisała, gdyż jeszcze nie chodziła do ich szkoły.
Do rozmowy włącza się Alicja- absolwentka tegoż samego gimnazjum.
- O kim mówicie?- pyta.
- O pani Iksińskiej- pada odpowiedź.
- Nic się nie zmieniła, zawsze była 'nie fair'-  podsumowuje- nauczyciele zawsze tacy są.
- Hej- dołączam się do dyskusji- ja też jestem nauczycielem!
- Pani nie jest nauczycielem- protestuje Alicja- pani jest... Człowiekiem.

Od wielu lat 'robię' w tej materii. Wiem, że Dzieciaki mnie lubią, ale nigdy nie myślałam, że doczekam się kiedyś takiego komplementu.

Matury trwają.
Mamy już pierwsze 90% z ustnej.
Cały czas do pobicia, Darek rzucił wyzwanie reszcie.
Mamy też takich, o których się boimy, czy zdążą wyzdrowieć, czy nie zje ich stres.

Jak obrobię się w edukacji, wrócę i opowiem Wam parę fajnych historii.
Trzymajcie kciuki za 'moje Dzieciaki'.
Do poczytania wkrótce.